Ellis Simms to piłkarz, który byłby całkowicie anonimowy dla polskiego kibica, gdyby nie fakt, że z jakiegoś powodu otrzymał polskie obywatelstwo. Tą rzeczą, która zmusiła go do starań na rzecz uzyskania polskiego obywatelstwa, jest ewentualna możliwość powołania do reprezentacji Polski. Nie jest on jednak piłkarzem, który robi to dlatego, że jego marzeniem jest gra dla Polski. Wynika to z tego, że w reprezentacji Anglii konkurencja jest na tyle spora, iż nie mieści się on w kadrze. Jeśli weźmiemy pod uwagę jego formę, wyjdzie nam, dlaczego tak usilnie stara się o powołanie do polskiej drużyny narodowej.
Reprezentacje narodowe mają w sobie coś, co przyciąga. Szczególnie jeśli mówimy o tych największych i najlepszych. Ich poziom oraz medialność powodują, że piłkarze, którzy mają korzenie z tych krajów, robią wszystko, co tylko w ich mocy, aby reprezentować kraj swoich przodków. W Polsce też mamy przykłady takich zawodników, którzy reprezentują nasz kraj, mimo że wywodzą się z innego państwa. Wcześniej reprezentację Polski reprezentowali piłkarze z innych krajów, tacy jak: Roger Guerreiro, Ludovic Obraniak, Emmanuel Olisadebe czy choćby Matty Cash.
W ostatnich czasach trend ten zaczął przeobrażać się w coś, co nie do końca jest zgodne z godnym reprezentowaniem danego kraju. Część piłkarzy, kiedy uświadamia sobie, że nie ma szans na uzyskanie powołania do swojej kadry narodowej, szuka różnych sposobów na występy reprezentacyjne. Ellis Simms jest przykładem piłkarza, którego występy nie są na tyle wybitne, by mógł reprezentować swój kraj. Dlatego postanowił poszperać w swoim drzewie genealogicznym, wystosował wniosek o wydanie polskiego obywatelstwa i je otrzymał.
Kim jest Ellis Simms?
Ellis Simms urodził się w 2001 roku w Oldham. Jest synem Polki, która wyemigrowała do Zjednoczonego Królestwa. W młodości reprezentował barwy Blackburn Rovers oraz Manchesteru City, skąd wypłynął na szerokie wody i już w wieku 16 lat związał się umową z Evertonem. Pierwszy kontakt z profesjonalnym futbolem miał w 2021 roku, kiedy to na wypożyczeniu w Blackpool zadebiutował w meczu Pucharu Anglii przeciwko Brighton. Tydzień później zadebiutował w lidze i ponownie jako zmiennik w swoim drugim meczu dla Blackpool zdobył gola.
Kolejne lata to kolejne wypożyczenia Simmsa. Anglik o jamajskich korzeniach reprezentował w swojej karierze barwy Sunderlandu, Heart of Midlothian oraz Coventry. Ważne do podkreślenia jest to, że w tym ostatnim klubie, do którego przeszedł z Evertonu w 2023 roku w transferze definitywnym, Simmsowi idzie literalnie najlepiej. W sezonie 25/26 zdobył wraz ze swoim klubem mistrzostwo Championship, a także został wybrany najlepszym zawodnikiem miesiąca Championship. Sam zawodnik zdobył w tym sezonie 13 goli, zajmując czołowe miejsce w klasyfikacji strzelców drugiej ligi angielskiej.
Słaba forma oznacza brak powołania?
Jedno można o Simmsie powiedzieć. Nie jest w najlepszej formie. W obecnym sezonie pojawił się na boisku zaledwie pięć razy, w tym cztery razy w Premier League. W tym czasie zdążył wpisać się na listę strzelców zaledwie jeden raz. Nie może to jednak dziwić. Piłkarz miał w swojej karierze problemy z regularnością i ustabilizowaniem swojej formy. Jeśli tylko spojrzymy na jego tabelę strzelecką, wyjdzie nam dosyć klarowny obraz tego, jakim jest napastnikiem. Często bywa u niego tak, że po dobrym sezonie przychodzi posucha strzelecka i z golami bywa u niego krucho.
