KdB: Pierwsza głowa spadła


Runda rewanżowa Bundesligi nie zdążyła się na dobre rozkręcić, a już spadła pierwsza głowa. Z Herthy Berlin został zwolniony Michael Skibbe. Na następcę wciąż czekamy… Innym ważnym wydarzeniem minionej kolejki jest pierwsze ligowe trafienie Artura Sobiecha.


Udostępnij na Udostępnij na

W poprzednim sezonie Hertha Berlin grała w 2. Bundeslidze, co dla stołecznego klubu było jak uderzenie w policzek, poniżenie. Na szczęście, po objęciu sterów klubu przez Markusa Babbela „Stara Dama” szybko wróciła na właściwe tory i w imponującym stylu awansowała do niemieckiej ekstraklasy. Mimo statusu beniaminka berlińczycy radzili sobie całkiem nieźle i do niedawna znajdowali się w okolicach środka tabeli. Tak było do grudnia. Wtedy Babbel ogłosił, że nie przedłuży wygasającego po sezonie kontraktu. Władze klubu stwierdziły, że w takim razie nie ma co trzymać swojego niedawnego dobroczyńcy i trener opuścił drużynę za porozumieniem stron. 

22 grudnia nowym szkoleniowcem berlińczyków został Michael Skibbe. Nowy opiekun drużyny buńczucznie zapowiadał, że wprowadzi Herthę na jeszcze wyższą lokatę (Babbel zostawił zespół na 11. miejscu), a gdyby, nie daj Boże, spadł z ligi, to już nigdy nie zasiądzie na ławce trenerskiej. Fakty są takie, że obecnie Hertha zajmuje 15. lokatę i ma dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Pod wodzą Skibbego Hertha rzeczywiście zmieniła styl gry i przegrała cztery spotkania w lidze oraz ćwierćfinałowy mecz Pucharu Niemiec z Borussią M’Gladbach. Po ostatnim blamażu w Stuttgarcie (0:5) Skibbe został zwolniony po niecałych dwóch miesiącach pracy.

Teraz nasuwają się trzy pytania:

1. Czy zwolnienie Babbela było słuszne?
Zarząd mógł pozwolić mu prowadzić zespół do końca sezonu i dopiero po zakończeniu rozgrywek na spokojnie wprowadzić nowego trenera.

2. Czy Skibbe powinien dotrzymać obietnicy?
Ten pan pokazał w ostatnich tygodniach, że faktycznie nie powinien więcej zasiadać na ławce trenerskiej.

3. Kto zostanie nowym szkoleniowcem Herthy? 
W kuluarach mówi się o Holgerze Stanislawskim, który niedawno stracił pracę w 1899 Hoffenheim, a którego w Hoffenheim zastąpił Babbel, były opiekun berlińczyków. Ciekawa historia.

Kolonia Polaków w Bundeslidze systematycznie rośnie i tak naprawdę w każdej kolejce któryś z naszych rodaków błyśnie na tyle, że warto o nim wspomnieć. W minionym tygodniu był to Artur Sobiech. Były napastnik Polonii Warszawa wszedł w meczu z FSV Mainz na ostatnie pięć minut przy stanie 1:0 dla gospodarzy. Zaledwie cztery minuty później Artur cieszył się z debiutanckiego trafienia w Bundeslidze, które dało jego drużynie cenny remis, które zrobiło z niego choć na chwilę bohatera Hanoweru, i na które musiał czekać zaledwie 56 minut. 

W ogóle z Sobiechem jest ciekawa sprawa. Facet w pierwszym meczu dostał czerwoną kartkę, później miał problemy z kontuzjami i wielu tak naprawdę już dawno go skreśliło. Zwłaszcza że o miejsce w składzie młody napastnik musi rywalizować z takimi zawodnikami, jak: Mohammed Abdellaoue, Jan Schlaudraff, Didier Ya Konan oraz wypożyczony niedawno z Manchesteru United Mame Biram Diouf. Mimo takiej konkurencji Polak nie grzeje ławy, wchodzi na końcówki spotkań, a to o czymś świadczy. Sobiech ma potencjał i nie będzie kolejnym zmarnowanym polskim talentem. Bo Slomka ten potencjał widzi i zamierza go wykorzystać. Na razie Polak jest dżokerem, ale dlaczego nie miałby pójść drogą Roberta Lewandowskiego?

Najnowsze