Dwanaście długich lat czekają kibice Atletico na zwycięstwo nad lokalnym rywalem. Wynik dzisiejszych derbów Madrytu oznacza, że sympatycy „Los Colchoneros” poczekają na zwycięstwo jeszcze co najmniej pół roku. Real bowiem po świetnej grze wywiózł z Vicente Calderon trzy punkty.

Real rozpoczął mecz nieco (wydawałoby się) zachowawczo, z trzema piwotami, Khedirą, Lassem i Xabim, co sam Jose Mourinho tłumaczył zmęczeniem drużyny po niedawnej batalii Lyonem. Mecz rozpoczął się od naporu Atletico i natychmiastowej kontry gości, popisowo przeprowadzonej przez Marcelo i w popisowy sposób zniweczonej przez fatalny strzał Karima Benzemy. W 5. minucie potężnie, acz wprost w Davida De Geę, który miał niemałe problemy ze złapaniem piłki, strzelał z rzutu wolnego Cristiano Ronaldo. Chwilę później, po podaniu Karima Benzemy, na prawym skrzydle znalazł się Sami Khedira i podjął dobrą decyzję o strzale i zważywszy na okoliczności (Niemiec wzięty w kleszcze przez stoperów), kopnięcie wyszło mu nie najgorzej. Piłkę jednak złapał De Gea. W 11. minucie kapitalną akcją popisał się Lass Diarra, który niczym torpeda mijał kolejnych zawodników gospodarzy, a będąc już przed samym bramkarzem, niedokładnie zagrał do Samego Khediry. Po chwili Niemiec dopadł do piłki i świetnie podał ją do wybiegającego Benzemy, który mimo asysty dwóch obrońców, spokojną podcinką wyprowadził „Los Blancos” na prowadzenie. 0:1 na Calderon!

W kolejnych minutach Atletico próbowało wysokiego pressingu na Realu, a kiedy przynosił on skutek, z niezłej strony pokazywali się Filipe i Reyes, jednak obrońcy Realu byli na tyle dobrze dysponowani (wszyscy, bez wyjątku!), że większego zagrożenia pod bramką Casillasa nie było. Takowe pojawiło się w 21. minucie, kiedy nieco niefrasobliwie piłkę stracił Oezil, ta szybko trafiła do Aguero, który z kolei płasko uderzył na krótki słupek. Tylko interwencja Casillasa uchroniła Real przed utratą gola. Identycznie było chwilę później, po rzucie rożnym, kiedy groźnie głową strzelał Godin. Napór Atletico trwał dalej, a w 23. minucie kolejną sytuację miał Aguero, który balansem ciała łatwo zgubił Pepe i mocno uderzył na bramkę. Ponownie górą „Święty z Mostoles”. Goście mogli odpowiedzieć za sprawą świetnego podania Marcelo, którego jednak nie zdołał zamknąć Ronaldo. Mecz coraz bardziej zaczął przypominać klasyczną wymianę ciosów, z tym że trzeba przyznać, że Atletico wyprowadzało je z większą częstotliwością. Po raz kolejny mógł się o tym przekonać Iker Casillas, który w 28. minucie wybronił bombę Reyesa, który zabrał w narożniku pola karnego piłkę Xabiemu.












