W jednym z pierwszych spotkań rundy wiosennej Premier League mieliśmy okazję zobaczyć, jak Swansea City poradzi sobie w starciu na Old Trafford. Oba zespoły były zmęczone po rozegraniu dwóch meczów od drugiego dnia świąt, ale mimo to zobaczyliśmy ciekawe widowisko ze świetnymi bramkami.
Zarówno gospodarze, jak i goście podeszli do dzisiejszego pojedynku bez formy. Manchester miał za sobą maraton ośmiu spotkań bez wygranej, Swansea natomiast jest w sporego kalibru kryzysie, którego częścią było zwolnienie Garry’ego Monka. Co prawda, „Łabędzie” wygrały w Boxing Day z West Bromem, ale niech nie zmienia to obrazu atmosfery, która jest w klubie, lekko mówiąc, gęsta.
„Czerwone Diabły” wyszły na murawę w najmocniejszym na ten moment składzie, a fani w końcu mogli oglądać na pozycji ofensywnego pomocnika Andera Herrerę zamiast Marouane’a Fellainiego. Anthony Martial, jak już zdążyliśmy się przyzwyczaić, ustąpił miejsca w ataku Wayne’owi Rooneyowi, samemu zajmując lewą flankę. W składzie Swansea miejsce dla Bafetimbiego Gomisa i Jeffersona Montero znalazło się tylko na ławce rezerwowych, a na boisku nie pojawił się żaden nominalny napastnik, nie zobaczyliśmy dzisiaj również Jonjo Shelveya. O sile ofensywy stanowić mieli Ayew, Routledge i Sigurdsson. Na bramce jak zawsze zagrał Łukasz Fabiański.
Dwie zupełnie różne połowy obejrzeli dzisiaj kibice zgromadzeni na stadionie. Pierwsza część gry była nudna i ospała, oba zespoły były bardzo przewidywalne i niczym nie potrafiły zaskoczyć rywala. Nie było też wielu prób zrywów czy kombinacyjnych akcji; wyglądało to jak krążenie wokół ringu dwóch bokserów wagi papierowej. I o ile deszcz lał strumieniami, o tyle bramki w ogóle nie padły. Co ciekawe, bardzo podobnie było w całej lidze – ze wszystkich sześciu spotkań rozpoczętych o godzinie 16:00 czasu polskiego tylko w starciu Sunderlandu z Aston Villą zobaczyliśmy gola w pierwszej połowie. Więcej o rozegranych dziś meczach tutaj i tutaj.
Drugie 45 minut mogło się natomiast podobać, obfitowało w znakomite akcje i, w końcu, w bramki. I to przedniej urody! Ciekawe, co usłyszeli gracze od swoich menedżerów podczas przerwy, gdyż zupełnie inną postawę pokazali praktycznie od pierwszej akcji drugiej połowy. Już chwilę po jej rozpoczęciu Martial zmusił do skapitulowania polskiego golkipera po świetnym strzale głową. Skąd strzelał? Oczywiście z pola karnego. Louis van Gaal powinien poważnie zastanowić się nad nominalną pozycją młokosa, gdyż ten od początku sezonu pokazuje, że tylko na szpicy jest w stanie wykrzesać z siebie sto procent.











