Jeszcze niedawno zastanawialiśmy się, kto jest lepszy – Amaral czy Ivi? Obaj ciągnęli swoje drużyny, ale ostatecznie to Portugalczyk poprowadził swój zespół do triumfu w rozgrywkach. Szkoda, że forma filigranowej „dziesiątki” Lecha wyparowała tak szybko jak lato w Polsce. Było, ale już minęło. A jeśli Lech Poznań chce zaliczyć udaną rundę jesienną, musi znaleźć sposób na odblokowanie Amarala.
Joao Amaral w poprzednim sezonie prezentował się genialnie. Wykręcił niesamowite liczby i razem z Ishakiem i Kamińskim tworzyli wybitne trio, które zaprowadziło Lecha do mistrzostwa. Miał również wspomóc zespół w Lidze Mistrzów, ale zawiódł. Coś się zepsuło. Wątpliwe jest, że powtórzy wynik 14 bramek i ośmiu asyst, ale wciąż jest bardzo potrzebny „Kolejorzowi”, wręcz niezbędny.
Joao Amaral rozkwitł pod wodzą Macieja Skorży. Nikt nawet się nie spodziewał, że jest w stanie wejść na tak kosmiczny poziom. Przecież pamiętamy jego „kłótnie” i dziwne akcje z filmikami za czasów Dariusza Żurawia. Nie chodzi o to, kto miał rację. Oceniamy to, co się dzieje na murawie, a na niej w tamtym sezonie brylował i mijał rywali jak tyczki. Dostał drugie życie, drugą szansę i z niej skorzystał. Odwdzięczył się Skorży i zdobyli razem mistrzostwo.
Amaral to zawodnik Skorży
W Poznaniu wszyscy wiedzieli, że jeśli myślą o jakichś sukcesach w Europie, to Joao Amaral jest niezbędny. Po prostu jest to piłkarz umiejący zrobić różnicę. A niestety najważniejsze mecze tego sezonu przespał. Nie zmienia tego faktu przypadkowa asysta do Velde w Baku. Snuł się często na boisku i nie wiedział, za co się zabrać. Niechlujny, ospały, niedokładny, frustrujący się, bezbarwny. John van den Brom za Chiny nie mógł go odblokować. Do tej pory mu się to nie udało.
Bywały mecze jak ze Stalą Mielec, gdzie oddał siedem strzałów, ale tylko trzy celne, czy z Wisłą Płock, gdzie ładował i próbował z każdej pozycji, ale zamiast straszyć bramkarza, siał postrach wśród gołębi na stadionie. Zwłaszcza rażąca była skuteczność tych strzałów, bo naprawdę każdy strzał Amarala leciał dobrych kilka metrów nad poprzeczką.











