Lech Poznań zdobył drugie mistrzostwo Polski. Teraz stoi przed upragnioną, historyczną szansą na zdominowanie polskich rozgrywek. W tym stuleciu ta sztuka udała się Wiśle Kraków i Legii Warszawa. „Kolejorzowi” taki status marzył się od lat. Ba, dysponował zasobami, które były w stanie to umożliwić. Zdaje się, że teraz przyszedł czas na wykorzystywanie potencjału. Dawno w Poznaniu nie było tak dużej pewności sukcesu, ekscytacji wizją cudownej europejskiej przygody, trzeciego mistrzostwa z rzędu, może nawet tego, nieco przeklętego dla Lecha, Pucharu Polski? Na logikę – nic nie staje Lechowi na przeszkodzie, by wziąć ten sezon za rogi i popatrzeć na resztę stawki z wysokości co najmniej kilku pięter.
Lech Poznań przed szansą na trzecie mistrzostwo Polski
Poprzedni szalony sezon zwieńczono mistrzowskim tytułem, choć na jesieni wydawało się, że ta walka została przegrana. Pierwsze dwa mecze na wiosnę to porażki z Piastem Gliwice i Lechią Gdańsk, w ich efekcie Lech w niezwykle ciasnej tabeli przybliżył się do strefy spadkowej – a miał celować w „majstra”. Pojawił się niepokój, wielu chciało pozbawić Nielsa Frederiksena pracy. Słowa Duńczyka po porażce 1:3 z Arką Gdynia na wyjeździe podczas rundy jesiennej, choć trochę aroganckie, niezwykle dobrze się zestarzały. A w ostatnich latach wypowiedzi szkoleniowców „Kolejorza” miały to do siebie, że w momencie ich weryfikacji ukazywały wypowiadającego jako osobę mało wiarygodną.
– Nie sądzę, aby ktoś był tak głupi, by mnie zwolnić – emanował pewnością siebie Niels Frederiksen w słabym dla Lecha listopadzie ubiegłego roku.
Lech Poznań uzupełnił skład jakościowymi piłkarzami

Kilka miesięcy później na ulicach Poznania wykrzykiwano nazwisko duńskiego trenera, który konsekwentnie buduje swój pomnik przy Bułgarskiej. Wraz z końcem kampanii pojawiło się parę znaków zapytania. Największy z nich dotyczył Luisa Palmy. Możemy sobie wyobrazić stereotypowy obraz negocjacji Poznaniaków ze Szkotami. Wychodzi na to, że w takich wyobrażeniach znalazłoby się sporo prawdy. Rozmowy były długie, skończyły się fiaskiem i zmuszeniem Lecha do aktywowania klauzuli. Klub ze Stolicy Wielkopolski aktywował klauzulę i sprowadził Honduranina za 4 miliony euro.
Potem przyszły kolejne wzmocnienia. Klub zasilił Mateusz Lis. Przychodził na Bułgarską z łatką najlepszego bramkarza tureckiej ekstraklasy. Następnie sięgnięto po Allahyara Sayyadmanesha z KVC Westerlo mogącego pochwalić się doświadczeniem także z Championship. Do klubu trafił nieco później przez komplikacje związane z procedurą przyznawania pozwolenia o pracę.
Ostatnim z wzmocnień było pozyskanie Terryego Yegbe z FC Metz. Ten pan przedstawił nam się w całkiem niezłym stylu. W sparingach piłkarze Podberezovej bali się kontaktu z Ghańczykiem, w Superpucharze gracze Górnika Zabrze odbijali się od stopera – a Erik Prekop wypadł niemal pod trybuny. Crem de la crem możliwości Yegbe to mecz eliminacji do Ligi Mistrzów z Aarhus. „Kolejorz” wygrał pewnie 4:1, a świeżo upieczony gracz Lecha posłał bombę z 30-35 metrów. Z materiałów ukazujących życie szatni Lecha od kulis wynika, że Terry Yegbe to nie tylko świetny piłkarz, ale postać, która szybko aklimatyzuje się w nowym środowisku, ma w sobie mnóstwo ambicji i najzwyczajniej w świecie wzbudza sympatię.
Czyszczenie zaplecza zespołu
Lech Poznań z klubu pozbył się zawodników, którzy dłuższy czas próbowali wejść do pierwszego składu, ale bezskutecznie. Kornel Lisman przeszedł do Venezii za 2,5 miliona euro. Biorąc pod uwagę, że jego występy w Lechu nie były najlepsze, a przez większość czasu młody skrzydłowy leczył urazy, trzeba przyznać – mistrz Polski zrobił doskonały interes. Po serii średnio udanych wypożyczeń Filip Szymczak trafił finalnie do Zagłębia Lubin za 250 tysięcy euro. Klub opuścił także Antonio Milić. Chorwatowi kończył się kontrakt, nie był w stanie dojść do porozumienia z włodarzami „Dumy Wielkopolski”. Koniec końców zdecydował się na kontynuowanie swojej przygody w Ekstraklasie. Będzie reprezentował barwy Wieczystej Kraków.
Lecha Poznań opuścił Krzysztof Bąkowski. Bramkarz wzmocni Chrobrego Głogów. Pod wodzą Nielsa Frederiksena nie dostawał możliwości występu, a w obliczu przybycia do zespołu Mateusza Lisa, szanse na grę zmalały do zera. Do pierwszoligowych klubów wypożyczono młodych, obiecujących piłkarzy – za mocnych na trzecioligowe rezerwy, ale wciąż za mało doświadczonych, by stanowić o silę Lecha jako pierwsze wybory Nielsa Frederiksena. Sammy Dudek przez najbliższy sezon będzie grał w Unii Skierniewice, a Tymoteusz Gmur przywdzieje barwy Stali Mielec. Za granicę wysłano Iana Hoffmanna. Amerykanin został wypożyczony do mistrza Szwecji, Mjallby AIF.
Lech Poznań dobrze zaczyna sezon
W ostatnich latach kibice Lecha mogli narzekać na wejścia w sezon „Kolejorza”. Rok temu było naprawdę bardzo źle. Klub zalała fala kontuzji. Lech zaczął sezon od przegranej w Superpucharze Polski z Legią Warszawa 1:2, a na inaugurację sezonu uległ Cracovii. „Pasy” wygrały przy Bułgarskiej aż 4:1. Dziś ta tendencja się odwraca. Lech Poznań wygrał Superpuchar Polski z Górnikiem Zabrze 3:1. W pierwszym meczu eliminacji do Ligi Mistrzów przeciwko Aarhus zwyciężył aż 4:1. Do tego należy dopisać sparingi, w których wszyscy piłkarze „Kolejorza” grali na wysokim poziomie. Zaimponowali młodzi piłkarze z rezerw, którzy wcale nie wyglądali dużo gorzej na tle swoich kolegów z zespołu.

