Po kiepskim meczu ze strony obu drużyn Polonia Warszawa wygrała 1:0 z Pogonią Grodzisk Mazowiecki po golu Dave’a Gnasse, będącego owocem jedynej akcji godnej zapamiętania. Dzięki temu „Duma Stolicy” zbliżyła się do lidera z Grodziska na jeden punkt.
Mecz Pogoń Grodzisk Mazowiecki – Polonia Warszawa był jednym z dwóch hitów 11. kolejki 1. ligi (nie zapominamy bowiem o derbach Trójmiasta). Jednak w przeciwieństwie do pojedynku między Lechią a Arką Pogoń Grodzisk, jak i Polonia Warszawa znajdowały się w czubie tabeli, jeszcze przed startem kolejki zajmowały bowiem odpowiednio miejsca 1. i 2.
Nuda, nuda, nuda
Chociaż oba zespoły plasują się w czołówce liczby strzelonych goli, to obeznany w realiach 1. ligi kibic mógł się spodziewać taktycznego boju w wykonaniu obu zespołów. I tak niestety było.
Polonia Warszawa była lepsza, ale nic z tego nie wynikało
Już w 3. minucie Polonia wyprowadziła świetną kontrę, zawodnik gości dobrze zacentrował, jednak główka Gnasse zatrzymała się na słupku. Dwie minuty później kolejna wrzutka z lewej, ale tym razem strzał głową minął bramkę. Polonia Warszawa narzuciła warunki gry, jednak głównym pomysłem były wrzutki, które były wybijane przez defensywę rywala.
Pogoń Grodzisk Mazowiecki skupiona na defensywie
Gospodarze byli bardzo reaktywni i odpuścili sobie ataki. W dużej mierze wynikało to też z tego, że Warszawiacy umiejętnie naciskali i pressowali, odcinając takich zawodników jak Bartek Ciepiela czy Radek Majewski od możliwości kreowania. Dlatego skupili się na kasowaniu akcji rywala, jak i samych rywali. Sporo faulowali w pierwszej połowie, przez co żółte kartki zarobili Uzoigwe, Konstantyn oraz Oshafi.
45 minut, zero strzałów celnych
Najbliżej szczęścia „Czarne Koszule” były w 45. minucie. Zbyt krótkie podanie głową zawodnika gospodarzy do Krzysztofa Kamińskiego przechwycił German Barkowski, jednak napastnik Polonii uderzył ponad bramką. W pierwszej połowie padło 11 strzałów, lecz ani jeden nie był celny. Nie ukrywamy, że liczyliśmy na nieco więcej.
Druga połowa jeszcze gorsza od pierwszej
Czy druga połowa wynagrodziła kibicom zgromadzonym przy Bohaterów Warszawy 4 męki z pierwszej połowy? O rany, przez długi czas było jeszcze gorzej niż w pierwszej połowie. Zaczęło się całkiem całkiem – Pogoń w 52. minucie rozegrała akcję od tyłu i po dłuższej wymianie podań piłkę na lewe skrzydło otrzymał Jakub Konstantyn. Pomocnik uderzył jednak w boczną siatkę.











