Swego czasu po największych skoczniach narciarskich na świecie fruwał pewien skoczek, którego w 2002 roku okrzyknięto czarodziejem. I to nie byle jakim! „Harry Potter” kilkukrotnie wygrywał różne turnieje, mistrzostwa świata i olimpiady, tym samym wyprzedzając takich rywali jak Adam Małysz lub Gregor Schlierenzauer. Z czego najmocniej Szwajcara zapamiętamy? Z dwóch rzeczy. Wielkich osiągnięć i… „symulowanego telemarku”. Jerzy Brzęczek również z tego zasłynie?
Styl, styl, styl. Żeby w ogóle nad nim dyskutować, warto znać chociaż jeden wariant słownikowego znaczenia tego słowa. To zespół cech charakterystycznych dla sztuki jakiejś epoki, jakiegoś regionu lub twórcy. Uznajmy więc, że sztuką jest gra w piłkę reprezentacji Polski, epoką – owocna era Roberta Lewandowskiego, a twórcą – selekcjoner Jerzy Brzęczek. Cechy charakterystyczne? Zdawkowa liczba traconych bramek, nastawienie defensywne i poleganie na indywidualnościach w ofensywie.
Co owa mieszanka zaoferowała podczas eliminacji do Euro 2020? Skuteczność, i to przez duże S, która obecnego sternika kadry wyróżnia w szerokiej skali historycznej. I o ile do tworzenia hymnów pochwalnych jeszcze daleko, o tyle grzechem byłoby stwierdzenie, że reprezentacja Polski pod wodzą generała z Truskolasów do niczego się nie nadaje. Zgubnymi byłyby również nadzieje o podbojach Europy, jednak mimo wszystko cesarzowi należy oddać to, co cesarskie. Bo, tak, jest co oddawać bez względu na podziały i poglądy.
Punkty i defensywa na medal
Przed składaniem pochwał za główny punkt zaczepienia pozytywnej argumentacji należy obrać strategię. A jest nią oczywiście defensywa. Ta, mimo niewielkich wahań na przestrzeni całych eliminacji, zaprezentowała się nadzwyczaj dobrze poza dwoma wyjątkami (mecze ze Słowenią). Bo skoro oskarżonego (niewinnego) w sądzie bronią twarde dowody, tak Jerzego Brzęczka bronią twarde liczby w postaci straconych bramek. Zarówno na tle poprzedników na stanowisku selekcjonera, jak i w sytuacji obecnej, czyli w porównaniu z reprezentacjami z Europy.

Powyższy wykres jasno udowadnia, że w kwestii, na którą Jerzy Brzęczek położył największy nacisk, jesteśmy w samej czołówce. Belgia, Włochy, Hiszpania… doborowe towarzystwo jak na fakt, że były trener Wisły Płock według setek tysięcy kibiców nadaje się co najwyżej do prowadzenia zespołu z ekstraklasy. Co więcej, za naszymi plecami (w tej statystyce) znajdują się obecnie najgrubsze ryby na Starym Kontynencie, czyli m.in. Francja, Anglia i Niemcy. To nie brzmi źle, by nie powiedzieć, że po prostu obiecująco.











