Węgrzy są na fali. Mogą być zaskoczeniem eliminacji


W ostatnich miesiącach Węgry stały się bardzo wymagającym przeciwnikiem

25 marca 2021 Węgrzy są na fali. Mogą być zaskoczeniem eliminacji
nb1.hu

Węgrzy z pewnością byli jednym z największych objawień ubiegłego roku. Po barażach drugi raz z rzędu udało im się awansować do mistrzostw Europy, a ponadto wygrali niezwykle trudną grupę Ligi Narodów. Podopieczni włoskiego szkoleniowca Marco Rossiego przede wszystkim uwierzyli w swoje własne możliwości, dlatego nie czują respektu nawet przed silniejszymi rywalami.


Udostępnij na Udostępnij na

Od pewnego czasu węgierski futbol dynamicznie rozwija się na wszystkich możliwych polach. W ciągu kilku lat Węgrzy nadrobili między innymi zaległości w dziedzinie infrastruktury. Wysłużone stadiony pamiętające doskonale czasy komunistyczne zostały zastąpione przez nowoczesne obiekty. W czwartkowy wieczór przekonają się o tym zresztą polscy kibice, którzy będą mogli obejrzeć mecz rozgrywany na Puskas Arenie. Nowy stadion narodowy został otwarty w listopadzie 2019 roku i może pomieścić blisko 67 tysięcy widzów.

Coraz więcej pieniędzy mają do dyspozycji węgierskie kluby. Większe nakłady na futbol pojawiły się już ponad dekadę temu, a jednym z pierwszych symptomów zmian było właśnie zatrudnienie Paulo Sousy. Od tego czasu nad Balatonem pracowało kilku znanych zagranicznych szkoleniowców. Jeden z nich, Siergiej Rebrow, jesienią awansował z Ferencvarosem Budapeszt do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Jak widać, Węgrzy zaczęli radzić sobie lepiej nie tylko na niwie reprezentacyjnej.

Bez Szoboszlaia da się grać

Awans na poprzednie mistrzostwa Europy był zwieńczeniem kariery kilku zawodników, którzy przez lata stanowili o sile węgierskiej kadry. Najprawdopodobniej na wielki turniej nie pojedzie już także były kapitan reprezentacji Balazs Dzsudzsak. Były piłkarz PSV Eindhoven czy Anży Machaczkała wybrał powrót do drugoligowego Debreceni VSC, stąd od półtora roku próżno szukać jego nazwiska na liście kadrowiczów. Węgrzy zdają się jednak nie zaprzątać już sobie głowy losami swojego jeszcze niedawnego idola.

Na firmamencie zaświeciła bowiem nowa gwiazda. Jest nią oczywiście Dominik Szoboszlai, bohater jednego z najgłośniejszych zimowych transferów. Młody zawodnik, podobnie jak jego reprezentacja, po pierwszej fali koronawirusa zaczął grać zdecydowanie lepiej. Notował więc niesamowite statystyki w Red Bullu Salzburg, co zaowocowało przenosinami do RB Lipsk. Kibice nad Balatonem czekają więc na dalszy rozwój jego kariery.

Przynajmniej na razie muszą jednak uzbroić się w cierpliwość. Szoboszlai wciąż nie zadebiutował na boiskach niemieckiej Bundesligi z powodu kontuzji. Co najbardziej niepokojące, powrót do pełnej sprawności zajmie mu dłużej, niż się spodziewano. Początkowo Lipsk zapewniał, że pod koniec lutego będzie mógł już normalnie grać. Ostatecznie nadzieja Węgrów dopiero w maju wznowi normalne treningi.

Wartości Szoboszlaia nie można w żaden sposób deprecjonować. Jednocześnie nie ma on wciąż tak bogatego doświadczenia reprezentacyjnego, aby kadra była od niego uzależniona. Zadebiutował w niej przed dwoma laty, rozgrywając od tamtego czasu w sumie 12 spotkań. To jego bramka zadecydowała o wygranej w play-offach z Islandią, tym niemniej jesienią nie zagrał w połowie spotkań kadry. Bez niego udało się jednak osiągnąć wspomniane sukcesy.

Węgrzy uwielbiają selekcjonera

Co więcej, Węgrzy awansowali na tegoroczne Euro mimo nieobecności swojego selekcjonera. Rossi nie mógł zasiąść na ławce w meczu z Islandią z powodu pozytywnego testu na obecność koronawirusa. Najbliżsi współpracownicy Włocha, a przede wszystkim sami piłkarze doskonale wiedzieli jednak, co mają robić. Dodatkowo Rossi cały czas utrzymywał łączność ze swoimi asystentami, stąd sprzed telewizora mógł przekazywać im swoje uwagi.

Jesienne sukcesy tylko umocniły pozycję włoskiego trenera w węgierskim futbolu. Warto bowiem podkreślić, że Rossi związany jest z Węgrami od 2012 roku. Do 2017 roku, nie wliczając kilkumiesięcznej przerwy, był trenerem Honvedu Budapeszt. Na koniec swojej pracy z tym klubem zdobył zresztą sensacyjne mistrzostwo kraju. Ostatni rok przed objęciem kadry prowadził zaś DAC Dunajska Streda, czyli klub mniejszości węgierskiej na Słowacji.

