Augsburg, czwartek rano, Koenigsplatz. Na tablicach informacyjnych przy przystankach przewija się informacja z przypomnieniem o specjalnej wieczornej linii tramwajowej na WWK Arena. Co parę minut drogę przecinają kolejne tramwaje, każdy z nich przystrojony we flagę z logo miejscowego klubu. To dziś jest ten dzień. Zespół, o którym nie tak dawno nie słyszał właściwie nikt, rozgrywa historyczny mecz 1/32 finału Ligi Europy z wielkim Liverpoolem.
Klopp w centrum uwagi
Chociaż w Europa League grają jeszcze w tym sezonie największe niemieckie firmy, jak: Schalke, Borussia czy Leverkusen, to jednak właśnie na Augsburg w czwartek zwrócone były oczy wszystkich piłkarskich kibiców w tym kraju. Miało to związek przede wszystkim z powrotem do ojczyzny Juergena Kloppa, który pojawił się tu po raz pierwszy od momentu rozstania z Borussią Dortmund w roli trenera innego klubu. Charyzmatyczny szkoleniowiec cały czas wzbudza ogromne zainteresowanie, a i sam sprawia wrażenie, jakby urodził się właśnie po to, by brylować w mediach. Nie inaczej było tym razem. Filmik z „siatką” założoną przez Kloppa Roberto Firmino podczas ostatniego treningu przed spotkaniem z FCA bił rekordy popularności we wszystkich kanałach społecznościowych. Klopp zrobił też mały show na pomeczowej konferencji prasowej, gdy z charakterystycznym dla siebie wdziękiem odpowiadał na pytania dziennikarzy po angielsku i niemiecku, wpędzając w niemałe kłopoty tłumacza, któremu w żartach wytykał każdy najmniejszy błąd. A w przerwach między błyskotliwymi odpowiedziami… ostentacyjnie zajadał precla podarowanego przez działaczy Augsburga.
https://www.youtube.com/watch?v=ZBYZDvneiZw
Jak Bayern z Manchesterem
Droga FC Augsburg do Europy nie była prosta. I nie chodzi tu już nawet o same awanse do kolejnych klas rozgrywkowych, które klub osiągnął na przestrzeni ostatnich lat, ale o wydarzenia z ostatnich miesięcy poprzedzające dwumecz z Liverpoolem. Awans (bezpośredni!) do fazy grupowej Ligi Europy osiągnięto m.in. dzięki wyjazdowemu zwycięstwu nad Bayernem oraz remisowi z Leverkusen uzyskanemu po bramce w ostatniej minucie zdobytej przez… golkipera Marvina Hitza.
Podczas jesiennych zmagań w Europa League rozczarowanie mieszało się z euforią. Kluczowa miała być piąta seria spotkań, kiedy to drużyna z Bawarii podejmowała u siebie Athletic Bilbao. Augsburczycy do 83. minuty prowadzili 2:1, by ostatecznie przegrać 2:3. Na domiar złego holenderskie Alkmaar w ostatniej minucie straciło bramkę z Partizanem, przez co to właśnie Serbowie awansowali na drugie miejsce w tabeli. – To był dla nas ogromny cios, w parę minut szanse na dalszą grę w pucharach stały się niemal iluzoryczne. Czuliśmy się jak Bayern po meczu w finale Ligi Mistrzów z Manchesterem United w 1999 roku, kiedy monachijczycy zwycięstwo stracili po dwóch bramkach w doliczonym czasie gry – wspomina Markus, który mieszka w Augsburgu od urodzenia i podczas naszego pobytu w tym mieście opowiedział o jego specyfice i reakcji mieszkańców na niespodziewane sukcesy dotychczasowego piłkarskiego Kopciuszka.










