Liga hiszpańska skończyła się już dawno temu, ale przez czas, który upłynął od ostatniego gwizdka w minionym sezonie, w pocie czoła przygotowywaliśmy dla Państwa drużynę marzeń Primera Division. Po przeanalizowaniu najlepszych jedenastek, sporządzanych po każdej turze meczów, jak również, przyznajemy się bez bicia, kierując się subiektywnymi odczuciami, wyselekcjonowaliśmy grupę jedenastu bohaterów ubiegłego sezonu La Liga. Oto oni:
Bramkarz: Iker Casillas. Sytuacja w ostatnich latach wyglądała tak: najpierw Iker był niekwestionowanym hegemonem, jeśli chodzi o pozycję bramkarza w La Liga, później powoli i późno, bo późno, ale piłkarsko dojrzewać zaczął Valdes, w końcu niemal zrównując się poziomem ze „Świętym”. W zeszłym sezonie to golkiper Barcelony prezentował się korzystniej, Casillas miał bowiem zdecydowanie gorszy okres. Mistrzostwa świata poprzedzające obecny sezon były dla Ikera wstąpieniem na wyższy szczebel. Dotąd był bramkarzem ze ścisłej światowej czołówki. Afrykański czempionat i minione rozgrywki pokazały, że jest po prostu najlepszy na globie. Po nieudanym sezonie 2009/2010 pozbierał się w try miga, wywalczył Hiszpanii tytuł mistrzów świata, a w lidze tylko potwierdzał fenomenalną dyspozycję. Fani Barcelony krzykną: Valdes po raz trzeci z rzędu wygrał Zamorę (nie Bobby’ego), dlaczego więc Iker? Odpowiedzią na to pytanie są statystyki, ciekawych zachęcam do przeanalizowania danych: kto ile razy interweniował w minionym sezonie. Co najdobitniej świadczy o klasie Casillasa? Po czteropaku „Los Clasicos” madridistas rozmawiali głównie o taktyce Mourinho, a bohaterem wspomnianych meczów był Pepe. Nikt (mało kto) nie zwrócił uwagi na to, że gdyby nie fenomenalny Iker, Real przegrałby każdy mecz z Barceloną i to raczej nie jedną bramką. Dlaczego? Bo jego boskość (klasa to za mało powiedziane) stała się czymś oczywistym.
Prawy obrońca – Daniel Alves. Powiedzmy sobie wprost – Brazylijczyk nie miał poważnego konkurenta w walce o miejsce na prawej obronie w naszym zestawieniu. Klasą dorównuje mu tylko Sergio Ramos, ale zdarzało mu się popadać w niełaskę Jose Mourinho czy zaliczać mecze niegodne potencjału, którym dysponuje. A Alves? Pokazał wszystko, do czego przyzwyczaił nas przez poprzednie sezony, w tym jednak dołożył prawdziwą bombę. Mianowicie 20 (!) asyst we wszystkich rozgrywkach! W lidze zaliczył ich czternaście, czyli więcej niż Xavi i Iniesta (i pewnie kilku innych, takich z małą ilością asyst) łącznie. Do tego dołożył kilka bramek oraz status gracza, bez którego obecną Barcelonę wyobrazić sobie jest naprawdę trudno. Alvesowi wciąż zdarza się popełniać proste błędy przy opanowywaniu piłki, dośrodkowywać w miejsce, w którym nie ma niczego poza murawą, ewentualnie przeciwnikiem, czy swoim prowokacyjnym zachowaniem doprowadzić kibiców do irytacji. Jego atuty przesłaniają jednak te wszystkie ułomności.