W czerwcu 2018 roku działacze Węgierskiego Związku Piłki Nożnej (MLSZ) właściwie nie mieli wyjścia. Po nieudanej końcówce pracy Bernda Storcka i farsie z udziałem Georgesa Leekensa musieli wsłuchać się w głos kibiców. Ci nie mieli zaś wątpliwości, że najlepszym wyborem będzie właśnie Rossi. Szkoleniowiec mający za sobą sukcesy w węgierskiej piłce, a przede wszystkim doskonale znający tamtejsze realia.

Dzsudzsak czy znany z polskich boisk Tamas Kadar zapewne mają odrębne zdanie, ale obecni kadrowicze nie szczędzą Rossiemu pochwał. Uważają go za świetnego szkoleniowca, który potrafi budować uczciwe relacje ze swoimi podopiecznymi, a także jest profesjonalistą w każdym calu. Węgrzy cenią także Włocha za skierowane do nich liczne gesty. Niedawno Rossi pochwalił się choćby nauką języka węgierskiego.

„Gulaszpressing”

Jedno mistrzostwo zdobyte z Honvedem na pierwszy rzut oka nie jest osiągnięciem powalającym na kolana. Na Węgrzech przed prawie czterema laty była to jednak spora sensacja. Rossi nie miał łatwej pracy z ekscentrycznym właścicielem stołecznego klubu, który sukcesywnie przykręcał kurek z pieniędzmi. Z tego zresztą powodu w dniu zdobycia tytułu Włoch oficjalnie ogłosił koniec swojej przygody z zespołem z dzielnicy Kispest.

W trakcie kadencji Rossiego właściwie nie było mowy o jakichkolwiek gotówkowych transferach. Włoch musiał więc szukać zawodników albo wśród swoich rodaków, albo też czekać na wartościowych piłkarzy dostępnych za darmo. Najczęściej jednak kadrowe braki łatał zawodnikami z klubowej akademii. Rossi nie bał się więc stawiać na młodzież, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że Honved ma jedną z najlepszych szkółek na Węgrzech.

Do dzisiaj szkoleniowiec korzysta zresztą ze swoich byłych podopiecznych. Jednym z ulubieńców Rossiego jest Filip Holender, obecnie piłkarz Partizana Belgrad, wprowadzany przez Włocha do dorosłej piłki. W reprezentacji prowadzonej przez Włocha debiutowali także inni jego byli podopieczni z Honvedu. Wśród nich najwięcej spotkań rozegrali obrońca Botond Barath i pomocnik Daniel Gazdag.

W ubiegłym roku Rossi dokonał zmian w taktyce kadry. Postawił mianowicie na sprawdzone rozwiązania z Honvedu. Właściwie pewne jest, że Węgrzy wyjdą na mecz z Polakami w ustawieniu z trzema stoperami i dwoma wahadłowymi. Od pierwszej minuty będą próbować agresywnie atakować, a także zastosują wysoki pressing. Włoch z przymrużeniem oka nazwał zresztą swoją taktykę „gulaszpressingiem”.

Czym postraszą Węgrzy?

Niezwykle ważna jest nie tylko modyfikacja dotychczasowej taktyki. Węgrzy przede wszystkim zmienili swoją mentalność. Dotychczas niełatwo grało im się z mocniejszymi rywalami, a za nielicznymi zwycięstwami w takich pojedynkach stała spora doza szczęścia. Węgierscy piłkarze często sami spychali siebie do defensywy, jednak teraz nie ma po tym śladu. Rossi potrafi odpowiednio umotywować zawodników i pomaga im uwierzyć we własne umiejętności.

Dodatkowo Węgrzy wykorzystują swoje wysokie umiejętności techniczne, a także swoje pozostałe atuty, będące wręcz ich znakami rozpoznawczymi. Pomimo braku Szoboszlaia niezwykle groźne będą więc rzuty wolne, bo z podobną precyzją potrafi uderzyć Zsolt Kalmar z DAC. Praktycznie wszyscy ofensywni gracze mogą zaskoczyć bramkarza reprezentacji Polski atomowymi uderzeniami z dystansu.

Tak naprawdę trudno przewidzieć, jak będzie spisywać się atak Węgrów. Adam Szalai z 1. FSV Mainz 05 jest kapitanem kadry i faworytem Rossiego, tym niemniej, nawet występując regularnie w klubie, ma spore wahania formy w samej reprezentacji. W przypadku gry dwoma napastnikami za jego plecami będzie operował Roland Sallai, który rozgrywa bardzo dobry sezon w barwach Freiburga.

Najsłabszym punktem węgierskiej reprezentacji jest defensywa. Peter Gulacsi w kadrze jest bardzo nierówny i często popełnia wręcz szkolne błędy. Węgrzy są dobrze zorganizowani w obronie, ale tylko w przypadku powrotu całego zespołu na własną połowę. Na dodatek wyraźnie brakuje im przynajmniej solidnych zawodników na lewej stronie. Sporym osłabieniem będzie brak Holendra, który w Partizanie występuje na szpicy, natomiast w kadrze gra na pozycji lewego wahadłowego.

***

Reprezentacji Węgier mimo jej ubiegłorocznych sukcesów nie można idealizować. Wciąż w jej grze można dostrzec wiele mankamentów, które są maskowane agresywnymi atakami i dużym zaangażowaniem jej zawodników. W Budapeszcie może tak naprawdę wydarzyć się wszystko. Węgrzy są na wyraźnej fali wznoszącej, co jednak nie oznacza, że są drużyną nie do pokonania nawet na własnym boisku.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze