Za nami fascynująca sobota z PKO BP Ekstraklasą. Dzień ten otworzyliśmy starciem Motoru Lublin, który choć w pewnym momencie przegrywał, ostatecznie triumfował nad Śląskiem Wrocław 3:2. Kolejnym starciem był mecz Pogoni Szczecin z GKS-em Katowice. Ci pierwsi wygrali to spotkanie 1:0. Sobotę zamknęła rywalizacja w Krakowie, gdzie Cracovia zremisowała z Legią Warszawa 1:1.
Kanonada i zwroty akcji w Lublinie. Ostatecznie górą Motor
W pierwszym sobotnim spotkaniu zmierzyły się dwa zespoły, które na tę chwilę są uwikłane w walkę o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Różnica jest taka, że przed kolejką jedni utrzymywali się tuż nad strefą zagrożenia, a druga drużyna była w tabeli przedostatnia, mając na koncie zaledwie sześć punktów, inkasując zaledwie jedno zwycięstwo. W tej lepszej sytuacji oczywiście Motor Lublin, dla którego jest to mimo wszystko trudny sezon. W tej gorszej Śląsk Wrocław. Biorąc pod uwagę obecną dyspozycję w kumulacji z potencjałem składu, prawdopodobnie Śląsk Wrocław jawi nam się jako najsłabszy zespół w Ekstraklasie. Ten mecz był dla nich szansą, aby przełamać wstydliwą passę ośmiu meczów bez zwycięstwa. Jak przebiegał ten mecz?
Lepiej rozpoczął mecz Motor Lublin, ale to Śląsk Wrocław doszedł do dwóch najgroźniejszych szans na początku meczu. Dwukrotnie w ciągu pierwszego kwadransu tego meczu uderzał Przemysław Banaszek i za jednym razem mu nawet wyszło. Po błędzie w rozegraniu Gaspera Tratnika, Eniss Shabani przejął piłkę tuż przed polem karnym, podał do Karola Linettego, po czym piłkę przejął Piotr Samiec-Talar. 24-latek mógł kończyć akcję sam, ale znalazł lepiej ustawionego Banaszka. Miał dużo miejsca i wykończył strzałem na pustą bramkę.
Do pierwszej poważniejszej szansy Motoru doszło w 20. minucie. Znakomicie po strzale Karola Czubaka interweniował jednak Karol Niemczycki – świetny tamtego dnia. Udowodnił to zresztą dosłownie minutę później – ponownie wychodząc górą przy uderzeniu polskiego snajpera.

***
W drugiej połowie obraz meczu był taki sam – Motor Lublin atakował, a Śląsk dość rozpaczliwie się bronił. Nieodpowiedzialnie zachował się Alex Timossi, który faulował w polu karnym Makana Aiko – rzut karny dla Motoru! Uderzał Karol Czubak, ale… Karol Niemczycki genialnie się po piłkę kopniętą przez oponenta rzucił (choć strzał też generalnie pozostawiał wiele do życzenia).
Wydawało się to niemożliwe, ale w 61. minucie, po genialnym podaniu Yacine Bourhane’a, Makan Aiko pokonał Niemczyckiego. Świetne podanie, ale i ładny strzał z woleja – 1:1.
Ale na odpowiedź Śląska nie musieliśmy długo czekać – z równie ładnym podaniem (Piotra Samca-Talara) gola na 2:1 zdobył Papis Malaly Dembele. Zrobili to mimo przewagi rywali.
W 77. minucie gola zdobył zaś po bardzo dużym zamieszaniu w polu karnym Śląska, Kikis. Sytuacja zakończyła się bramką na 2:2. Warto dodać, że była to piłka dobita. Wcześniej genialnie na linii interweniował Karol Niemczycki. Bramkarz, bez którego Śląsk Wrocław straciłby znacznie więcej bramek, niż to się stało w rzeczywistości.
Końcówka meczu wyglądała zresztą jak cała reszta spotkania – przewaga Motoru, a Śląsk wycofany. Po jednej z akcji Motoru, pociągnięciu za koszulkę Mbaye Ndiay’a i po długiej analizie VAR, doszło do rzutu karnego. Tym razem skutecznie wykorzystanego przez gracza Motoru Lublin. Do 11-tki podszedł chyba najlepszy zawodnik tego spotkania – Yacine Bourhane. Tym razem choć wyczuł intencję strzelca, golkiper Śląska nie miał szans na skuteczną interwencję. Ten karny zakończył nam to pasjonujące widowisko.
