Korupcja to bardzo ciężki do rozwiązania problem, który dolega piłce nożnej. Swoje stanowisko na ten trudny temat przedstawił niedawno Michel Platini.
Michel Platini ma ewidentnie coś wspólnego z Romanem Giertychem. Pewnie zdziwiło Was to zdanie, jednak już tłumaczę. Po niedawnym ogłoszeniu przez Francuza projektu od razu nasuwają się dwa słowa, które były flagowym sformułowaniem odnośnie do jednej z uchwał proponowanych przez polityka LPR-u, mianowicie: „zero tolerancji”, tym razem tolerancji dla korupcji w sporcie, a konkretniej w piłce nożnej. Były znakomity piłkarz, a obecnie prezes UEFA zamierza wprowadzić dożywotnie kary dyskwalifikacji dla ludzi, którym udowodniony zostanie jakikolwiek związek z niecnym procederem sprzedawania i kupowania meczów.
Teraz pomyślmy, czy przypadkiem Francuz się nie zagalopował? Czy na pewno idealnym rozwiązaniem byłoby pozbawianie do końca życia możliwości wykonywania wyuczonego zawodu najczęściej jedynego żywiciela rodziny, który praktycznie nie potrafi nic więcej? W dużej ilości przypadków był to jeden błąd lub dostosowanie się do warunków. Ciekawe, co teraz mają powiedzieć Polscy gracze, którzy pośrednio uczestniczyli w tej aferze? Przecież chyba logiczne dla wszystkich jest, że „świeżak” w drużynie nie miał w 99 przypadkach na 100 nic do powiedzenia, musiał się podporządkować i rzucić swoją część pieniędzy na opłacenie sędziego. Oczywiście w tym momencie dla pana Platiniego taki piłkarz jest już spalony.
Jasne, nam teraz łatwo się mówi: „mógł się postawić i nie dać”, ale czy rzeczywiście miał wtedy wybór? Spróbujmy wczuć się w tamtą sytuację, w tamten okres, „kupczyli” wszyscy, meczów nie kupowali jedynie ci, których nie było na to stać. Słowo „korupcja” nie było tematem tabu, było tak powszechne, że sędziowie właściwie sami domagali się łapówek, grożąc wypaczeniem rezultatu. Wyniki dla pewnej grupy prominentnych ludzi były znane na długo przed gwizdkiem sędziego i pierwszym kopnięciem piłki w danym spotkaniu. Pomijam takie przypadki jak Ryszard F., pseudonim „Fryzjer”, czy Andrzej B., dla których nie był to pojedynczy wybryk, a świadome i stałe działanie na niekorzyść rozwoju piłki polskiej, jak również po prostu, po ludzku niemoralne. Tu się zgodzę z obecnym prezesem UEFA, takich ludzi trzeba z piłki wyplewić, odizolować, po prostu pozbyć się, ale bynajmniej nie można generalizować. Widzę gigantyczną różnicę pomiędzy daniem na zrzutkę 200 zł, aby lider C-klasy wrocławskiej zapewnił sobie awans (sytuacja wymyślona) a tym, że „Fryzjer” „drukował” wyniki całej rundy, ba, całych sezonów polskiej Ekstraklasy, ale tego już pan Michel nie zauważa.
Francuz odnosił się głównie do afery, która wybuchła w 2009 roku, gdy odkryto gang ustawiający spotkania w kilku ligach Europy. Jednak przecież nie można wprowadzić takich kar jedynie dla uczestników tej konkretnej futbolowej mafii, bo byłby to czysty absurd, dzielenie ludzi na lepszych i gorszych. Przypomina mi to hasła rzucane przez polityków, aby plebs się cieszył; tak jak Lepper krzyczał o złodziejach, tak teraz Platini krzyczy o złodziejach, tyle że piłkarskich. Prostym ludziom to się oczywiście podoba, bo w końcu czyścimy futbol, ale w cieniu pozostaje trzecioligowy gracz przeżywający tragedię, której media nie zauważą. W końcu kogo obchodzi jakiś mało medialny piłkarz? Ewentualnie dziennikarskie sępy zrobią z tego materiał na show, nie zważając na cierpiącą rodzinę. Za to i tak grube ryby wykręcą się lub dadzą radę utrzymać się z innego źródła dochodu. My za to będziemy mieli historię o kolejnych Sławomirach R. znalezionych w objęciach mrocznej pani po pozbawieniu środków do życia. Apeluję o rozwagę w działaniach i karanie w pierwszej kolejności najbardziej winnych, a nie skazywanie wszystkich jak od linijki.










