Za nami 26. kolejka rozgrywek Ekstraklasy. Piętnaste i chyba najcenniejsze zwycięstwo odniosła Wisła Kraków, która pokonała u siebie Lecha Poznań 1:0. Aby zapewnić sobie tytuł, „Biała Gwiazda” musi w najbliższych czterech spotkaniach zdobyć trzy punkty.
W 26. kolejce padło 18 bramek, co daje średnią 2,25 gola na mecz. Swoje trafienia zanotowali czołowi strzelcy, Artur Sobiech i Andrzej Niedzielan, który tym samym zrównał się w tabeli króla strzelców z Tomaszem Frankowskim. Znakomitą serię kontynuuje Górnik Zabrze. Twierdza przy ulicy Roosevelta pozostaje niezdobyta już od dziewięciu spotkań, a zęby połamali tam piłkarze takich klubów jak Wisła, Lech czy Legia. Coraz trudniejsza jest sytuacja Korony Kielce, która przegrała wygrany mecz z Lechią Gdańsk. W kuluarach mówi się, że trener „Scyzoryków”, Marcin Sasal, nie dotrwa do końca sezonu.
Hit dla Wisły

Kryzys drużyny Roberta Maaskanta to już przeszłość. Powrót do składu Cwetana Genkova okazał się zbawienny – Bułgar otworzył wynik spotkania w Gdańsku, zdobył też jedyną bramkę w meczu z „Kolejorzem”. Mistrzowie Polski zostali tym samym zdetronizowani, a ich postawę w hicie kolejki najlepiej określił pomeczowy komentarz holenderskiego szkoleniowca krakowian:
– Nie musieliśmy dzisiaj wygrać. Mogliśmy czekać na grę zawodników Lecha, ale oni wcale nie chcieli grać. Nie wiem dlaczego. Z tego powodu w tym meczu nie działo się wiele – powiedział Maaskant, który z Wisłą w Ekstraklasie odniósł trzynaste zwycięstwo przy sześciu remisach i czterech porażkach.
Thriller w Kielcach
– W tym meczu alternatywa jest jedna. Korona musi wygrać za wszelką cenę, aby przynajmniej oddalić ryzyko spadku, bo te 31 punktów wcale nie gwarantują utrzymania, stąd to jest pierwszy cel – mówił nam przed pojedynkiem z Lechią były szkoleniowiec „Złocisto-krwistych” – Marek Motyka.

Piłkarze Marcina Sasala ostro wzięli się do pracy już od pierwszych minut i po bramkach Jovanovicia i Niedzielana prowadzili 2:0. Kielczanie popełnili jednak jeden, brzemienny w skutkach błąd – nie wyciągnęli wniosków z ostatnich meczów Lechii. Zespół Tomasza Kafarskiego pokazuje bowiem, że walczy do ostatniej sekundy. Ambicja i upór piłkarzy znów się opłaciły – niedawno w końcówce ze stanu 2:0 dla Arki uratowali remis, wczoraj dokonali jeszcze większej sztuki, bo z identycznego stanu zdobyli trzy bramki i odnieśli zwycięstwo, które wciąż pozwala im myśleć o europejskich pucharach.













