Baskijski Athletic pokonał bezproblemowo trzecioligowe Mirandes 6:2. Ekipa z Bilbao ani przez chwilę nie pozwoliła gościom wierzyć w to, że uda im się awansować do finału Copa del Rey. Wielkie strzelanie rozpoczął już w 11. minucie Muniain. Następnie dla „Lwów” do siatki trafiali Susaeta, Aurtenetxe, dwukrotnie Llorente i Cesar Caneda, który wpakował piłkę do własnej bramki. Dwa honorowe trafienia dla zespołu Pousy zaliczył Aitor Blanco.
Kibice Athleticu Bilbao stali w długich jak nigdy kolejkach, by obejrzeć starcie z Mirandes. Marcelo Bielsa nie mógł ich zawieść – wystawił najmocniejszą możliwą jedenastkę z nieprzyzwoicie skutecznym Fernando Llorente na czele. Goście, którzy przybyli na San Mames w doskonałych nastrojach, również nie narzekali na osłabienia. Ekipa trenera Pouso jak zawsze liczyła na element zaskoczenia, wiedząc, że w otwartej walce z „Los Leones” nie ma najmniejszych szans. Dobrze pokazał to poprzedni mecz, w którym zawodnicy z Mirandy walczyli z całych sił, a i tak przegrali 1:2.

Na samym początku spotkania rozgrywanego na San Mames zaatakowali podopieczni Carlosa Pousy – z daleka uderzał Iribas, ale piłka minęła bramkę Iraizoza. Goście nie poszli jednak za ciosem, a i gospodarze nie kwapili się do szaleńczych ataków, więc pierwsze minuty pojedynku były toczone w dosyć ospałym tempie. Ciekawą akcję przeprowadził w 8. minucie Andoni Iraola, lecz niestety żaden partner nie doszedł do jego podania w „szesnastkę”. Kolejna akcja Basków przyniosła im pierwszego gola. W 11. minucie po dalekim podaniu Andera Herrery Oscar de Marcos nie opanował piłki, do której dopadł Iker Muniain i pewnie pokonał Nauzeta. Równie skuteczny okazał się kolejny atak – „Los Leones” sprawnie rozpracowali obronę trzecioligowego Mirandes, wymienili ze sobą kilka podań, a do siatki trafił Markel Susaeta. Gospodarze nie pozostawili „Los Rojillos” żadnych złudzeń i już w pierwszym kwadransie praktycznie rozstrzygnęli pucharowy dwumecz.
Nie mogło nikogo dziwić, że piłkarze z Bilbao od tej pory zachowywali się na boisku bardzo spokojnie, swobodnie rozgrywając piłkę i konstruując akcje. W 18. minucie wrzutka jednego z graczy „Lwów” sprawiła sporo problemów Nauzetowi. Na murawie istniała tylko jedna drużyna, co potwierdziło się w 22. minucie, kiedy padła trzecia tego wieczora bramka. Na listę strzelców wpisał się Jon Aurtenetxe, który trafił do siatki głową po dośrodkowaniu Susaety. W kolejnych minutach Mirandes nie potrafiło się zmobilizować do zdecydowanego ataku, a podopieczni Marcela Bielsy najzwyczajniej w świecie nie mieli powodu, by marnować siły na kolejne akcje ofensywne, więc na murawie nie działo się nic godnego uwagi. Dziesięć minut przed przerwą nareszcie zaatakowali goście – w 35. minucie dobry strzał Pabla Infante wybronił Gorka Iraizoz. Ten sam zawodnik Mirandes kilka minut później próbował wymusić rzut karny, jednak sędzia Undiano Mallenco nie dał się nabrać. Jeszcze przed przerwą przed dogodną szansą stanął Fernando Llorente, ale spudłował. Do końca pierwszej połowy Athletic w pełni kontrolował to, co działo się na placu gry. W drugiej odsłonie tylko cud mógłby sprawić, żeby zespół z Mirandy awansował do finału Copa del Rey.












