Xavi, Iniesta, Fernando Torres, Xabi Alonso, teraz David Villa… Coraz więcej bohaterów z mundialu w RPA zawiesza buty na kołku, tym samym pozbawiając nas ikonicznych postaci z dzieciństwa. Odchodząc, 37-letni Villa zostawia za sobą wspaniały pomnik, który dziś chyba jest delikatnie zakurzony. Będąc nieco w cieniu swoich bardziej medialnych rodaków, hiszpański napastnik zasługuje na znacznie większe uznanie za swoje osiągnięcia.
Te bowiem są imponujące: trzy mistrzostwa Hiszpanii, trzy Puchary Króla, trzy Superpuchary Hiszpanii, mistrz Europy z 2008 roku, mistrz świata z 2010 oraz najlepszy strzelec w historii reprezentacji Hiszpanii.
https://twitter.com/pietruszkinatka/status/1194611089423638528?s=20
Villa przez wielu uważany jest za jednego z najbardziej kompletnych napastników XXI wieku. Lewa noga, prawa noga, rzuty wolne, rzuty karne, główki, podcinki, strzały finezyjne. Hiszpan miał wszystko, co potrzeba klasowemu snajperowi. Jak to się jednak stało, że ten skromny chłopak z małej miejscowości Tuilla został tak ikoniczną postacią dla hiszpańskiego futbolu?
O mały włos, a David Villa nie zostałby piłkarzem
Ileż znamy historii zawodników, którzy o mały włos zrezygnowali w młodości z piłkarskiej ścieżki kariery. Podobnie było w przypadku Villi, który napotkał poważny problem już w wieku czterech lat. Wtedy to, grając na podwórku ze starszymi kolegami, jeden z dryblasów upadł nieszczęśliwie na młodego Davida. Lekarze po zbadaniu chłopca wydali wyrok – złamanie kości udowej. Tak ciężka kontuzja w tak młodym wieku mogła mieć fatalne skutki – Villa bowiem mógł skończyć z jedną nogą krótszą od drugiej.
Tutaj jednak całą karierę Villa zawdzięcza swojemu ojcu – Jose, który był górnikiem. Lekarze umywali ręce, ale ten poruszył niebo i ziemię, aż wreszcie znalazł doktora, który miał pewną teorię. Kazał 4-letniemu Davidowi leżeć całymi dniami w łóżku z ciężarkami przyczepionymi do zwisających nóg. Rewolucyjna metoda rzeczywiście podziałała i obie nogi Hiszpana zaczęły rosnąć równomiernie.
Piłkarz przyznał swego czasu, że to właśnie z tego wypadku wzięła się jego fenomenalna gra obiema nogami. Będąc zmuszony do oszczędzania prawej nogi, całe dnie kopał piłkę lewą. Villa wspomina tamtą sytuację z uśmiechem, twierdząc, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Skromne początki w Gijon
Pierwsze kroki młody Hiszpan stawiał w lokalnym Sportingu Gijon. Wówczas 16-letni Villa nie wierzył jeszcze mocno w swoje umiejętności. Gdy wspomniany klub zaproponował młodemu piłkarzowi pierwszy profesjonalny kontrakt, długo się wahał. Villa chciał zostać elektrykiem, ale po długich namowach ojca (który był najważniejszą postacią na początku jego kariery) udało się wreszcie przekonać chłopca do niepewnego piłkarskiego losu.