Dzięki temu zwycięstwu Motor Lublin oddalił się od strefy spadkowej na cztery punkty i aktualnie zajmuje 11. pozycję w tabeli. Za tydzień zmierzą się z będącą ostatnio w małym dołku Zagłębiem Lubin. Śląsk Wrocław zostaje na przedostatnim miejscu z jedynie sześcioma punktami na swoim koncie. Czeka ich dużo pracy, aby wyjść z tego dołka. Być może odbiją się za tydzień… Zagrają z innym beniaminkiem, który zawodzi – z Wieczystą Kraków.
Pogoń Szczecin coraz bliżej ścisłej czołówki
Zaryzykujemy stwierdzeniem, że już dawno nie widzieliśmy tak dobrej, skutecznej Pogoni Szczecin, jaką widzimy w bieżącym sezonie. Jednak przynajmniej jako jednoznacznego faworyta w meczu z GKS-em Katowice nie byli. A to dlatego, że GKS to zespół, który w tym sezonie do tej pory jeszcze u siebie nie stracił punktów. Poza tym jest to po prostu bardzo dobry, widowiskowy zespół. Kontrastując do Pogoni, która straciła do tej pory najmniej bramek w lidze, GKS strzelił ich najwięcej! To zapowiadało pasjonujący mecz.
I rzeczywiście taki był. Pierwszą szansę na zdobycie gola miał Borja Galan, który w 7. minucie dopadł do dośrodkowanej futbolówki. Po drugiej stronie był jednak Valentin Cojocaru, który świetnie interweniował z kilku metrów. Chwilę później z podbitej piłki sprawdzał rumuńskiego bramkarza Kacper Łukasiak.
Pogoń Szczecin doszła do głosu w 22. minucie za sprawą strzału głową Paula Mukairu z kilku metrów. Nigerijczyk chwilę później ponownie uderzył. Zarówno jeden jak i drugi strzał, pomimo dobrze wypracowanych pozycji, były niecelne. Oba zespoły grały dobrze – pomimo że GKS ciut częściej dochodził do dogodnych sytuacji, żadna z drużyn nie potrafiła wypracować sobie większej przewagi.
***
W drugą połowę lepiej weszła już Pogoń, a gola w 46. minucie zdobył aktywny tego dnia Mukairu. Przynajmniej tak się wydawało – sędzia odgwizdał jednak pozycję spaloną. Na faktyczne trafienie Pogoni Szczecin nie trzeba było jednak zbyt długo czekać. W 51. minucie gola na 1:0 po pięknym wybiegnięciu zza obrońców i jeszcze lepszym dalekim podaniu Attili Szalaia, zdobył Jordi Sanchez. Najlepszy strzelec tego sezonu Ekstraklasy – było to już jego dziewiąte trafienie (tuż za nim w tej klasyfikacji zawodnik GKS-u Katowice, Ilya Shkurin).
Widać było, że ani jeden, ani też drugi zespół, nie zadowalał się do końca takim wynikiem. Doszło do wymiany ciosów, a w tym strzału Darko Churlinova, czy z drugiej strony, niezłej sytuacji Marcela Wędrychowskiego. Ostatnim strzałem, już w doliczonym czasie gry popisał się Ilya Shkurin. Piłka po strzale Białorusina doprawdy minimalnie minęła jednak słupek.
Ma czego żałować GKS, bo wcale nie był w tym spotkaniu zespołem gorszym. Po 343 dniach porażka na własnym stadionie stała się jednak faktem. Sprawiło to, że na tę chwilę utrzymują się na piątej pozycji w tabeli. W następnej kolejce wyjadą do Kielc, aby zmierzyć się z Koroną. Zaś Pogoń Szczecin zalicza kolejne ważne zwycięstwo. Na tę chwilę mają już 21 punktów, a do lidera tracą zaledwie cztery punkty. Za tydzień podejmą u siebie pogrążony w kryzysie Radomiak Radom.
