Ferencvaros Budapeszt z pewnością ma za sobą doskonały rok. Zespół zdobył mistrzostwo Węgier, awansował niespodziewanie do fazy grupowej Ligi Mistrzów, a także zakończył rundę jesienną bez żadnej porażki. Trzeba jednak otwarcie przyznać, że pozostałe drużyny OTP Bank Ligi nie zawiesiły mu poprzeczki zbyt wysoko.
Pandemia koronawirusa nie sparaliżowała węgierskich rozgrywek. Kilku zespołom sprawiła jednak spore kłopoty. Na początku zakażenia zdziesiątkowały Puskas Akademię Felcsut, na dodatek gdy pierwszy raz w historii wystąpiła w europejskich pucharach. Niedługo potem do swoich drużyn juniorskich musiała sięgnąć drużyna Paksi FC. W połowie rundy problemy dotknęły Ujpest Budapeszt, który nie mógł korzystać z praktycznie całej kadry seniorów oraz sztabu szkoleniowego. Pod koniec tegorocznych zmagań skutki COVID-19 mocno odczuł także stołeczny Honved.
Postępowanie Węgierskiego Związku Piłki Nożnej (MLSZ) w tej sprawie wzbudziło sporo kontrowersji. Na początku sezonu federacja przełożyła bowiem spotkania Puskas Akademii, ale później nie była już równie wyrozumiała. Boleśnie odczuł to zwłaszcza Ujpest. Na początku próbował łatać dziury swoimi juniorami, ale ostatecznie oni również zostali zakażeni. Stołeczny zespół za odmowę wyjazdu na mecz z Diosgyori VTK Miszkolc został więc ukarany walkowerem. Drużyna gospodarzy nie zgodziła się bowiem na przełożenie spotkania, idąc zresztą śladem MTK Budapeszt.
Ferencvaros bez porażki
Pozostałe kluby nie miały jednak aż takich problemów. Zakażenia koronawirusem były pojedyncze i nie wpływały mocniej na terminarz rozgrywek. Jednym z zespołów niemających kłopotów z powodu koronawirusa był Ferencvaros. Aktualny mistrz Węgier zaskoczył świetną postawą w eliminacjach do fazy grupowej LM, wygrywając między innymi z Dinamem Zagrzeb i Celtikiem Glasgow. Co prawda zajął ostatecznie ostatnie miejsce w grupie, ale musiał rywalizować z FC Barcelona, Juventusem Turyn i Dynamem Kijów. W niektórych spotkaniach „Fradi” mogli zaprezentować się nieco lepiej, jednak wstydu na pewno nie przynieśli.
Na krajowym podwórku na podopiecznych Siergieja Rebrowa nie ma mocnych. Ferencvaros rozegrał w sumie czternaście z szesnastu ligowych spotkań (zaległości nadrobi na wiosnę), nie przegrał żadnego z nich. Co więcej, stołeczny zespół tylko dwukrotnie zremisował! Do tego dorobku należy zaliczyć także dwa wygrane spotkania w Pucharze Węgier, odniesione jednak w starciach z rywalami z niższych lig. Krajowy puchar nie należy zresztą do priorytetów najbardziej utytułowanego węgierskiego klubu.
Na korzyść „Fradich” z pewnością działa szeroka kadra. Zawodnicy zmęczeni rywalizacją w europejskich pucharach mogą złapać oddech, bo ich zmiennicy są w stanie ich godnie zastąpić. Wśród piłkarzy rezerwowych najlepsze wrażenie tej jesieni pozostawił po sobie Roko Baturina. 20-letni Chorwat pozyskany z Dinama Zagrzeb umie odnaleźć się w polu karnym, stąd może stanowić alternatywę dla Franka Boliego. Coraz lepiej powinien wyglądać także Robert Mak. 60-krotny reprezentant Słowacji zaliczył najwięcej ligowych asyst, choć został pozyskany dopiero pod koniec września i wracał do formy po dziewięciomiesięcznej przerwie.











