Po dobrym początku sezonu maszyna Daniela Myśliwca trochę się rozklekotała. Tymczasem do Łodzi przyjechał Piast Gliwice, który tylko w tym sezonie zdobył już Warszawę oraz Częstochowę. Jedyne, co ratowało widzewiaków, to bardzo dobra forma domowa, gdyż u siebie pozostają niepokonani. No i Imad Rondić, który ponownie był najlepszym graczem i swoim golem, jedynym w tym meczu, zapewnił łodzianom cenną wygraną.
Sam mecz był jednak taki sobie. Mimo dość wysokich lokat ani jedna, ani druga ekipa nie prezentowała poziomu adekwatnego do zajmowanego miejsca. Na szczęście miał on jednego bohatera, który wpłynął na losy spotkania.
Frantisek Plach dogonił Gerarda Badię w liczbie występów dla Piasta Gliwice, szkoda że sam popsuł sobie święto
Zaczniemy od tego, że ten mecz był szczególny dla jednego gracza „Piastunek”. František Plach właśnie wyrównał rekord Gerarda Badii pod względem liczby meczów w barwach Piasta Gliwice ogólnie, jak i tych w ekstraklasie. Szkoda tylko, że trochę nie wyszło mu to święto. Najpierw w 9. minucie mógł sprawić sobie psikusa, gdy zamotał się z piłką przy próbie minięcia Rondicia, ale udało mu się ostatecznie wybić piłkę w głąb boiska. Niestety jedna feralna interwencja sprawiła, że to właśnie po części z tego powodu Piast nie wrócił z Łodzi chociażby z oczkiem.
Imad Rondić jako jedynka w ataku Widzewa to zabójcza broń
Cybulski w 12. minucie oddał zdawało się niegroźny strzał. Jednak mocno zasłonięty Słowak nie złapał futbolówki, tylko ją odbił. Na nieszczęście dla niego, niepilnowany na trzecim metrze stał Imad Rondić, który nie miał najmniejszych problemów z otworzeniem konta bramkowego dla gospodarzy. Bośniak w zeszłym sezonie miał pięć goli i trzy asysty. Tylko w tym momencie dzieliły go dwie cyfry od wyrównania wyniku klasyfikacji kanadyjskiej z zeszłego sezonu (po meczu z Piastem ma bowiem cztery gole i dwie asysty). Nie zazdrościmy Hamuliciowi, który musi walczyć o miejsce w ataku z będącym w gazie rodakiem.
Gdyby tylko Imad Rondić był ciut skuteczniejszy… mimo to i tak był najlepszy
Niestety drobną wadą grającego z dziewiątką napastnika jest fakt, iż potrafi marnować sytuacje na potęgę. Bo chyba tak trzeba nazwać to pudło z 31. minuty, gdy po kapitalnej wrzutce z rzutu wolnego nie trafił dobrze głową w piłkę. Dosłownie dwie minuty później znów ładnie złożył się do strzału z woleja z trudnej pozycji, ale piłka po raz kolejny nieznacznie minęła światło bramki.











