Arkadiusz Milik wraca do świata żywych. Czy jesteśmy gotowi na renesans Polaka w Juventusie?


Po ponad dwóch latach Polak znów strzela w koszulce „Starej Damy”. Nadzieja wraca, ale czy Turyn naprawdę w nią jeszcze wierzy?

11 sierpnia 2026 Arkadiusz Milik wraca do świata żywych. Czy jesteśmy gotowi na renesans Polaka w Juventusie?
Piotr Matusewicz / PressFocus

Jeden rajd spod środka boiska, minięcie obrońcy i precyzyjny strzał pod słupek. 11 sierpnia 2026 roku w australijskim Perth Arkadiusz Milik przypomniał, kim bywał, zanim kolana i mięśnie stały się jego największym przekleństwem. Gol na 2:0 z Palermo nie wliczy się do oficjalnego bilansu. Mimo to dla 32-latka i dla części kibiców Juventusu to był sygnał, na który czekali od maja 2024. Pytanie brzmi jednak nieco inaczej niż kilka miesięcy temu. Wszyscy zastanawiają się nie „czy w ogóle wróci?”, tylko „czy zdąży zbudować formę, zanim klub znów straci cierpliwość?”.


Udostępnij na Udostępnij na

Koszmar, który nie skończył się na jednej operacji

Warto przypomnieć, skąd bierze się ten zachwyt nad golem w meczu sparingowym i to jeszcze tylko z Palermo. Ostatnia ligowa bramka Milika dla Juventusu padła 20 maja 2024 roku, w remisie 3:3 z Bologną, po mocnym uderzeniu z rzutu wolnego. Kilka dni później, w sparingu Polska-Ukraina zerwał łąkotkę i wypadł z Euro 2024. To był początek lawiny. Kolejne operacje, urazy mięśniowe, problemy z kolanem, prawie dwa lata bez realnej gry i wiele tygodni przerwy.

Sezon 2024/2025 Polak w Serie A spędził na trybunach. Wiosna 2026 dała złudzenie przełomu. Wejścia z Sassuolo i Genoi, łącznie około 34 minut w dwóch ostatnich sezonach ligowych. Potem znów mięśniowy uraz i koniec rozgrywek. W Turynie mówiono o rozwiązaniu kontraktu, o liście do odejścia, o rozmowach bez konkretnych ofert. Kontrakt ważny do czerwca 2027 zostawił go w klubie nie dlatego, że Juventus nagle się w nim zakochał, tylko dlatego, że nikt nie chciał kupować napastnika zbudowanego, jak pisali włoscy kibice, ze „szkła”.

Gol, który waży najwięcej

Przygotowania do sezonu 2026/2027 wyglądały jak egzamin poprawkowy. Luciano Spalletti zabrał Milika na tournée nie z sentymentu, tylko żeby sprawdzić, czy Polak w ogóle jeszcze istnieje piłkarsko. Były minuty z Basel, pierwsze połowy z OGC Nice i Chelsea, potem kolejne testy. Po starciu z The Blues, „La Gazzetta dello Sport” pisała surowo o utracie wyczucia gry i stratach wybijających kolegów z rytmu. Jednocześnie ten sam dziennik wcześniej wskazywał, że zdrowy Milik może stać się dla Spallettiego klasyczną „9”. Silną, łączącą grę, do wprowadzenia w trudnych końcówkach.

I właśnie w takiej końcówce, 11 sierpnia w Perth, wszystko się złożyło. Juventus prowadził po golu Kenana Yildiza tuż przed przerwą. Polak wszedł po godzinie za Kolo Muaniego, nowego nabytku w stolicy Włoch, który ma zapewnić gole. Milik wcześniej miał nawet anulowane trafienie za spalonego, ale w 86. minucie już nie dał sędziemu pretekstu. Podanie Locatelliego, dobre kilkanaście metrów z piłką, zwód, prawa noga, 2:0. Oficjalny profil Juventusu od razu rzucił krótkie „Milik strzela drugą!”. Pod postem posypały się komentarze. Fenomen techniczny, gdyby tylko był zdrowy. Jednak nie należy pomijać kontekstu. To sparing z zespołem Serie B, daleko od Allianz Stadium, przy upale i rotacjach Spallettiego. Gol nie kasuje dwóch lat absencji. Daje za to argument w rozmowie, która jeszcze niedawno miała zakończyć się rozstaniem.