W tym sezonie spędził na boisku 149 minut we wszystkich rozgrywkach, w tym 117 w Premier League. Sporą część tych minut stanowią te, które zdobył w potyczce z Arsenalem, gdzie cała drużyna Coventry zawiodła i poległa 3:0.
Dlaczego więc taki zawodnik miałby zostać powołany? Nic poza sporadycznym występowaniem w najlepszej lidze świata nie działa na jego korzyść. Rozczarowujące występy, brak regularności i problem z wywalczeniem sobie składu w beniaminku Premier League nie działają na jego korzyść. Przecież choćby patrząc na Karola Świderskiego, można zauważyć dużo podobieństw. Mimo że są to dwa inne rodzaje napastników, symbolizuje ich podobna sekwencja zdarzeń. Słaba forma, brak regularności to coś, co w ostatnim czasie charakteryzowało Świderskiego, mimo że w ostatnim czasie zdołał zdobyć dwa gole w krótkim odstępie czasu.
Subiektywna ocena powołania dla napastnika
Przyjrzymy się tej sytuacji pod kątem publicystycznym i wyłącznie subiektywnym. Mam wrażenie, że zawodnicy zza granicy nie do końca rozumieją, czym jest reprezentacja. Nie jest to bowiem klub, który można zmieniać jak rękawiczki. Reprezentacja to również nie miejsce, gdzie można pójść na wypożyczenie, by się odbudować po słabym sezonie. Jest to drużyna, która, jak sama nazwa wskazuje, reprezentuje kraj. Jest najwyższą formą gratyfikacji i wyróżnienia dla piłkarza. To w drużynie narodowej powinien pokazywać swoje najlepsze oblicze. Jak to wygląda w praktyce u naszych reprezentantów z pokazywaniem najlepszej formy, każdy kibic wie.
Przejdźmy jednak do meritum. Ellis Simms podobnie jak Matty Cash przypomniał sobie o reprezentacji Polski w momencie, kiedy zdał sobie sprawę, że w Anglii nie będzie mu dane zagrać, a zaraz może być za późno, by móc przywdziewać koszulkę narodową. O ile przy powołaniu Mattiego Casha decyzja mogła bronić się aspektem sportowym, ponieważ Cash to zawodnik grający w topowym klubie w Anglii, o tyle jeśli chodzi o Simmsa, tutaj nie broni się kompletnie nic. Brak formy to coś, co możemy znaleźć również u naszych reprezentantów, i nie musimy patrzeć w kierunku „wynalazków” z innych krajów, którzy kadrę traktują niszowo.
Czy powinniśmy go rozpatrzyć?
I tutaj przechodzimy do sedna tej opinii. Czy reprezentacja Polski powinna być swego rodzaju zbieraniną piłkarzy, którzy odbili się od swoich lepszych kadr narodowych? Oczywiście, że nie. Nie ma na to zgody mojej ani żadnej innej. Problem jednak w tym, czym dysponujemy jako reprezentacja w ataku. Chodzi o to, że w formacji ofensywnej oprócz Lewandowskiego nie ma nikogo, kto mógłby pochwalić się seryjnym zdobywaniem goli w topowej lidze. Przykład Świderskiego już opisałem, przejdźmy dalej. Żukowski to piłkarz, który owszem może pokazywać szybkość, siłę i grę tyłem do bramki, jednak kolejnych opcji z świecą przyjdzie nam szukać. Swoją drogą sam Żukowski boryka się teraz z urazem i prawdopodobnie nie znajdzie się w gronie powołanych na listopadowe mecze.
Adam Buksa kompletnie zniknął w Hiszpanii, o sytuacji Arkadiusza Milika lepiej nie wspominać. Karol Czubak z jakichś niewytłumaczalnych powodów nie cieszy się uznaniem Jana Urbana. Powodów i problemów w ataku reprezentacji Polski można by znaleźć bez liku. Jednak czy powinniśmy kompletnie zamykać się na postać Simmsa? Oczywiście, że nie. Sęk w tym, że skoro sam zainteresowany otrzymał polskie obywatelstwo, to grzechem byłoby nie sprawdzić takiego piłkarza. Problemem pozostają motywacje zawodnika, jakie za tym przemawiają. To odrębna para kaloszy.
