Nieudany występ reprezentacji Polski na mistrzostwach świata, kiepski start naszych ligowych klubów w europejskich pucharach czy w końcu kolejne problemu kadry pod wodzą nowego szkoleniowca. 2018 rok nie jest tym wymarzonym dla polskiej piłki nożnej, ale czy to coś nowego?
W swojej piłkarskiej historii mamy chwile triumfu, mamy też druzgocące porażki przyprawiające niejednego kibica o nasilone bóle głowy. Polska piłka to sinusoida zataczająca swe pętle raz wyżej, a innego razu dość nisko, natomiast by wyjść w końcu na prostą, potrzeba czasu i mądrego zarządzania.
Nie jesteśmy i w najbliższej przyszłości nie będziemy potęgą
Po pierwsze, każdy piłkarski kibic powinien zacząć myśleć nie sercem, ale głową. Zdajmy sobie sprawę, że nie należymy do światowego czy europejskiego topu i jeszcze długo tak będzie. Mamy co prawda światowej klasy piłkarzy, którzy czasem potrafią pociągnąć zespół i wprowadzić go na nieco inny niż zwykle – wyższy – poziom, ale przecież to też są ludzie. Zdarzają się im gorsze dni.
Po Euro 2016 zapanowała euforia. Z telewizyjnych odbiorników docierały do nas laury pochwalne dotyczące naszych „Orłów”, powstawały książki, a nawet pieśni na ich cześć. Oddać im trzeba i naturalnie trenerowi Nawałce, że zrobili naprawdę coś wielkiego, ale pamiętać przy tym należy, że mimo wszystko to wynik ponad stan. Nie ma się co czarować i zamydlać oczy pozycją w europejskich rankingach. Rankingi nie grają. Grają ludzie, którzy mimo największych swych chęci nie są w stanie z dnia na dzień stać się kopiami Ronaldo i pozbyć się złych nawyków wyniesionych jeszcze z etapu wczesnego szkolenia. Dlatego nie narzekajmy! Cieszmy się małymi rzeczami, a na te większe cierpliwie czekajmy.
Czy nie jest miło przeżyć smak zwycięstwa nad Niemcami? Czy nie jest fajnie oglądać kadrę prowadzącą w europejskim turnieju z Portugalią? Jasne, że tak. Warto jednak dysponować świadomością, która jasno kreśli, że są to tylko pojedyncze wyskoki. Nie nakręcajmy spirali wygórowanych oczekiwań, a w przypadku niepowodzeń – ogromnego „hejtu” spływającego na zawodników. Bądźmy rozsądni.
Ktoś powie, że konstruktywna krytyka jest potrzebna. Tak, potrzebna. Krytyka uświadamiająca, a nie wylewanie wiadra pomyj na ludzi, którzy dali nam kilka powodów do radości.
Jako naród jesteśmy bardzo sentymentalni. Do niedawna żyliśmy jeszcze wspomnieniami czasów wielkiego Kazimierza Górskiego, wspominaliśmy wielkie mecze Legii, Widzewa i Wisły w Europie, zamiast skupiać się na teraźniejszości. Nie żyjmy przeszłością – skupmy się na obecnych czasach i myślmy o przyszłości. Nie porównujmy obecnej kadry do tej sprzed dwóch lat, bo to nie ma najmniejszego sensu.
Wbijmy sobie do głowy to, że jako kraj jesteśmy piłkarskim średniakiem, a na razie egzystujemy w futbolowym liceum. Tyle i aż tyle.
Kiedy Portugalczycy, Niemcy czy Holendrzy zmieniali w swoich krajach sportową strukturę, my ganialiśmy z kartkami po chleb do ubogo zaopatrzonych sklepów. Kiedy w latach 70. ubiegłego wieku Francuzi wprowadzali usystematyzowany schemat szkolenia (a prawdziwe efekty tego przyszły dopiero po 30 latach), my żyliśmy w świecie „Solidarności” i strachu o własny kraj. Nie zapominajmy, że historia czy wcześniejsze uwarunkowania mają ogromny wpływ na to, czego świadkami jesteśmy obecnie. Dajmy sobie czas.











