Dużo emocji dostarczyło nam drugie piątkowe spotkanie 8. kolejki PKO BP Ekstraklasy. Widzewiacy rozegrali dobre 40 minut, potem było już nieco gorzej, ale ostatecznie mecz zakończył się sprawiedliwym remisem.
Przerwa reprezentacyjna na pewno dłużyła się zawodnikom łódzkiego Widzewa, którzy chcieli szybko zrehabilitować się po słabym meczu w Białymstoku. Zadanie nie było łatwe, GKS jest bowiem najlepiej punktującym beniaminkiem, który również był podrażniony po porażce z Zagłębiem Lubin. Obie drużyny rozegrały dobre spotkanie, mimo że warunki nie były korzystne. W Katowicach padał bardzo mocny deszcz, co było szczególnie widoczne w końcówce meczu, kiedy piłka stawała na nasiąkniętej wodą murawie.
Dobre otwarcie
Widzewiacy bardzo dobrze weszli w mecz, tworzyli dużo sytuacji pod bramką Kudły i wyszli na prowadzenie. Podanie Hilarego Gonga wykorzystał Imad Rondić. Łodzianie nie wykorzystali jednak kilku dogodnych okazji do podwyższenia prowadzenia, a to potem się zemściło. Gospodarze byli zabójczo skuteczni i dwa celne strzały w krótkim odstępie czasu zamienili na dwa gole, schodząc do szatni z prowadzeniem. W stratę obu bramek zamieszany był prawy obrońca RTS Lirim Kastrati. Wielu kibiców spodziewało się, że w wyjściowej jedenastce wystąpi Marcel Krajewski. Młodzieżowiec usiadł jednak na ławce, być może dlatego, że późno wrócił ze zgrupowania kadry U-20. Kastrati rozegrał bardzo słaby mecz, bardzo możliwe więc, że kolejne spotkanie rozpocznie na ławce rezerwowych. Zejście do szatni ze stratą jednego gola do rywala po tak dobrym początku meczu nie powinno mieć miejsca.
Inna drużyna po przerwie
Łodzianie w drugiej połowie nie byli już tak groźni w ofensywie jak w pierwszej części spotkania. Sytuacji podbramkowych czy strzałów na bramkę Kudły było jak na lekarstwo. Widzew nie był w stanie znaleźć sposobu na nisko ustawioną obronę „Gieksy” i rzadko dochodził do głosu. Strzelec pierwszego gola Imad Rondić w drugiej części meczu był zupełnie niewidoczny. Sytuację próbował uratować debiutujący w barwach Widzewa Said Hamulić. Bośniak będzie musiał jednak jeszcze poczekać na pierwsze trafienie w nowym klubie. Punkt zapewnił „Czerwono-biało-czerwonym” wprowadzony z ławki Jakub Łukowski, który wpisał się na listę strzelców trzeci raz w tym sezonie. RTS po fantastycznym wejściu w mecz przespał drugą połowę i dość szczęśliwie strzelił gola w końcówce. Nastroje w łódzkim obozie są więc średnie, ale Widzew musi szanować wywieziony z Górnego Śląska punkt.











