Liga Mistrzów zbliża się wielkimi krokami. Najbardziej prestiżowy turniej w Europie obecnie jest na etapie eliminacji. Lecz część zespołów, które miały za sobą udane sezony, automatycznie otrzymała szansę na grę w fazie grupowej. Wśród tych drużyn znajduje się debiutant z Niemiec – TSG 1899 Hoffenheim.
Liga Mistrzów co roku gości stałych bywalców, ale i bywają okresy, że brakuje również tych zasłużonych. Ciekawym urozmaiceniem rozgrywek, czy to po ukończeniu ligowych spotkań czy to drogą eliminacji, są drużyny, którym udało się niespodziewanie awansować. Takie zespoły z miejsca stają się niebezpiecznymi rywalami, a przez starych wyjadaczy nazywane są czarnym koniem. Jednym z nich jest niemiecki debiutant, Hoffenheim.
Historia „Klubu ze wsi” jest niczym bajka o Kopciuszku. A wszystko zaczęło się od chwili, gdy jego prezesem został niemiecki biznesmen – Dietmar Hopp, będący właścicielem przedsiębiorstwa informatycznego SAP. Ale po kolei…
Narodziny małego klubu
Klub został założony w 1899 roku. Jego siedzibą jest licząca niewiele ponad 3000 mieszkańców mała wieś Hoffenheim leżąca koło Sinsheim. Początkowo amatorski, lecz od 1945 roku – w wyniku fuzji lokalnych zespołów – powstał jeden klub, który reprezentował region. Najgorszy okres przypadł na lata 1989/1990, kiedy to zanotowano spadek do ligi okręgowej A-klasy. Wydawałoby się, że to koniec marzeń zarówno piłkarzy, jak i kibiców o grze na wyższych szczeblach. Jednak to był początek drogi do sukcesu.
Hopp i jego rządy
W wielkim kryzysie pomocną dłoń wyciąga Dietmar Hopp, który postanawia wspierać zespół w tych trudnych dla niego chwilach. I już w następnym roku, niczym za dotknięciem magicznej różdżki, Hoffenheim awansuje z A-klasy. Kolejne lata pokazywały, jak duże postępy czynił klub, z biegiem czasu wspinający się ku historycznemu zapleczu Bundesligi. Już w 2004 roku zrobiło się o nim głośno, gdy w 1/8 finału Pucharu Niemiec pokonał pierwszoligowy Bayer Leverkusen. W dalszej fazie niestety poległ, ale zyskał dzięki temu rozgłos w całym kraju. Jednak sensacją okazał się sezon 2007/2008, który otworzył „Wieśniakom” drzwi do najwyższej klasy rozgrywkowej. Głównie dzięki zasłudze trenera, Ralfa Rangnicka. Wraz z Hoppem stworzyli ekipę zdolną postawić się gigantom Bundesligi. W związku z tym podjęto także rozmowy o przebudowie stadionu, która zakończyła się w 2009 roku. Dietmar-Hopp-Stadion zostaje zastąpiony przez Rhein-Neckar-Arena, mogący pomieścić ponad 30 tysięcy widzów. Zmiany, zmiany, zmiany, a na efekty nie trzeba było długo czekać.
W swoim debiutującym sezonie 2008/2009 Hoffenheim nadspodziewanie szybko udowodnił, że nie ma zamiaru być chłopcem do bicia. Zostaje mistrzem jesieni, co wzbudza zachwyt wśród niemieckiej populacji. Wiosną piłkarzom już nie szło tak dobrze i ostatecznie zajęli siódmą lokatę w tabeli. Jak na beniaminka to jednak rewelacyjny wyczyn. Później klub nie grał równo, bezpieczna druga połowa tabeli to szczyt możliwości. Chociaż w sezonie 2012/2013 znalazł się w strefie spadkowej i musiał walczyć o utrzymanie w barażach. Zwycięstwo w dwumeczu z Kaiserslautern pozwoliło odetchnąć z ulgą. Widocznie zawodnicy potrzebowali mocnego bodźca, by w końcu wrócić na odpowiednie tory. Dziewiąte, a następnie ósme miejsce w tabeli, by znów być blisko degradacji. Warto dodać, że w latach 2011-2015 jednym z napastników był Roberto Firmino pozyskany z Figueirense, a obecnie jeden z czołowych graczy Liverpoolu.










