– Rosja będzie imperium albo nie będzie jej wcale – tak w 2011 roku wypowiedział się rosyjski politolog Witalij Trietjakow. Nasi wschodni sąsiedzi zawsze chcieli być najwięksi, najlepsi i najsilniejsi. Często kosztem uczciwości. Jednak piłkarska liga rosyjska nigdy nie była w europejskiej czołówce. Tak samo rosyjskie drużyny, które nigdy nie odnotowały żadnego sukcesu w Lidze Mistrzów. I raczej nie zmieni się to w obecnej edycji.
Najdalej w Lidze Mistrzów zaszły dwa kluby z Moskwy – Spartak oraz CSKA. Obie ekipy awansowały do ćwierćfinału tych rozgrywek po razie i tam niestety żegnały się z rozgrywkami. Pierwszy z nich w sezonie 1995/1996 odpadł z francuskim FC Nantes (0:2, 2:2). Co ciekawe, w tym samym sezonie również na ćwierćfinale swoją przygodę z Ligą Mistrzów kończyła Legia Warszawa, która poległa z greckim Panathinaikosem. CSKA zaś w 1/4 finału zagrało w sezonie 2009/2010. Wtedy to Rosjanie musieli uznać wyższość późniejszego triumfatora rozgrywek włoskiego Interu Mediolan (0:1, 0:1).
Oczywiście cały czas mówimy tylko o Lidze Mistrzów, czyli rozgrywkach, które wystartowały w sezonie 1992/1993. Wcześniej turniej tego typu był rozgrywany jako Puchar Zdobywców Pucharów, a rosyjskie kluby występowały jako przedstawiciele ZSRR. W tych rozgrywkach w czasach komunizmu rosyjskie drużyny potrafiły nawet zajść do półfinału.
Ich troje
W tym sezonie w Lidze Mistrzów mamy trzy kluby rosyjskie: Lokomotiv Moskwa, FK Krasnodar i Zenit Petersburg. Jak na razie klubom nie wiedzie się najlepiej. Lokomotiv ma rozegrane trzy mecze i zdobył w nich dwa punkty. Krasnodar i Zenit na razie rozegrały dwa spotkania i udało się im, a konkretnie Krasnodarowi, uciułać jeden punkt. Podsumowując, trzy ekipy rozegrały do tej pory siedem meczów, w których z 21 możliwych do zdobycia punktów zdobyły trzy.
Jeżeli chodzi o poziom trudności dostania się do Ligi Mistrzów, to nie jest on zbyt duży w przypadku klubów rosyjskich. Mistrz oraz wicemistrz awansują bezpośrednio do fazy grupowej. Trzecia drużyna w tabeli musi zaś zagrać tylko w ostatniej rundzie kwalifikacji. W tym roku było dodatkowe ułatwienie w postaci jednego meczu zamiast dwóch. Było to oczywiście spowodowane pandemią koronawirusa i przesunięciem się rozgrywek.
Lokomotiv Moskwa
Drużyna Macieja Rybusa i Grzegorza Krychowiaka w zeszłym sezonie została wicemistrzem Rosji. Dzięki temu nie musiała grać w kwalifikacjach i od razu zameldowała się w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Na razie wypada najlepiej na tle innych ekip zza wschodniej granicy. Trafiła do trudnej grupy, w której za faworytów uznawani są Bayern Monachium i Atletico Madryt. Ale nie poddała się i do tej pory dzielnie stawiała czoła faworytom.
W pierwszej kolejce zremisowała z Salzburgiem 2:2. W drugiej serii spotkań musiała uznać wyższość triumfatora poprzedniej edycji z Monachium 1:2, jednak dała się we znaki Niemcom i wcale nie było to jednostronne widowisko. Wczoraj w trzecim meczu zremisowała z faworyzowanym Atletico Madryt 1:1. Szkoda, że w pierwszej kolejce nie udało się odnieść zwycięstwa, bo można byłoby myśleć o niespodziance, jaką niewątpliwie byłby awans Rosjan do kolejnej rundy. Jednak skreślać Lokomotivu jeszcze nie możemy, a dotychczasowe wyniki na pewno nie przynoszą im wstydu. Cieszy bardzo dobra postawa Krychowiaka, który we wczorajszym meczu pokazał się z dobrej strony.









