Wygranych pamięta się przez dziesięciolecia. Wspaniałe zwycięstwa, sensacyjne mistrzostwa… ale co z przegranymi? Przedstawiamy siedem niezawodnych sposobów na to, aby w spektakularny sposób przegrać wygrany sezon, a więc zmarnować wszystko to, co budowało się miesiącami w pocie czoła. Lektura pozwoli Wam nie powtarzać tych samych błędów wielokrotnie – przecież co roku można inaczej. Kreatywność w cenie.
1. Strzel swojaka w ostatniej minucie
Jesteś idolem, wielbi Cię tłum. Gdzie się pojawisz słychać zdumionych głosów szum. Tak, to piosenka zespołu Lady Pank. Słowa „Zamków na piasku” idealnie oddają myśli w głowie biednego Mariusza Jopa z 11 maja 2010 roku, kiedy to defensor „Białej Gwiazdy” w ostatniej minucie przedostatniej kolejki ligowej strzelił samobójczą bramkę w derbach Krakowa, zapewniającą tytuł mistrza kraju zespołowi Lecha Poznań.
Nic nie smakuje lepiej niż wywalczenie mistrzostwa kraju po meczu z największym rywalem. Połowa grodu Kraka szykowała szampany, święto miało trwać przez dobre kilka tygodni. Zamiast tego doszło do jednej z największych styp w historii polskiej piłki. 93. minuta, Cracovia dzięki reprezentantowi Polski (który pierwotnie miał nie grać w tym meczu) doprowadza do remisu. Bycie Mariuszem Jopem po tej naprawdę pechowej sytuacji stało się nieznośne. Czy można utkwić w pamięci kibiców w sposób bardziej niefortunny?
2. Zostań zdegradowany do drugiej ligi przez korupcję

Juventus w sezonach 2004/2005 i 2005/2006 zdeklasował wszystkich rywali w Serie A i dwa lata z rzędu zgarnął mistrzostwo w cuglach. No, nie do końca. W maju 2006 roku na jaw wyszła afera Calciopoli, w którą zamieszani byli prawie wszyscy możni włoskiej piłki. Mecze ustawiano jeden po drugim, a przewidzenie wyników Juventusu było prostsze niż wygranie pojedynku główkowego z Mathieu Valbueną.
Wszystko szło jak z płatka, ale działacze „Starej Damy” nie potrafili dobrze się ukrywać, wynikiem czego oba mistrzostwa zostały klubowi zabrane, a w zamian dostał on degradację do Serie B. Nie pochwalamy korupcji, ale jeśli ktoś już coś robi, to powinien robić to dobrze. Taką aferę odkryłby nawet detektyw Rutkowski. Może po rady udać się na południe, na Sycylię? Gdzie jak gdzie, ale tam się w układach odnajdują.
3. Przegraj z dwunastoma zawodnikami i zespołem grającym o pietruszkę
Maj 2007 roku. Końcówka spotkania między Legią Warszawa i Zagłębiem Lubin. Goście prowadzą 2:1 i są o krok od mistrzostwa Polski. Wszystko zmienia rzut rożny wykonywany przez Legię w 86. minucie. Dokładne dośrodkowanie wykończone przez Piotra Włodarczyka, remis. Bramki nie uznaje jednak Hubert Siejewicz z powodu rzekomego faulu legionisty. Na murawie konsternacja, sędzia boczny sugeruje bowiem głównemu, że bramka powinna zostać uznana. Chwilę cieszy się Legia, potem Zagłębie, potem znów gospodarz. Ostatecznie gol nie zostaje uznany, z powodu czego najbardziej rozpacza… GKS Bełchatów. To właśnie ten klub przez niemal cały sezon zachwycał całą Polskę i mknął po sensacyjny tytuł mistrza Polski. Choć w końcówce dość mocno spuchł, terminarz „Brunatni” mieli po swojej stronie. W przedostatniej kolejce wydarzyło się jednak coś, czego nikt się nie spodziewał. Bohaterem Zagłębia Lubin okazał się zespół występujący w tym tekście wyjątkowo często – Wisła Kraków pokonała na wyjeździe bełchatowian, mimo że nie walczyła zupełnie o nic – tak czy tak sezon zakończyłaby na ósmym miejscu. Wszyscy fani GKS-u powinni jednak z optymizmem podnieść głowę do góry. Następna szansa na historyczne mistrzostwo Polski nadarzy się zapewne około 2189 roku.












