Ot, bardzo niebezpieczny drapieżnik wywodzący się z najgłębszych zakątków brazylijskiej dżungli został schwytany przez hiszpańskiego kłusownika. Człowiek ten był tak dumny i pyszny, że nie mógł sobie pozwolić, by włoski rywal po fachu sprzątnął mu cenną zdobycz sprzed nosa. Owy okaz trafił do hiszpańskiego azylu, w którym zamieszkiwały znacznie okazalsze osobniki niż on, co na pierwszy rzut oka nie zwiastowało problemów. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna, bo opiekunowi azylu nowy nabytek nie przypadł do gustu. W konsekwencji Malcom wylądował na marginesie katalońskiego raju, by później trafić do… rosyjskiej tajgi.
W starożytnej Grecji słowo „ostracyzm” miało niebagatelne znaczenie. Nazywało ono bowiem specyficzny sposób głosowania, które polegało na wypisywaniu nazwisk obywateli na glinianych skorupkach. Ci, którzy się na niej znajdowali, byli kandydatami do wydalenia z kraju. Jakiś czas temu podobną drogę przebyło nazwisko 21-letniego Brazylijczyka, o którego losach musiał zadecydować trener wraz z zarządem Barcelony. Piłkarze „Dumy Katalonii” nie raz wspominali, że owy zawodnik jest dla zespołu wartością dodaną, jednak strona decyzyjna nie miała litości. Malcom stał się kulą u nogi, której trzeba było się pozbyć. A przecież wcale nie musiało tak być, bo wystarczyło tylko rozsądku przed dokonaniem transferu. Nie zachłanności! Tak, to do pana, panie Bartomeu.
Za duże buty czy nieprzychylność trenera?
Jeśli prześledzimy niespełna roczną karierę Malcoma na Camp Nou, zauważymy pewne podobieństwo względem typowej historii z bohaterem tragicznym w roli głównej. Bo im bardziej Brazylijczyk starał się odeprzeć widmo nadchodzącej porażki, tym szybciej malowała się ona na horyzoncie. Były piłkarz Bourdeux po zmianie barw klubowych nie zmienił swojej słusznej etyki pracy i w koszulce treningowej Barcelony skupił się jeszcze mocniej na wszystkim, co powinno cechować profesjonalnego piłkarza. Oddanie klubowi, pokora, cierpliwość, pracowitość i brak oznak „Dembelelyzmu”. Mimo to Malcom tak naprawdę nigdy nie mógł poczuć, że wyznawane przez niego wartości są w stolicy Katalonii doceniane. W konsekwencji 21-letni skrzydłowy nie rozwinął swoich skrzydeł i trafił pod szklany sufit. Pytanie, czy jego pojawienie się było naturalną koleją rzeczy w karierze, czy raczej konsekwencją działań trenera.
Potrzebuję o wiele więcej. Będę tego szukał, aby otrzymywać więcej minut. Chcę grać częściej. Trenuję, żeby pokazać, że mogę być w tej grupie. Mój sen w Barcelonie dopiero się zaczyna. Chcę napisać tu historię i dlatego pracuję. Szukam wielkich rzeczy.











