Legia Warszawa w ramach meczu 3. kolejki PKO BP Ekstraklasy mierzyła się na swoim stadionie z Radomiakiem Radom. „Mecz przyjaźni”, jak często określane jest spotkanie między tymi dwoma drużynami, zakończyło się jednostronnym zwycięstwem gospodarzy. „Wojskowi” odnieśli tryumf, pokonując zespół Tomasza Kaczmarka aż 5:0. Warszawski klub nie pozostawił żadnych złudzeń i co chyba najgorsze dla drużyny gości, wynik w pełni oddaje obraz tego meczu. Jedni grali, strzelali i ogólnie prowadzili grę. Drudzy… No głupia sprawa…
Legia Warszawa nie pozostawiła Radomiakowi Radom żadnych złudzeń i już od pierwszych minut zdecydowanie narzuciła swoje tempo, prowadziła grę i mówiąc pół żartem, pół serio, czasami mogło się zdawać, że dostarczała emocji za dwie drużyny. Przeciwnicy nie mieli w zasadzie żadnych argumentów – wynik mógł być tylko jeden i była nim wygrana Warszawiaków. Radomiak praktycznie nie tworzył szans.
Pierwszy gol padł już w 7. minucie, strzelił go debiutujący dzisiaj Michal Sevcik. Na drugiego czekaliśmy zaledwie kolejne trzy minuty, a jego zdobywcą był Rafał Augustyniak. W 17. minucie meczu strzelił zaś Rafał Adamski, dla którego jest to już drugie trafienie w tym sezonie. To jednak nie koniec strzelania w te 45 minut! Pod koniec pierwszej połowy efektowym strzałem zza pola karnego popisał się Bartosz Kapustka. 4:0 – takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa.
W drugiej części meczu oglądaliśmy bardzo podobny obraz. Legia Warszawa dominowała, a Radomiak Radom po prostu nie istniał. Już na początku tej części meczu gola dołożył Bartosz Kapustka – dublet kapitana „Wojskowych”. Legia Warszawa – Radomiak Radom 5:0. Patrząc na przebieg meczu, trzeba powiedzieć, że „Wojskowi” mogli wygrać jeszcze wyżej.
Debiuty – dla jednych udane, dla innych mniej…
Bartłomiej Gradecki
Tomasz Kaczmarek zdecydował się na kilka zmian w związku z ostatnim nieudanym w wykonaniu jego zespołu meczem z Górnikiem Zabrze. Tę najciekawszą trener Radomiaka zastosował na bramce, gdyż niepewnego Filipa Majchrowicza zastąpił debiutant, Bartłomiej Gradecki. Powiedzieć, że był to nieudany mecz w wykonaniu byłego golkipera Ruchu Chorzów, to nic nie powiedzieć. Lekko mówiąc, nie pomógł; mówiąc dosadniej, kompletnie zawalił gościom mecz. Jeszcze dosadniej? To był zdecydowanie najgorszy występ indywidualny bramkarza w tym sezonie. Cały zespół się nie popisał – jednak to mu ten mecz będzie śnił się po nocach…











