Już dziś pierwsza odsłona wielkiego rewanżu za finał ubiegłorocznej Ligi Mistrzów. Ktoś z dwójki Juventus – Real zakończy swój udział w Champions League już na ćwierćfinale, a biorąc pod uwagę, że zarówno dla jednych, jak i drugich rozgrywki te są priorytetowe, to bezpośrednie starcie obu ekip zapowiada się wyjątkowo interesująco.
Cel jest tylko jeden
Kolejne potknięcia Napoli sprawiły, że droga po siódme z rzędu scudetto stała się dla Juventusu o wiele łatwiejsza. Choć bardzo długo oba kluby deptały sobie po piętach i wyczekiwały na każdy, choćby najmniejszy błąd rywala, to finalnie wydaje się, że ze starcia zwycięsko wyjdzie ten bardziej utytułowany zespół. Tym samym, gdy sprawa mistrzostwa Włoch wydaje się względnie bliska rozstrzygnięcia, klub z Turynu może z czystym sumieniem rzucić całe siły w kierunku upragnionej Ligi Mistrzów.
Sprawy nieco inaczej mają się w Madrycie, gdzie już ostatecznie pożegnano się z marzeniami o doścignięciu Barcelony. Efekt tej sytuacji jest podobny, choć wydaje się, że Hiszpanie mają do stracenia nieco więcej od swojego ćwierćfinałowego rywala. Zgarnięcie dla siebie tytułu Ligi Mistrzów po raz trzeci z rzędu byłoby zdecydowanie czynem historycznym, trudnym do porównania z czymkolwiek innym. Niemniej jednak stawka dla podopiecznych Zidane’a jak i dla samego Francuza jest niezwykle wysoka. Brak jakiegokolwiek trofeum będzie w Madrycie uznany za katastrofę i stanie się mocnym argumentem w ręku krytyków szkoleniowca „Los Blancos”.
Zaprawieni w boju
Droga żadnej ze znajdujących się w 1/4 finału LM drużyn nie mogła być usłana różami. I w przypadku pojedynku Juventusu z Tottenhamem obejrzeliśmy tego świetny przykład. Świadomi swojego celu i umiejętności, które pozwolą go osiągnąć, podopieczni Massimiliano Allegriego dobrze wiedzieli, że swoje muszą w tym dwumeczu odcierpieć. Remis w Turynie nie zmienił absolutnie niczego. Nawet bramka, która zdawała się tą zapewniającą „Spurs” ćwierćfinał, nie zmąciła spokoju w szeregach mistrza Włoch. Znowu daliśmy się oszukać. Wszyscy, począwszy od Buffona, na Higuainie skończywszy, dobrze wiedzieli, jak to wszystko się skończy. Po meczu każdy z nas mógł jedynie zaśmiać się nad swoją naiwnością: „Jak mogłem myśleć, że «Juve» tak po prostu odpadnie?”
„Stara Dama” udowodniła już wielokrotnie, że nie warto jej skreślać przed końcowym gwizdkiem i w spotkaniu z Realem możemy się o tym przekonać ponownie. Podopieczni Zinedine’a Zidane’a mieli zadanie z pozoru trudniejsze, gdyż na ich drodze stanęło PSG. Zaledwie przez kilka chwil paryżanie mogli liczyć na jakikolwiek pomyślny rezultat, ale koniec końców zostali bezwzględnie sprowadzeni na ziemię piłkarzy z Madrytu. W kluczowych momentach Real potrafił włączyć wyższy bieg i do bólu wykorzystując słabość rywala, zapewnił sobie ćwierćfinał rozgrywek.