W pierwszym meczu towarzyskim Lech Poznań pokonał Podberezovą 3:1 po golach Antoniego Kozubala, Mikaela Ishaka oraz Pablo Rodrigueza. Drugie spotkanie zakończyło się zwycięstwem z Bohemians Pragą aż 4:0. Do bramki trafiali Antoni Kozubal, Mikael Ishak i zaledwie 18-letni Wojciech Szymczak.
Przewidywana jedenastka Lecha Poznań

Lech Poznań dysponuje jakościowym składem. Wielu piłkarzy zasiadających na ławce rezerwowych stanowiłoby o silę większości zespołów PKO Ekstraklasy. W wyjściowej jedenastce najpewniej ujrzymy Mateusza Lisa. W linii obrony grać będą Joel Pereira, Terry Yegbe, Wojciech Mońka oraz Michał Gurgul. Na środku pomocy współpracować będą Antoni Kozubal i Radosław Murawski. Skrzydła obsadzą Patrik Walemark i Luis Palma. Na „dziesiątce” ujrzymy Pablo Rodrigueza, a na szpicy grać będzie Mikael Ishak.
Każdy inny wynik Lecha Poznań niż trzecie mistrzostwo z rzędu będzie rozczarowaniem. Skład jest przygotowany do walki na kilku frontach. Niels Frederiksen nie musi zmagać się nawet z żadną plagą kontuzji. Wszystko wygląda na poukładane. Ekscytacje sezonem wzmaga także rzecz tak nieoczywista jak wygląd wyjściowych koszulek Lecha Poznań. „Duma Wielkopolski” wróciła do pionowych, niebiesko-białych pasów znanych chociażby z sezonu 2010/2011. Lech Poznań wygrywał w nich z Manchesterem City, czy remisował przeciwko Juventusowi Turyn. To jedna z najbardziej imponujących europejskich przygód „Dumy Wielkopolski”.
Kibice oczekują kolejnej pięknej historii
Niels Frederiksen musi nauczyć się pragmatyzmu. Po pierwszych meczach wygląda na to, że „Kolejorz” nie dąży do dominowania za wszelką cenę. Pozwolił Aarhus na tworzenie akcji ofensywnych i budowanie przewagi w posiadaniu piłki, by później brutalnie wykorzystywać ich niekiedy dziecinne błędy, chwile rozkojarzenia czy zmęczenie. Rozbił Duńczyków na wyjeździe, choć zdaniem bukmacherów to gospodarze byli minimalnym faworytem pierwszego spotkania.
Intensywność. To hasło z którym utożsamiamy Nielsa Frederiksena i łączymy Lecha Poznań. „Kolejorz” będzie grać ofensywnie, niemal non stop konstruować ataki, wykorzystywać błędy rywali i tworzyć przewagę liczebną. Ma do tego odpowiednich piłkarzy, szeroką ławkę rezerwowych i młodzież, która powoli puka do pierwszej jedenastki.
Co Lechowi w sezonie 2026/2027 może pójść nie tak?