Legia Warszawa grała, a Radomiak patrzył. Pogrom w Warszawie


Legia Warszawa rozgromiła Radomiak Radom w meczu przyjaźni. Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem 5:0

14 sierpnia 2026 Legia Warszawa grała, a Radomiak patrzył. Pogrom w Warszawie
Mateusz Kostrzewa/legia.com

Legia Warszawa w ramach meczu trzeciej kolejki PKO Ekstraklasy mierzyła się na swoim stadionie z Radomiakiem Radom. „Mecz przyjaźni”, jak często określane jest spotkanie między tymi dwoma drużynami zakończyło się jednostronnym zwycięstwem gospodarzy. „Wojskowi” odnieśli tryumf, pokonując zespół Tomasza Kaczmarka aż 5:0. Warszawski klub nie pozostawił żadnych złudzeń i co chyba najgorsze dla drużyny gości, wynik w pełni oddaje obraz tego meczu. Jedni grali, strzelali i ogólnie prowadzili grę. Drudzy... No głupia sprawa...


Udostępnij na Udostępnij na

Legia Warszawa nie pozostawiła przeciwko Radomiakowi Radom żadnych złudzeń i już od pierwszych minut zdecydowanie narzuciła swoje tempo, prowadziła grę i mówiąc pół żartem, pół serio, czasami mogło się zdawać, że dostarczała emocji za dwie drużyny. Przeciwnicy nie mieli w zasadzie żadnych argumentów – wynik mógł być tylko jeden i była nim wygrana warszawiaków. Radomiak praktycznie nie tworzył szans.

Pierwszy gol padł już w siódmej minucie – autorstwa debiutującego dzisiaj Michala Sevcika. Na drugiego czekaliśmy zaledwie kolejne trzy minuty, a jego autorem był Rafał Augustyniak. W 17. minucie meczu strzelił zaś Rafał Adamski, dla którego jest to już drugie trafienie w tym sezonie. To jednak nie koniec strzelania w te 45 minut! Pod koniec pierwszej połowy efektowym strzałem zza pola karnego popisał się Bartosz Kapustka. 4:0 – takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.

W drugiej części meczu oglądaliśmy bardzo podobny obraz. Legia Warszawa dominowała, a Radomiak Radom po prostu nie istniał. Już na początku tej części meczu gola dołożył Bartosz Kapustka – dublet kapitana „Wojskowych”. Legia Warszawa 5:0 Radomiak Radom. Patrząc na przebieg meczu, „Wojskowi” mogli wygrać jeszcze wyżej.

Debiuty – dla jednych udane, dla innych mniej…

Bartłomiej Gradecki

Tomasz Kaczmarek zdecydował się na kilka zmian w związku z ostatnim nieudanym w wykonaniu jego zespołu meczem z Górnikiem Zabrze. Tę najciekawszą trener Radomiaka zastosował na bramce, gdyż niepewnego Filipa Majchrowicza zastąpił debiutant, Bartłomiej Gradecki. Powiedzieć, że był to nieudany mecz w wykonaniu byłego golkipera Ruchu Chorzów, to nic nie powiedzieć. Lekko mówiąc, nie pomógł – mówiąc dosadniej, kompletnie zawalił gościom mecz. Jeszcze dosadniej? To był zdecydowanie najgorszy występ indywidualny bramkarza w tym sezonie. Cały zespół się nie popisał – jednak to mu ten mecz będzie śnił się po nocach…

Legia oddała w pierwszej połowie pięć strzałów celnych, z czego jedna obrona, którą poczynił Gradecki, była odbiciem futbolówki pod nogi rywala. Zdecydowanie z tą roszadą szkoleniowiec radomskiego klubu nie trafił. Nie twierdzimy, że przy każdym golu zawinił 26-latek, jednak zdecydowanie ta decyzja się nie obroniła i przy przynajmniej czterech golach mógł, a nawet powinien zachować się lepiej. Kandydat na najgorszego zawodnika kolejki znany – niestety. Był on jedną z głównych przyczyn tego, że Legii grało się tak łatwo.

Michal Sevcik, Jan Kuchta, Erik Mikanovich

Udanym debiutem może dla odmiany poszczycić się Michal Sevcik, którego adaptacja do zespołu w końcu się zakończyła. Chwilę się to przedłużało, ale pokazał w meczu z Radomiakiem, że warto było czekać. Waleczny, oddał pierwszy groźny strzał i szybko wpisał się na listę strzelców. Pokazał, że ofensywnie może dać warszawiakom bardzo dużo – szczególnie biorąc pod uwagę, że w poprzednich meczach grał na jego pozycji Wojciech Urbański, który jest na początku bieżących rozgrywek daleko od optymalnej formy. Mimo dobrego występu, pewnie w dużej mierze ze względu na korzystny wynik, trener Marek Papszun zdecydował się go na drugą połowę już nie posyłać. Swoje zadanie wykonał jednak bardzo dobrze – chcemy widzieć Czecha na ekstraklasowych boiskach częściej. Pokazał, że może naprawdę dużo dać. Uderzenie ma, kombinacyjnie też kilka razy zagrał. Próbka ze względu na dyspozycję rywala nie jest zbyt duża – oddać trzeba natomiast, że zagrał naprawdę dobrze. Mogą być z niego ludzie!

