Zenit Sankt Petersburg to rewelacja w obecnym sezonie Ligi Mistrzów. Komplet punktów bez wątpienia robi wrażenie. Czy dzisiejszy mecz z Valencią będzie spotkaniem na „pełnym gazie”, by obronić pierwsze miejsce w grupie? Tego możemy być pewni.
Une photo publiée par André Villas Boas (@officialavb) le
W Petersburgu spadł już śnieg, jednak nastroje ekipy Andre Villasa-Boasa wcale nie są chłodne. Zwłaszcza że w sobotę Zenit pokonał Urał Jekaterynburg 3:0 i zmniejszył swój dystans do CSKA Moskwa do siedmiu punktów. Ekipa z Pietrowskiego zajmuje czwarte miejsce. Nie jest to zły wynik, jeśli spojrzymy na to, jak wielki ścisk panuje u góry tabeli rosyjskiej Premjer-Ligi (przed Zenitem znajduje się Lokomotiw i Rostow, które mają kolejno o jeden punkt i o dwa punkty więcej).
– Jest to dla nas ważny mecz. Po czterech zwycięstwach chcemy odpowiednio zakończyć ten etap turnieju i pokazać się w pełnej krasie przed swoimi fanami. Tak, przeciwnik nie będzie łatwym rywalem, ale spodziewamy się wygranej. Remis by nam wystarczył, jednak posiadamy ducha walki. Dlatego chcemy zwyciężyć – te słowa wypowiedział Domenico Criscito, kapitan i obrońca Zenitu. Oczywiście, trudno się spodziewać innych słów. Żaden zawodnik nie przyznałby, że nie traktuje meczu poważnie. W te szablonowe słowa możemy jednak wierzyć. Zenit i Andre Villas-Boas mają coś do udowodnienia w Europie.
Można też wyczuć, że dla portugalskiego szkoleniowca dojście jak najbliżej finału etapu rozgrywek jest priorytetem i byłoby najlepszym uwieńczeniem jego kariery w Rosji. O tym zresztą sam mówi Villas-Boas:
– Dla nas najważniejsza jest wygrana i przejście do kolejnego etapu rozgrywek z pierwszego miejsca. Pragniemy zakwalifikować się z pierwszej pozycji, gdyż wtedy dogrywka odbędzie się na Pietrowskim, co jest dla nas bardzo istotne. Wiemy, że Valencia jest silnym przeciwnikiem i że ten mecz nie będzie spacerem. Postaramy się jednak wygrać – powiedział na przedmeczowej konferencji. Dodał także, że nie zmienią swojego stylu gry. Mają zamiar kontrolować piłkę oraz grać z kontry. I trzeba przyznać, że to wychodzi im naprawdę nieźle.










