Na boiskach polskiej ekstraklasy spędził zaledwie jedną rundę, jednak po wyjeździe z Polski jego kariera przybrała nieoczekiwany obrót. Prawie 37-letni dziś Džiugas Bartkus w Górniku Łęczna zagrał jedynie siedem spotkań, ale dziś z powodzeniem występuje w barwach aktualnego zdobywcy pucharu ligi… Bahrajnu. Co spowodowało, że aktualny reprezentant Litwy zdecydował się na taki kierunek? Zapraszam do lektury!
Džiugas Bartkus to zawodnik, którego kariera potoczyła się bardzo nietypowo. Mimo że dziś występuje regularnie w bramce reprezentacji Litwy, to w kadrze narodowej debiutował w wieku niespełna 29 lat. Bartkus ma za sobą także epizod w Górniku Łęczna w sezonie 2015/2016. Jak wspomina pobyt w Polsce? W jakich okolicznościach podpisał umowę z zespołem z Bahrajnu i co w tym kraju najbardziej go zaskoczyło? Z litewskim bramkarzem rozmawiał Dominik Michalski.
Dominik Michalski (iGol.pl): Džiugas, patrząc na Twoją karierę, od razu przypominają się takie słowa: człowiek jak wino – im starszy, tym lepszy. Czujesz, że teraz przeżywasz najlepszy czas w karierze?
Džiugas Bartkus: Na pewno czuję, że jestem w świetnej dyspozycji, choć za tydzień kończę już 37 lat. Czy to najlepszy moment? Wydaje mi się, że ten korzystny etap zaczął się kilka lat temu i trwa do dzisiaj. Moja ścieżka wyglądała nieco inaczej niż u wielu innych zawodników. Są tacy piłkarze, którzy już w czasach juniorskich wyróżniali się na tyle, że trafiali do reprezentacji młodzieżowych, budując markę u progu seniorskiej drogi. Ja potrzebowałem na to więcej czasu. Moja kariera weszła na wyższy poziom dopiero podczas gry w Izraelu. Miałem wtedy prawie 29 lat, więc było to stosunkowo późno. Nie nazwałbym tego bezwzględnym szczytem, ale coś jest w powiedzeniu, że z wiekiem staję się lepszy, skoro otrzymuję coraz więcej propozycji. Chcę po prostu zachować regularność i w każdym spotkaniu prezentować się z jak najlepszej strony.
W kadrze debiutowałeś w wieku 28 lat, dziś masz 36 i dalej występujesz w drużynie narodowej. To dowód na to, że solidne wykonywanie swojej pracy w końcu przyniesie efekt?
Dokładnie tak. Jak wspomniałem, przebieg kariery to kwestia indywidualna. Jedni wchodzą na wysoki poziom jako 20-latkowie, inni potrzebują więcej czasu, co wcale nie oznacza, że należy się poddawać. Ciężka praca w końcu przynosi efekty. Zawsze skupiałem się po prostu na rzetelnym wypełnianiu obowiązków.
Jakie uczucia towarzyszyły Ci, gdy dostałeś pierwsze powołanie do kadry? Spodziewałeś się takiego wyróżnienia?
Pierwszą szansę otrzymałem w 2015 roku. Choć od razu nie zagrałem, czułem się ogromnie wyróżniony. O takich chwilach marzy się od dziecka. Rozgrywałem wówczas udany sezon w barwach Suduvy, lecz zdawałem sobie sprawę, jak zacięta konkurencja panuje w reprezentacji. Jechałem na pierwsze zgrupowanie jako bramkarz numer cztery, więc nie spodziewałem się, że mógłbym otrzymać szansę. Z kolei sam debiut przyniósł mi przede wszystkim wielką dumę i stał się dowodem na to, że warto pracować.
Jeśli jesteśmy w temacie kadry narodowej, to drugi mecz w kadrze rozegrałeś na Stadionie Narodowym przeciwko Polsce. Chyba nie wspominasz go zbyt dobrze, bo przegraliście wtedy wysoko.
