Liverpool po raz szósty w historii wygrał najbardziej elitarne rozgrywki klubowe w Europie. W przeciągu czternastu lat, które minęły od ostatniego triumfu, magicznej nocy w Stambule, na Anfield Road zmieniło się prawie wszystko. Zawodnicy, trenerzy, właściciele, a nawet rozbudowano stadion. Na szczęście dla „The Reds” zmiany w ostatnich latach wyszły klubowi tylko na dobre i doprowadziły Liverpool do miejsca, w którym jest obecnie. Na sam szczyt.
Po wczorajszej nocy Madryt pozostanie w pamięci kibiców Liverpoolu kolejnym miejscem kojarzonym z wielkim sukcesem. Miejscem symbolicznym, bo podsumowującym cztery lata niezwykle wytężonej i ciężkiej pracy, którą wykonali zawodnicy, sztab szkoleniowy i wszyscy pracownicy klubu. Olbrzymi sukces, jakim bez wątpienia jest szósty triumf w najważniejszych rozgrywkach klubowych Europy na pewno wynagradza dotychczasowe trudy. Zamyka również pewien rozdział w historii Liverpoolu. Rozdział pełen transformacji, progresu i dążenia do celu. Historia, w której bohater na białym koniu wyciągnął zespół, ba, cały klub i kibiców z marazmu i przywrócił na szczyt wczoraj skończyła jeden rozdział. Jednak, aby zrozumieć skalę dokonań bohatera na białym koniu, którym jest oczywiście Jürgen Klopp, należy przytoczyć niedawne słowa szkoleniowca.
– Liverpool zmienił się z niezbyt atrakcyjnej dziewczyny ze wsi w supermodelkę – odpowiedział niemiecki menedżer w rozmowie z The Daily Telegraph na temat rozwoju zespołu.
Sukces „The Reds” rodził się w bólu. Na Anfield Road nikt nie szedł na skróty, a obecna pozycja klubu była budowana na zdrowych zasadach. Pracą, pracą, a przede wszystkim zaufaniem – walutą w obecnym futbolu tak cenną i rzadką. Jürgen Klopp od właścicieli Liverpoolu otrzymał wręcz niezliczony kredyt zaufania. Podczas gdy w innych klubach, gdy wyniki nie spełniały oczekiwań stołek trenera chwiał się we wszystkie strony, krzesło Niemca było wręcz zabetonowane.
Czołowy trener, a przede wszystkim człowiek
Jürgen Klopp od początku był celem numer jeden dla właścicieli Liverpoolu. Brendan Rodgers został zatrudniony w Liverpoolu w głównej mierze dlatego, że wyciągnięcie Niemca z Dortmundu było niemożliwe. To sprawiło, że nawet gdy szkoleniowiec przegrywał kolejne finały z „The Reds”, nikt nie zamierzał zwalniać Jürgena Kloppa. Tym bardziej, iż na Anfield Road niemiecki trener zaczynał z poziomu minus jeden. Nawet nie z parteru, bo trzeba było posprzątać po zaniedbaniach poprzedników. Powoli, sumiennie przywracał jednak Liverpool do europejskiej czołówki. Każdy krok, każdy trening i transfer prowadziły do tego, by zwiększyć jakość zespołu. Do tego, by zacząć zdobywać trofea.










