Atletico Madryt pokonało na własnym stadionie Malagę 2:1 i zrównało się punktami z liderującą Barceloną. Dwa gole dla gospodarzy strzelił Falcao (drugiego mógł zdobyć Weligton, trudno powiedzieć). Honorowe trafienie dla gości zapisał na swoim koncie Roque Santa Cruz.

Przed meczem obaj trenerzy dokonali delikatnych korekt w składzie. Ani Pellegini, ani Simeone nie zdecydowali się na wystawienie swojej once de gala. Atletico zagrało bez Koke, ale za to z Emre, a Malaga bez Savioli, którego miejsce zajął Santa Cruz. Za sporą niespodziankę należy uznać również miejsce w składzie dla Adriana i Iturry. Obaj uchodzili ostatnio raczej za rezerwowych.
Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia gospodarzy. Już w 4. minucie Radamel Falcao wbił się w obronę gości i został powalony przez jednego z defensorów. Sędzia Perez Lasa stwierdził, że nic nie było, i puścił grę, nie zważając na protesty Kolumbijczyka. Napastnik Atletico nie pozostawał jednak długo smutny. Dwie minuty później wykorzystał doskonałą centrę Emre z lewej strony, wygrał pojedynek z Monrealem i umieścił piłkę w siatce. Miejscowi nie mogli wyobrazić sobie lepszego początku meczu. Po stracie bramki Malaga starała się szybko odpowiedzieć trafieniem kontaktowym, ale obrona Atletico grała dziś bardzo, bardzo dobrze. Obecność Roque Santa Cruza w ataku niejako wymuszała ostrzejszą i bardziej zdecydowaną grę defensorów z Madrytu. W końcu Paragwajczyk to zawodnik potężny, świetny w grze tyłem do bramki i zupełnie inny niż awizowany w pierwszym składzie Javier Saviola. Atletico szansy na podwyższenie wyniku szukało głównie w akcjach skrzydłami. Bardzo aktywny był Adrian, który w tym sezonie ciągle nie może odnaleźć dawnej formy. Asturyjczyk bardzo starał się obsłużyć Falcao jak najlepszym podaniem. Za każdym razem coś stawało mu jednak na przeszkodzie: albo spalony, albo minimalny brak precyzji, albo efektowna obrona któregoś z chłopców Pellegriniego.
W 36. minucie Malaga w końcu odpowiedziała tak, jak przystało na drużynę grającą w Lidze Mistrzów. Piłkę na środku boiska przejął Isco, uruchomił przytomnym zagraniem Camacho, a ten posłał dośrodkowane w pole bramkowe, gdzie już czyhał Roque Santa Cruz. Paragwajczyk nie zwykł marnować takich sytuacji. Umieścił futbolówkę w siatce i zmienił wynik starcia na 1:1. Cztery minuty później publiczność zgromadzona na Vicente Calderon mogła być świadkiem gola swoich ulubieńców. Wtedy to Falcao doskonale opanował długie podanie ze skrzydła i zgrał piłkę do Adriana, praktycznie otwierając mu drogę do bramki. Hiszpan, będąc sam na sam z Caballero, pośliznął się i zmarnował doskonałą okazję. Później okazało się, że sędzia odgwizdał pozycję spaloną byłego zawodnika Deportivo. Telewizyjne powtórki pokazały, że był to błąd. Bohaterem ostatnich minut pierwszej części meczu był bez wątpienia Weligton. Stoper najpierw po strzale głową niemal trafił do siatki Atletico, a minutę później ofiarną interwencją zatrzymał kontrę gospodarzy. Gdy sędzia zaprosił zawodników do szatni, goście byli w zdecydowanie lepszych humorach.