Zgadza się. Najpierw zagrałem przeciwko Łotwie, a potem właśnie z Polską. Pamiętam, że w tamtym starciu niewiele nam wychodziło. Dla „Biało-czerwonych” był to zarazem ostatni sprawdzian przed mundialem w Rosji. Okoliczności nam nie sprzyjały, ale potyczka na długo zapadła mi w pamięć. Występ na Stadionie Narodowym przy udziale ponad 50 tysięcy kibiców urósł do rangi wielkiego wydarzenia.
W tamtym spotkaniu w reprezentacji Litwy zagrało wielu zawodników, którzy mają w swoim CV polskie kluby.
Oczywiście. Nad Wisłą wielu moich rodaków szukało naturalnego kroku w przód i silniejszej ligi. W tamtej kadrze występowali przecież m.in. Darvydas Šernas, Arvydas Novikovas czy Fiodor Černych.
Skoro padły takie nazwiska, to chciałem zapytać o Litwinów, którzy mieli okazję zagrać w polskiej ekstraklasie. Jak myślisz, co sprawia, że wielu Twoich rodaków na przestrzeni lat znajdowało angaż właśnie w Polsce?
Gdy grałem w Suduvie, myślałem sobie: „Polska będzie idealnym kierunkiem na rozwój”. W moim przypadku wyjazd nie potoczył się po myśli, lecz dla wielu moich kolegów zakończył się sukcesem. Na Litwie polska liga uchodzi za szybszą i wyższej klasy, a zarazem na tyle bliską kulturowo, że łatwo się do niej zaadaptować i otrzymać szansę gry.
Mówiąc o Polsce, chcę zapytać o Twój czas gry w Górniku Łęczna. Jak to się stało, że zdecydowałeś się na transfer do Polski?
Przed przenosinami do Górnika grałem w Suduvie Mariampol i wiedziałem, że po sezonie poszukam wyzwań gdzie indziej. Po zakończeniu rozgrywek pojechałem nawet na testy do występującego w Championship Nottingham Forest. Oczywiście miałem świadomość, że bezpośredni skok z ligi litewskiej do zaplecza Premier League był mało realny. Klub poszukiwał wówczas gracza do wyjściowego składu. Ten tydzień na Wyspach okazał się jednak fascynującym doświadczeniem.
Jeśli chodzi o Łęczną, wcześniej mierzyliśmy się z nimi w sparingu. Zaprezentowałem się z dobrej strony, choć nie sądziłem, że przełoży się to na moją przyszłość. Gdy jednak zimą zacząłem rozglądać się za pracodawcą, Górnik odezwał się, a ja uznałem tę opcję za rozsądny przystanek.
Niestety jednak się pomyliłeś.
Liczyłem na korzystne warunki rozwoju, lecz rzeczywistość zweryfikowała plany. Klub zmagał się z problemami organizacyjnymi, a moja dyspozycja również pozostawiała sporo do życzenia. Walczyliśmy o utrzymanie, co rodziło gigantyczną presję. Bramkarz jest też o tyle specyficzną pozycją, że po jednym czy drugim błędzie natychmiast tracisz zaufanie otoczenia. Podobnie wygląda aklimatyzacja. Kiedy są wyniki, czujesz się pewnie, a gdy przychodzą porażki, codzienne funkcjonowanie staje się trudniejsze. Człowiek planuje, a Bóg pisze własne scenariusze.
Czym nasza liga różniła się wówczas od litewskiej i białoruskiej, w których miałeś okazję grać przed dołączeniem do Górnika Łęczna?
Polska ekstraklasa stała na zdecydowanie wyższym poziomie. Rozgrywki również opierały się na fizyczności, jednak kultura gry w Polsce była wyższa. Walcząc o utrzymanie, wiedziałem też, że każda pomyłka niesie za sobą konsekwencje.
Co okazało się dla Ciebie największym wyzwaniem, z którym musiałeś się zmierzyć, żyjąc w Polsce?
Najtrudniejsze okazało się pogodzenie wielu kwestii jednocześnie. Sportowo nie szło nam najlepiej, klub borykał się z kłopotami finansowymi, a w takich warunkach odnalezienie się w obcym środowisku jest wymagające. Mieszkałem w Lublinie, podobnie zresztą jak wielu innych graczy Górnika. W tym mieście przyszła na świat moja córka, więc mimo trudnych chwil wspominam tamten okres z sentymentem i dostrzegam jego pozytywne aspekty.
W tamtym sezonie udało Wam się utrzymać w lidze, ale Ty po zakończeniu rozgrywek odszedłeś z klubu. Myślałeś o tym, aby pozostać w Polsce?
Rozmawiałem z menedżerem i pojawiały się zapytania z niższych polskich klas rozgrywkowych. Gdybym przez te pół roku w Łęcznej prezentował się lepiej, jestem pewien, że dostałbym propozycję z polskiej ekstraklasy. Skoro jednak brakowało atrakcyjnych perspektyw na wyższym szczeblu, postanowiłem zmienić otoczenie.
Twój wybór padł wówczas na Maltę.
Miałem wówczas wybór pomiędzy powrotem na Litwę i grą dla Žalgirisu Wilno lub wyjazdem na Maltę. Byłem po trudnej przygodzie w Polsce, ale sport składa się ze wzlotów i upadków. Zależało mi na odbudowie formy i regularnych występach, dlatego wybrałem Valletta FC. W Žalgirisie konkurencja między słupkami była ogromna, a ja potrzebowałem gwarancji gry.
Na dobrą sprawę po pobycie w Łęcznej Twoja kariera przybrała nieoczekiwany obrót. Grałeś na Malcie, w Izraelu, a także w Arabii Saudyjskiej i… Bahrajnie. To dosyć nieoczywiste kierunki. Dlaczego zdecydowałeś się na tak częste zmiany klubów i ostatecznie wybrałeś grę na Bliskim Wschodzie?
Z biegiem lat zyskuje się większe pole manewru. Występując na Litwie, człowiek siłą rzeczy ogranicza się do rynku lokalnego. Zresztą przez długi czas nie miałem luksusu przebierania w ofertach i brałem to, co akurat było dostępne. Po sezonie na Malcie klub nie przedłużył ze mną umowy, więc wróciłem do kraju. Miałem opcję gry wyłącznie w Žalgirisie, lecz udane występy w europejskich pucharach oraz powołanie do kadry przyciągnęły uwagę klubu z Izraela. Spędziłem tam pięć wspaniałych lat i nie planowałem rozstania, lecz niestety spadliśmy z ligi.
Wobec braku konkretnych propozycji, dzięki kontaktom menedżerskim z czasów Žalgirisu, trafiłem do Arabii Saudyjskiej. Moja żona była początkowo sceptycznie nastawiona, bo nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Wyszło jednak rewelacyjnie, bo już w pierwszym roku awansowaliśmy do tamtejszej ekstraklasy. Tamten okres wreszcie otworzył mi drzwi do szerszego wyboru pracodawców. Niestety, po dwóch sezonach wprowadzono przepis wymuszający grę saudyjskiego bramkarza na zapleczu, co zmusiło mnie do kolejnej roszady.
Jedyną sensowną alternatywą stał się wówczas Bahrajn. Oczywiście zawsze istniała opcja powrotu na Litwę, wolałem jednak zostać na Bliskim Wschodzie. Cieszę się jednak z tej decyzji i jestem bardzo zadowolony z tamtejszych realiów.
Mówi się, że w krajach arabskich panuje zupełnie inna kultura. Odczuwasz to na co dzień?
Każdy region ma swoją specyfikę, lecz tutaj odczuwam najbardziej gościnność oraz życzliwość ludzi. Warto zaznaczyć, że Bahrajn i Arabia Saudyjska znacząco się od siebie różnią. Bahrajn to państwo niezwykle otwarte, bezpieczne i przyjazne obcokrajowcom. Mieszkam tu już ponad rok i czuję się znakomicie. Arabia Saudyjska okazywała się pod wieloma względami bardziej restrykcyjna, choćby w kwestii ubioru, aczkolwiek w metropoliach takich jak Rijad przepisy te powoli łagodzą się. W Bahrajnie żyje się swobodniej. Jako Europejczyk bez problemu pójdę na plażę, a dodatkowym atutem jest też to, że Bahrajn to niewielki kraj.
Spędziłeś na Bliskim Wschodzie już trzy lata, więc chyba nie narzekasz na tutejsze realia. Po transferze do Bahrajnu miałeś takie poczucie, że to może być dobre miejsce do kontynuowania kariery?
Futbol jest tu postrzegany zupełnie inaczej. Brak presji daje o sobie znać. Oczywiście tutejsze rozgrywki mają swoje wady i miewają kłopoty organizacyjne, lecz doceniam ten komfort i bardzo ograniczoną presję. Ciągłe ciśnienie na wynik, które mocno odczuwałem w Polsce czy Izraelu, tutaj nie istnieje. Ludzie podchodzą do codzienności z większym dystansem. W moim wieku mam też dobry kontrakt, a przede wszystkim czerpię z gry ogromną radość.
Czy przyjeżdżając do Bahrajnu, miałeś takie poczucie, że coś znacznie różniło się od tego, czego doświadczyłeś w Europie?
Największym zaskoczeniem okazało się poczucie bezpieczeństwa. W Europie człowiek ciągle czegoś się boi i pilnuje dzieci na każdym kroku. Tutaj ten problem po prostu nie istnieje. Inny klimat również wymagał adaptacji, ale dziś postrzegam go jako dużą korzyść.
W Bahrajnie radzisz sobie na tyle dobrze, że wciąż jesteś powoływany do kadry narodowej. Czy jako zagraniczny zawodnik czujesz, że masz tu status gwiazdy?
Staram się zachować swój poziom i prezentować się solidnie w każdym spotkaniu, ale nie przekłada się to na jakąś wielką popularność. Świat piłki w krajach Bliskiego Wschodu jest zupełnie inny niż w Europie. Tutaj nie doświadczam takich sytuacji, żeby ktoś regularnie rozpoznawał mnie na ulicy. Zainteresowanie piłką jest mniejsze. Mimo to w lidze gra wielu obcokrajowców, ale nie sprawia to, że czujemy się jakimiś wielkimi gwiazdami w porównaniu do lokalnych graczy.
Ciekawi mnie, jak wyglądają rozgrywki w Bahrajnie. Mógłbyś coś o tym opowiedzieć?
Liga składa się tylko z 12 zespołów, przez co różnice w tabeli są zazwyczaj bardzo niewielkie i o czołowych lokatach decyduje kilka punktów różnicy. Sezon trwa więc dość krótko i składa się z niewielkiej liczby meczów. To powoduje, że liga jest specyficzna, bo każda strata punktów może być istotna w ostatecznym rozrachunku. Klub, w którym gram, czyli Al-Riffa, walczy w kraju o trofea i cieszę się, że mogę być w takim klubie, który ma cele i gra „o coś”.
Jaki masz plan na przyszłość, Džiugas? Myślisz nad pozostaniem w krajach arabskich na dłuższy czas czy zamierzasz w niedalekiej przyszłości wrócić do Europy?
Wciąż się nad tym zastanawiam, lecz biorę pod uwagę scenariusz, że ten lub kolejny sezon będzie moim ostatnim w karierze. Dojrzewam do tej decyzji od dłuższego czasu, mając na uwadze dobro rodziny. Niewykluczone, że zamieszkamy w zupełnie innym miejscu niż Bahrajn. Nie mam też takiego poczucia, że jako Litwin muszę koniecznie zakończyć karierę tam, gdzie wszystko się zaczęło. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość.
Wciąż prezentujesz dobrą dyspozycję, a w dodatku, jak na bramkarza, wciąż jesteś… młody.
Wiem, że golkiperzy potrafią rywalizować na wysokim poziomie nawet po przekroczeniu czterdziestki, ale ścieżka każdego z nas jest unikalna. Jestem niezwykle dumny z osiągnięć. Cieszę się, że udało mi się przeżyć wiele wspaniałych chwil w piłkarskim życiu i wspomnienia z kariery pozostaną ze mną na zawsze. Powoli jednak zbliżam się do momentu rozstania z futbolem, m.in. ze względu na planowane zmiany życiowe. Teraz w pełni koncentruję się na bieżących rozgrywkach. Dopóki wychodzę na boisko, chcę wycisnąć z tego jak najwięcej radości.
Džiugas, pozostaje mi więc życzyć Ci wszystkiego, co najlepsze w najbliższej przyszłości. Dziękuję za poświęcony czas i przybliżenie realiów nieco egzotycznej ligi Bahrajnu.
Dziękuję i pozdrawiam kibiców!