Zadebiutował również ostatnio sprowadzony do Legii Warszawa, Jan Kuchta. Czeski napastnik wszedł na boisko w 56. minucie, ale wielki mecz to nie był. Biegał walczył, ale też nie miał zbytnio szans na strzelenie gola. Jednak zameldował się Łazienkowskiej. A w końcówce meczu pojawił się młody Erik Mikanovich – obu odnotowujemy!

Mocna Legia czy słaby Radomiak?

Na pytanie z tytułu tego akapitu chyba nie da się odpowiedzieć w jednoznaczny sposób. Raczej i to, i to. Po Legii Warszawa naprawdę widać na początku sezonu, że jest to po prostu dobrze zorganizowany zespół, więc absolutnie nie chcemy deprecjonować tego zwycięstwa. Zespół, który oczywiście zwycięstwo z Pogonią w Szczecinie wyrwał w ostatnich minutach, a z Koroną w Kielcach tylko zremisował, natomiast widać pewien kierunek rozwoju. Wprost mówiąc, widać dobrze, jak Legia chce grać. A stawia na dość prostą grę ofensywną i zabezpieczenie tyłów – to działa i Legia nie przez przypadek jest liderem. Nie przez przypadek jako jedna z nielicznych zostaje na tym etapie sezonu niepokonana w rozgrywkach ligowych. Po prostu jest to bardzo dobry zespół, którego żaden z dotychczasowo rozegranych w tym sezonie meczów nie jest przyadkiem.

Z drugiej strony, dzisiaj mierzyli się z Radomiakiem, który wiarygodną próbką, patrząc na sam początek sezonu nie jest. W zasadzie zespół Tomasza Kaczmarka objawia nam się jako jeden z głównych pretendentów do spadku. Żaden z transferów na razie nie błyszczy, przegrali trzeci mecz z rzędu, a jedyne punkty zdobyli w pierwszej kolejce przeciwko zamykającej tabelę, Wieczystej Kraków. Lekko mówiąc, nie wygląda to dobrze. Szczególnie jeżeli też weźmiemy pod uwagę to, że w żadnym tak naprawdę z tych trzech meczów nie postawili poważniejszego oporu. Ani przez chwilę. Jeżeli dalej będzie to tak wyglądało, nie wróżymy świetlanej przyszłości. I naprawdę staramy się być łagodni w ocenie.

Bartosz Kapustka nie jest taki zły

Bartosz Kapustka rozegrał właśnie kolejny naprawdę solidny mecz i w zasadzie okazuje się, że może on zostać kolejnym poważnym beneficjentem przyjścia na Łazienkowską Marka Papszuna. Gra – to nic nowego. Fakty są takie, że wygląda jednak coraz lepiej i można powiedzieć, że od momentu powrotu po poważnej kontuzji, tak dobrego czasu on jeszcze nie miał. Często słusznie zarzucano pomocnikowi, że nie ma jednej wyróżniającej się cechy i jest mówiąc wprost, po prostu przeciętny. Legia Warszawa jednak sukcesywnie go trzymała, a u kolejnych trenerów Kapustka grał. Doszło do małego paradoksu i w międzyczasie krytykowany zewsząd pomocnik został nawet kapitanem Legii.

I chyba się odblokował! Kapustka stał się jednym z najbardziej krytykowanych zawodników Legii przez kibiców i wygląda na to, że pewne łatki zaczyna od siebie odczepiać. Nie chodzi tylko o te dwa gole, ale widać, że po prostu system, w którym obecnie gra Legia bardzo mu odpowiada. Dwa gole nazwijmy pewnego rodzaju tego konsekwencją. Widać, że gra inaczej.

Przez Papszuna wystawiany jest nieco wyżej niż u poprzednich szkoleniowców, częściej decyduje się na strzały i pokazuje, że naprawdę może dawać jakość. Jest pewniejszy. Pomysł na niego jest inny, a główne jego atuty – a więc wybieganie czy strzały, zostały dość dobrze uwydatnione. Bartosz Kapustka rośnie. Kiedy trzeba to krytykujemy. Teraz należy go jednak chwalić! Pomagają mu też zawodnicy u jego boku – zdający się wypełniać obszary, w których on jest gorszy, czego wcześniej w aż tak dużej mierze nie dostawał. Papszun znalazł na niego pomysł, a my obserwujemy najlepszą wersję „Kapiego” od dawna.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze