Wyniki w polskiej T-Mobile Ekstraklasie są bardziej nieprzewidywalne niż zachowania osobników płci pięknej. Do tej reguły dostosowuje się też bydgoski Zawisza, który jest przecież stuprocentowym (choć niektórzy zdają się twierdzić inaczej) mężczyzną.
Rozpoczął bardzo nieśmiało. Gościnnie powitał w swych progach gościa z Suwałk wraz z przybyszem z Albanii. Potem nie chciał wyrządzić krzywdy marnemu rywalowi z Łodzi. Pogubił u siebie punkty z fatalnymi Podbeskidziem i Koroną. Wszystko po to, by w niedługim czasie rozprawić się z kolejnymi mistrzami Polski: Wisłą (sezon 2010/2011), Śląskiem (2011/2012) i Legią (2012/2013). W ten właśnie sposób zamiast próbować walczyć o europejskie puchary, Zawisza znajduje się gdzieś w środku tabeli. Choć może to i dobrze? Przykład Piasta pokazuje, że wynik ponad stan może się odbić czkawką wszystkim w klubie. Aczkolwiek do końca sezonu jeszcze sporo czasu i niczego nie można wykluczyć.

Co ciekawe, zajmujący dziewiąte miejsce Zawisza z zespołami znajdującymi się poniżej tej lokaty wygrał tylko jeden (!) mecz – z Zagłębiem Lubin. Z kolei wśród zespołów z górnej połowy tabeli znajdziemy aż cztery, które musiały uznać wyższość bydgoskiej drużyny. Jakie mogą być tego przyczyny?
Przede wszystkim późno przeprowadzone transfery. Piłkarze sprowadzeni na ostatnią chwilę okazali się największymi wzmocnieniami Zawiszy, ale nim doszli do formy, minęło nieco czasu. Należy tu pochwalić zarząd bydgoskiego klubu z Radosławem Osuchem na czele, który właściwie nie pomylił się w doborze nowych piłkarzy. Luis Carlos, Herold Goulon, Bernardo Vasconcelos, Andre Micael i Kamil Drygas okazali się świetnymi wyborami. Nie od razu tak jednak to wyglądało. Goulon co prawda nie przyjechał z nadwagą, jak sugerowały niektóre media, ale potrzebował nieco czasu, by znowu poczuć grę. Luis Carlos w pierwszych meczach nie błyszczał, ale gdy już nadrobił braki fizyczne, zgłosił swoją kandydaturę do jednego z czołowych skrzydłowych ligi. Andre Micael jest jeszcze nieco „elektryczny”, ale w większości sytuacji interweniuje bardzo pewnie. Vasconcelosa niektórzy skazywali na szybką emeryturę, a on tymczasem do odniesienia urazu trafiał w co drugim meczu. Natomiast Drygas z niesamowitą łatwością wygryzł ze składu (co nie było swoją drogą wcale takie trudne) Hermesa i Dudka.
Miałem okazję rozmawiać z podopiecznymi Ryszarda Tarasiewicza i widać, że mają przekonanie do pracy wykonywanej z trenerem i do tego, co robią na boisku. Odczuwalne jest to również, gdy patrzymy na ich grę. Jest w tym wszystkim pomysł i choć nie zawsze przynosi on efekty w postaci bramek, to piłkarze nie rezygnują z przedstawionego wcześniej planu. Również sam szkoleniowiec wlewa w nich wiarę w swoje umiejętności. Na każdej konferencji pomeczowej dziękuje swoim piłkarzom za włożone siły i spełnianie poleceń taktycznych.











