343 dni GKS Katowice był niepokonany na własnym stadionie. Seria 17 meczów bez porażki na Arenie Katowice została przerwana w sobotni wieczór, gdy katowiczanie przegrali 0:1 z Pogonią Szczecin. Decydującą bramkę zdobył Jordi Sanchez, który wysunął się na prowadzenie w tabeli strzelców PKO BP Ekstraklasy.
GKS Katowice – Pogoń. Emocje na początku spotkania
Spotkanie od samego początku obfitowało w wiele emocji. Były one dostrzegalne zarówno na trybunach, jak i na boisku. Spotkanie rozpoczęło się z niewielkim opóźnieniem ze względu na oprawę kibiców GKS-u i zadymienie boiska przy użyciu pirotechniki.
Obie drużyny chciały zaznaczyć swoją obecność na boisku, starając się dochodzić do sytuacji strzeleckich. Pierwszą szansę w tym meczu miał Borja Galan. W 7. minucie dopadł do piłki dośrodkowanej z prawej strony boiska i strzałem z powietrza starał się zaskoczyć Valentina Cojocaru. Rumuński golkiper Pogoni zachował jednak czujność i nie dał się pokonać. „GieKSa” nie ustawała w atakach i kilka minut później po akcji Bartosza Nowaka sytuacyjnie uderzał były zawodnik „Portowców”, Kacper Łukasiak. Tym razem bramkarz Pogoni znowu wykazał się szybką reakcją i na tablicy wyników wciąż utrzymywał się wynik 0:0.
Pogoń w poszukiwaniu szans
Pogoń nie pozostawała jednak bierna. W 22. minucie pozycję w polu karnym znalazł Paul Mukairu, który starał się zaskoczyć Gabriela Kobylaka strzałem głową. Piłka przeszła jednak minimalnie obok prawego słupka bramkarza GKS-u. Ten sam zawodnik po około 10 minutach ponownie dał o sobie znać. Tym razem próbował uderzać z dystansu, jednak piłka po jego strzale nie znalazła drogi do siatki. Warto po stronie Pogoni docenić także pracę wykonaną przez Jordiego Sancheza. Jego waleczność i nieustępliwość niejednokrotnie przyczyniła się w ciągu pierwszej połowy do odzyskiwania piłki przez graczy Pogoni.
Pogoń próbowała także szukać swoich okazji do zdobycia bramki po dalekich wrzutach z autu w pole karne GKS-u. Po jednym z takich wrzutów swoją szansę miał Jan Biegański, ale jego uderzenie zostało zablokowane i piłkę wyłapał Kobylak. Bramkarz zespołu z Katowic nie czekając, szybko rozpoczął grę. Piłka trafiła do Galana, który efektownym zwodem minął Riccio i dograł do Ilji Szkurina. Snajper „GieKSy” miał jednak problem, aby pod presją obrońców skutecznie wykończyć akcję. Na przerwę, choć emocji nie brakowało, zawodnicy schodzili przy bezbramkowym remisie.
Pogoń wychodzi na prowadzenie
Wydawało się, że „Portowcy” dopną swego w 47. minucie spotkania. Piłkę dośrodkowaną z narożnika boiska zebrał Patryk Dziczek, obrońcy GKS-u wybili ją na skraj pola karnego, skąd przymierzył Darko Churlinov. Strzał Macedończyka odbił Kobylak, jednak wobec dobitki Paula Mukairu był bezradny. Sędzia Szymon Marciniak dopatrzył się jednak pozycji spalonej i bramki nie uznał.
Jak mawia znane przysłowie, co się odwlecze, to nie uciecze. Już cztery minuty później dokładne zagranie Attili Szalaia opanował Jordi Sanchez, poradził sobie z Pau Restą i z zimną krwią pokonał Gabriela Kobylaka. Hiszpan zdobył więc swoją dziewiątą bramkę w tym sezonie PKO BP Ekstraklasy, czym udowodnił wysoką dyspozycję na początku sezonu.
GKS Katowice w poszukiwaniu wyrównania
Podopieczni trenera Góraka starali się szybko odrobić straty, jednak w ich poczynaniach brakowało konkretów. Co więcej, szczecinianie groźnie kontratakowali, a po jednym z rzutów rożnych GKS-u sami potrafili szybko przedostać się na połowę katowiczan i stworzyć sytuację dwóch na jednego. Dzięki dobremu ustawieniu Marcina Wasielewskiego, który przeciął podanie Paula Mukairu do Sancheza, skończyło się jedynie na rzucie rożnym dla gości.
W celu ożywienia gry swojego zespołu trener Górak podjął decyzję o wprowadzeniu na boisko Mateusza Wdowiaka i Erika Jirki. Drugi z wymienionych miał swoje sytuacje, jednak brakowało mu dokładności w przyjęciu i precyzji w dośrodkowaniu. Pogoń groźnie kontratakowała za sprawą Paula Mukairu, który bez wątpienia był dziś jednym z najlepszych zawodników na boisku, oraz Kamila Grosickiego, który pojawił się na boisku w drugiej połowie spotkania.
W końcówce spotkania szkoleniowiec „GieKSy” posłał w bój Adama Zrelaka. Słowacki napastnik w ostatnim czasie leczył kontuzję, jednak w ważnym momencie trener Górak liczył na instynkt strzelecki swojego snajpera.
W doliczonym czasie gry trwało prawdziwe oblężenie bramki Cojocaru. Najlepszą szansę do wyrównania miał Szkurin, ale jego strzał lewą nogą minimalnie minął światło bramki Pogoni Szczecin.
Tym samym twierdza Katowice została zdobyta po 343 dniach, a Pogoń stale zbliża się do ścisłej ligowej czołówki.











