Chociaż Fernando Santos poprowadził reprezentację Polski dopiero w pięciu meczach, coraz więcej mówi się o tym, że wybranie tego szkoleniowca nie było jednak tak dobrym pomysłem, jak się wydawało jeszcze parę miesięcy temu. Polacy wyglądają bardzo słabo, nawet jeśli wygrywają. „Biało-czerwoni” na tle półamatorskiego zespołu z Wysp Owczych momentami wyglądali jak równorzędny rywal dla outsidera grupy E, choć oczywiście statystyki pokazują co innego. W związku z tym czy mamy prawo zatęsknić za „niekochanymi”, czyli Jerzym Brzęczkiem czy Czesławem Michniewiczem?
Łaska kibica oczywiście na pstrym koniu jeździ, bowiem gdy obaj szkoleniowcy piastowali posadę selekcjonera drużyny narodowej, spora część kibiców domagała się zmiany na ławce. Teraz natomiast, gdy gra Polaków wygląda tak, jak wygląda, można znaleźć głosy, że za ich „rządów” graliśmy w sumie dobrą piłkę.
Fernando Santos gorszy od Jerzego Brzęczka lub Czesława Michniewicza?
Choć jeszcze niedawno wydawało się to niemożliwe, to powoli zaczynają dochodzić głosy, że za kadencji Jerzego Brzęczka bądź Czesława Michniewicza nie było jednak tak źle, jak nam się wydawało. Szczególnie pod ogniem pamiętliwej krytyki był pierwszy z nich. Styl gry pod wodzą Brzęczka był fatalny i za to też został zwolniony przed mistrzostwami Europy. Same wyniki jednak z perspektywy czasu bronią tego szkoleniowca.
Na przestrzeni 24 spotkań odniósł on 12 zwycięstw, zanotował siedem remisów oraz siedem porażek. Wstydu nie przynoszą porażki z takimi drużynami, jak Włochy, Holandia, Portugalia, Czechy i Słowenia. Oprócz dwóch ostatnich rywali były to zespoły z wyższej półki. Tworzona była jednak wówczas przez kibiców oraz dziennikarzy narracja, że ani razu nie wygraliśmy z faworyzowanym przeciwnikiem i takie starcia oddajemy bez walki.
Faktem jednak jest, że gdy trzeba było z kimś wygrać, to drużyna Brzęczka to robiła. Oprócz wspomnianej wpadki ze Słowenią oraz Czechami nie można mieć pretensji o słabe wyniki. Bez większych problemów awansował on na Euro 2020, nie przegrywając z solidną Austrią. Stał się jednak ofiarą Ligi Narodów, w której mieliśmy mocnych rywali, oraz krytyki, pod presją której ugiął się Zbigniew Boniek i na kilka miesięcy przed imprezą postanowił zwolnić go na rzecz Paulo Sousy.
Czesław Michniewicz z kolei dokonał wielkiej rzeczy, pokonując w dobrym stylu Szwecję na Stadionie Śląskim i awansując na mistrzostwa świata w Katarze. Nie wiadomo oczywiście, czy w ogóle zagralibyśmy w finale baraży, lecz z wiadomych względów Rosja została zdyskwalifikowana. Na samej imprezie nie prezentowaliśmy najpiękniejszej piłki, lecz fakt jest taki, że wyszliśmy z fazy grupowej po raz pierwszy od 1986 roku. Michniewicz pożegnał się z posadą właśnie przez styl, który między wierszami skrytykowali Robert Lewandowski czy Piotr Zieliński. Mówiło się również, że stracił on szatnię głównie przez aferę premiową i spięcie z Jakubem Kwiatkowskim.