Cracovia – Legia: sprawiedliwy podział punktów
Cracovia – Legia. To tym spotkaniem zakończyła się sobota w PKO BP Ekstraklasa. Cracovia ostatnio przełamała swoją niechlubną passę czterech przegranych meczów z rzędu i zwyciężyła tydzień temu z Zagłębiem Lubin. Nie zmienia to faktu, że nie wszystko działa aktualnie w drużynie „Pasów” zbyt dobrze. Atmosfera w Warszawie jest zupełnie inna. Oni ostatnie swoje spotkanie przegrali jeszcze w kwietniu, a od tego czasu Marek Papszun zrobił z nich ekipę, która jest do bólu skuteczna i choć punkty traci, dalej utrzymuje się w ścisłej czołówce naszej Ekstraklasy.
Spotkanie szybko nam się rozpoczęło, gdyż Lasse Nordas wykorzystał już w 3. minucie zagapienie się obrońców Legii. Po błędzie Kamila Piątkowskiego był bliski zdobycia gola, jednak uderzył tuż obok bramki. Kolejna groźniejsza szansa również należała do Cracovii, a konkretniej tym razem do Martina Mincheva.
Więcej konkretów miała Cracovia, ale Legia dotrzymywała tempa gospodarzy. W 19. minucie gola mógł zdobyć Kacper Chodyna, a w 26. ostatecznie dokonał tego Michal Sevcik. Czech świetnie ominął Amira Al Ammariego i przymierzył po ziemi, po krótszym słupku. Sebastian Madejski również przy tym golu nie pomógł – 1:0.
Po tej sytuacji kontrolę nad grą przejęła Legia i najpierw po dobrym dośrodkowaniu uderzył Rafał Adamski, a chwilę później dobrze odnalazł się w sytuacji podbramkowej Kacper Chodyna.
A potem Cracovia wyrównała! W 44. minucie Lasse Nordas minął Augustyniaka i Wojciecha Urbańskiego, oddał mocny, techniczny strzał i udało mu się za jego sprawą pokonać Otto Hindricha. Świetny strzał – naprawdę fenomenalnie zachował się napastnik „Pasów” w tej sytuacji. Obrona Legii zachowała się w tej sytuacji wprost skandalicznie.

***
W drugiej połowie, w 57. minucie bliski gola był Rafał Adamski. Później bliski był aktywny tego wieczoru Lasse Nordas. Najbardziej intensywna okazała się jednak w tym spotkaniu końcówka. Show bramkarzy rozpoczął w 81. minucie Sebastian Madejski. A chwilę później… w 84. minucie piłka była już w polu karnym Legii i po świetnym ominięciu obrońców przez Adjina Hasicia, genialnie interweniował z bliskiej odległości Otto Hindrich. Po stracie Bartosza Kapustki, Cracovia ponownie zaatakowała bramkę Rumuna, a ten wyciągał w dużym zamieszaniu absolutnie wszystko. Końcówka należała też do wspomnianego Madejskiego. Bramkarz Cracovii wyciągnął w ostatniej akcji meczu uderzenie Damiana Szymańskiego.
Ostatecznie trzeba chyba powiedzieć jasno – 1:1 jest tu jak najbardziej sprawiedliwym wynikiem. Legia dalej zostaje niepokonana, a już za tydzień podejmie u siebie Lecha Poznań. Na tę chwilę zajmuje drugą pozycję w tabeli. A Bartosz Grzelak zaczyna budować sobie zaufanie u kibiców Cracovii. Widać, że w klubie jest coraz lepiej, co udowodnili dobrym spotkaniem przeciwko mocnej Legii. Za tydzień jadą udowodnić swoją wartość do Gliwic. Tam zmierzą się z Piastem.
Sobota zakończona. Co czeka nas jutro?
Sobota z PKO Ekstraklasą dobiegła końca, ale oczywiście po każdej sobocie przychodzi niedziela! Na starcie, utrzymujący pozycję lidera Górnik Zabrze, zmierzy się na swoim stadionie z jedną z rewelacji tegorocznych rozgrywek, Piastem Gliwice. W niedzielne popołudnie do Lubina przyjeżdża Jagiellonia, która podbudowana zwycięstwem w Europie, będzie chciała udowodnić swoją jakość w starciu z tamtejszym Zagłębiem. Na zakończenie, goniący lidera Lech Poznań podejmie u siebie bardzo niewygodną Koronę Kielce.
GDZIE OBEJRZEĆ?











