Kumulacja obecnych problemów FC Barcelona mimowolnie sprowadza klub ku dołowi. Odjeżdżające mistrzostwo kraju, rozłam w szatni, którego dość ma sam kapitan. Powszechny bałagan dotykający niemal wszystkie sektory klubu staje się jego bolączką. Kończący się sezon można powoli spisywać na straty. Porażka na każdym froncie może rozpocząć wieloletnią rewolucję w Katalonii bądź pogrążyć Barcelonę na dobre.
Trzy remisy w czterech ostatnich spotkaniach. Straty punktów z Sevillą, Vigo oraz Atletico zostawiły Barcelonę w tyle za pędzącymi po trofeum „Królewskimi”. Na nic okazał się dobry restart rozgrywek piłkarzy FC Barcelona, którzy w kluczowych momentach wypuścili ogromną szansę na trzecie z rzędu mistrzostwo Hiszpanii. Powód, a raczej powody? Ich nie brakuje, a przedstawiają się one następująco.
Quique Setien – bezradny ogrodnik
Pierwszy maluje się bez żadnych kontrowersji. Jest nim zapowiadany zbawiciel zapomnianego stylu FC Barcelona, następca krytykowanego Ernesto Valverde. Wielbiciel futbolu wyznawanego przez Johana Cruyffa, idący drogą Pepa Guardioli. Wszystko wskazuje na to, że jej koniec jest bliski. Co gorsze, o szczęśliwym zakończeniu w Katalonii nie myśli już nikt. Okazać się nim może zwolnienie Setiena, zatrudnienie Xaviego oraz masa innych ruchów mająca przywrócić w klubie normalność.
Klub dąży donikąd, podobnie jak jego trener, w nieprzemyślany sposób próbujący przywrócić efektowny futbol w Barcelonie. Zadanie o tyle trudne, gdy do dyspozycji masz o wiele większy ogródek niż ten w Realu Betis. Quique Setien wygląda na zagubionego, lecz dalej chcącego brnąć w jedno i to samo, niezależnie od końcowego efektu. Opinie przeciwników trenera zdają się teraz pokrywać – brak planu B to coś, co szybko wyróżni Barcelonę na tle innych. W negatywnym tego słowa znaczeniu.
61-letni trener Barcelony dostał nowy zespół w spadku po kimś, kto w zupełnie inny sposób wycisnął z upadającej legendy niemal wszystko. Zastał drużynę bez zmian, w trudnej sytuacji klubowej oraz kadrowej. To zadanie przerasta Setiena, którego asystent Eder Sarabia zdaje się mieć więcej do powiedzenia, pokazując, że uczeń przewyższa swojego mistrza. Doświadczenie, jakim pochwalić się może Setien, jest znikome. Na pewno nie jest też wystarczające, aby poukładać zapatrzoną w siebie szatnię Barcelony. Ostatnie dwa katorżnicze lata z Valverde poniekąd zabiły w piłkarzach futbol, którego weterani uczą się od nowa – wraz z ich trenerem.
Wyniki lepsze niż gra Barcelony
Fakty są takie, że FC Barcelona po wznowieniu rozgrywek jest od sześciu spotkań niepokonana. A za sobą ma mecze, które w ubiegłych sezonach niejednokrotnie potrafiła przegrać. Nie jest to spowodowane wielką piłką prezentowaną przez „Dumę Katalonii”. Piłkarze wrócili po przerwie głodni gry, zjednoczeni w jednym celu. Jako liderzy mieli wszystko w swoich rękach, co zaprzepaścili już w trzecim spotkaniu w Sewilii. Kolejne dwie straty punktów rozszarpały klub od środka. To wszystko musi boleć podwójnie, kiedy w pierwszych spotkaniach było naprawdę widać zaangażowanie oraz jedność, co teraz wygasło. Napędzać maszynę miał Leo Messi – tak jak ma to w swoim zwyczaju. Nic się nie zmieniło oprócz faktu, że sam Argentyńczyk już nie wystarcza.