Poszukiwany profil napastnika
Powołanie Ellisa Simmsa do reprezentacji Polski mogłoby wnieść do drużyny zupełnie inny profil napastnika i zwiększyć możliwości selekcjonera w budowaniu ofensywy. Zawodnik wyróżnia się warunkami fizycznymi, siłą oraz umiejętnością utrzymywania piłki pod presją rywala. Dzięki temu mógłby pełnić rolę klasycznej dziewiątki, która potrafi przyjąć dłuższe podanie, zastawić się przed obrońcą i poczekać na wsparcie kolegów z zespołu. Takie rozwiązanie byłoby szczególnie przydatne w spotkaniach, w których Polacy mieliby problemy z wyprowadzeniem piłki od własnej bramki lub musieliby ominąć wysoki pressing przeciwnika.
Atutem Simmsa jest jednak nie tylko gra tyłem do bramki. Anglik dobrze odnajduje się w polu karnym, potrafi wykorzystywać przestrzeń za plecami obrońców i dynamicznie reagować na podania prostopadłe. Co istotne, jego warunki fizyczne nie ograniczają mobilności. Potrafi szybko ruszyć do piłki, a w sytuacjach strzeleckich nie potrzebuje wielu kontaktów, by zakończyć akcję. Umiejętność wykańczania sytuacji zarówno prawą, jak i lewą nogą sprawia, że byłby trudniejszy do przewidzenia dla defensywy rywali.
Jego styl gry mógłby dobrze współgrać z innymi reprezentantami Polski, szczególnie z zawodnikami dysponującymi dobrym ostatnim podaniem. Simms mógłby wykorzystać kreatywność Piotra Zielińskiego, który potrafi posyłać piłki między liniami i uruchamiać napastników wbiegających za obronę. Z kolei obecność silnego napastnika w polu karnym dawałaby dodatkowe możliwości Sebastianowi Szymańskiemu, zwłaszcza przy dośrodkowaniach i szybkich kombinacjach w pobliżu szesnastki. Simms mógłby również stworzyć więcej przestrzeni dla skrzydłowych, takich jak Nicola Zalewski, ponieważ skupienie uwagi stoperów na wysokim i silnym napastniku ułatwiałoby im wchodzenie w pole karne.
***
Interesująco mogłaby wyglądać także jego współpraca z Robertem Lewandowskim. Dwóch napastników o różnych charakterystykach mogłoby wzajemnie uzupełniać swoje zadania. Simms, dzięki sile i umiejętności utrzymywania piłki, mógłby absorbować uwagę środkowych obrońców, podczas gdy Lewandowski otrzymywałby więcej swobody w szukaniu wolnych przestrzeni i wykańczaniu akcji. Nie oznacza to oczywiście, że taki duet automatycznie zagwarantowałby skuteczność. Wymagałby odpowiedniego ustawienia oraz sprawdzenia, czy obaj zawodnicy potrafią dzielić się odpowiedzialnością za pressing i poruszanie się bez piłki.
Warto podkreślić, że Simms nie jest napastnikiem ograniczającym się wyłącznie do oczekiwania na ostatnie podanie. Potrafi pracować dla zespołu. Potrafi angażować obrońców i uczestniczyć w budowaniu akcji. To ważne w reprezentacji, gdzie ze względu na ograniczony czas wspólnych treningów liczy się umiejętność szybkiego odnalezienia się w określonych schematach. Jego doświadczenie z angielskich rozgrywek mogłoby stanowić dodatkowy atut.
Ewentualne powołanie Simmsa należałoby więc traktować przede wszystkim jako poszerzenie wachlarza możliwości ofensywnych reprezentacji Polski, z ważnym zastrzeżeniem, że jeśli nie będzie dysponował odpowiednią formą, to powinno się obyć bez powołania.