Miejsce w ataku jest, ale trzeba o nie zawalczyć

Od czasu, gdy Milik zniknął z boisk, Juventus zmienił się nie do poznania. Motta, Tudor, wreszcie Spalletti. Odszedł Dusan Vlahović, temat jego ewentualnego powrotu przygasł, a Besiktas składał ofertę za Serba. Do Turynu wpadł Kolo Muani z Paris Saint-Germain. Jonathan David spędza minuty na ławce i wygląda na zawodnika, którego klub chętniej wypchnie niż zatrzyma. W rotacji pojawia się też młody Jeff Ekhator. Priorytetem transferowym „Starej Damy” nie jest już pokładanie płonnych nadziei wokół Polaka, tylko sprzedaż Kanadyjczyka i ewentualnie kolejna „dziewiątka” w stylu Joshuy Zirkzee.

W tej układance renesans Milika nie wygląda jak powrót do roli gwiazdy. Wygląda jak walka o rolę jokera. Zmiennika Kolo Muaniego, opcji na końcówki, ciała w polu karnym, którego Spalletti, według włoskich mediów, szuka od stycznia. Podkreślano, że konkretnych ofert za Polaka nie było. Skoro nikt go nie chce kupić, a on sam wreszcie trenuje i strzela, Turyn może potrzymać go jeszcze jeden rok. To nie romantyzm. To chłodna kalkulacja kadrowa. Pesymiści mówią wprost. Piotr Czachowski w rozmowie z Interią odsyłał Milika do Górnika Zabrze. Tam, gdzie dyrektorem sportowym jest brat Łukasz, a Lukas Podolski jasno stawiał warunek. Zdrowie i pensja bez kosmicznych oczekiwań. „Jeśli chce grać w piłkę, to tylko Górnik” — brzmiało to jak ultimatum dla kariery, nie jak komplement. Jednak sam Milik przez lata powtarzał, że Juventus to spełnienie marzeń z dzieciństwa. Dlatego wciąż siedzi w Turynie, nawet gdy bywał już tylko cieniem na liście transferowej.

Sezon ostatniej szansy

Pierwszy gwizdek Serie A dla Juventusu zaplanowano na wyjazd do Frosinone. Wcześniej tradycyjny sparing z Next Gen. To ostatnie sprawdziany i szanse przed ligą, w których Spalletti zdecyduje, czy Polak wchodzi w sezon jako realna opcja, czy znów jako rezerwowy „na wszelki wypadek”. Patrząc na reprezentację, obraz też jest dwuznaczny. Po kontuzji z czerwca 2024, Milik wypadł z grona kandydatów do kadry, a o miejsca za Robertem Lewandowskim walczą nazwiska znane od lat. Jeśli 32-latek utrzyma zdrowie przez jesień i zacznie zbierać ligowe minuty, temat powrotu do biało-czerwonych może wrócić. Forma samej reprezentacji nie jest najwyższa, co daje szanse. Dopiero wtedy, gdy Turyn przestanie traktować go jak piąte koło u wozu. Najpierw klub. Potem kadra. Tę kolejność sam podkreślał w rozmowach przed sezonem.

Porównania z Reusem, Żurkowskim czy Michałem Żyro wracają niemal automatycznie, bo pech do kolan ma w polskiej piłce swoją galerię. Różnica polega na tym, że Milik znów, po raz kolejny stara się podnieść. Próbuje grać na poziomie, na którym kiedyś strzelał w Napoli i wygrywał Coppa Italia. Nikt nie obieca mu 50 gola w Serie A w tym sezonie. Nikt nie powinien też ogłaszać wielkiego comebacku po jednej akcji w Perth.

Mimo to ten gol ma wartość większą niż wynik sparingu. Pokazuje, że technika nie wyparowała, że ciało na razie wytrzymuje rytm przygotowań, że Spalletti ma powód, by nie zamykać drzwi. Renesans w Juventusie, jeśli w ogóle nadejdzie, nie będzie wyglądał jak wybuch formy Vlahovicia z najlepszych miesięcy. Będzie wyglądał jak sezon zmiennika, który w kluczowych meczach wchodzi i nie znika z pola widzenia. A jeśli kolano albo udo znów dadzą o sobie znać, cała ta historia skończy się tam, gdzie zaczęła. W gabinecie lekarskim i w spekulacjach o Zabrzu. 813 dni ciszy kończy się otwarciem nowego rozdziału. Odpowiedź poznamy nie po kolejnym tweecie, tylko po pierwszych kolejkach Serie A i po tym, czy Arkadiusz Milik będzie w nich w ogóle na boisku.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze