Arka Gdynia nie tak wyobrażała sobie powrót do ekstraklasy. Po pięciu latach spędzonych na jej zapleczu Gdynianie liczyli, że na dłużej zadomowią się w elicie. Jednak już od startu sezonu wiele wskazywało na to, że drużyna z Trójmiasta będzie jednym z głównych kandydatów do spadku. Kibicom Arki nadzieję dawały mecze domowe, w których „Żółto-niebiescy” spisywali się aż nadto dobrze. Wszystko zaprzepaszczały jednak wyjazdy, w których arkowcy prezentowali się fatalnie i przegrywali mecz za meczem. Ten sezon Arki naznaczony był słabymi transferami, a co za tym idzie – słabą kadrą, która nie była na poziomie ekstraklasy. Karygodna postawa w meczach wyjazdowych, mało strzelonych i dużo straconych bramek – to wszystko złożyło się na bardzo szybki powrót Gdynian do 1. ligi.
Czy Arka Gdynia mogła uniknąć spadku?
Historia Arki w ekstraklasie jest taka, że zazwyczaj jak w niej gra, to heroicznie musi bronić się przed spadkiem. Ten sezon od samego początku zapowiadał się bardzo podobnie. Kibice w Gdyni raczej nie liczyli na nic więcej niż utrzymanie się w lidze. Arka dawała swoim kibicom nadzieję bardzo dobrymi wynikami u siebie. Często były to rezultaty ponad stan, jak np. wygrany 3:1 mecz z Lechem Poznań. Wszystko jednak psuły wyjazdy, na których „Żółto-niebiescy” zupełnie nie przypominali drużyny z meczów w Gdyni. Porażka za porażką, i to w beznadziejnym stylu i w dużym wymiarze. 1:4 z „Gieksą”, 0:4 z Zagłębiem i Jagiellonią czy 1:5 z Górnikiem Zabrze. Arka pod wodzą Dawida Szwargi miała słynąć z żelaznej defensywy, a w wielu meczach rozsypywała się jak domek z kart.
Paradoksalnie, mimo tych fatalnych wyjazdów, Arka i tak miała spore szanse, aby jednak utrzymać się w lidze. Gdynianie mogą sobie pluć w brodę za to, że chociażby w meczu z Legią stracili dwie bramki w doliczonym czasie gry. Podobna sytuacja miała miejsce w derbach, w których arkowcy prowadzili przecież 2:0. Oba te spotkania zakończyły się remisami, przez co „Żółto-niebiescy” stracili cztery punkty. Zresztą ostatni domowy mecz w tym sezonie także miał zbliżoną historię. Arka do 74. minuty prowadziła z Termalicą 2:1, aby ostatecznie przegrać 2:3. Był to bardzo specyficzny sezon, ale jak widać, nawet zdobywając zaledwie sześć punktów na wyjazdach przez cały sezon, można było się utrzymać.
Kto zawinił?
Pewnie trudno wskazać jedną osobę czy jeden aspekt, przez który Arka Gdynia spadła z ekstraklasy. Można jednak pochylić się nad niektórymi sprawami i spróbować dostrzec, gdzie leżał największy problem. Wydaje się, że największe rezerwy były u władz klubu. Dawid Szwarga tuż po awansie do ekstraklasy przestrzegał, że jeśli Arka nie zrobi kroku na przód w każdym aspekcie, to jej przygoda z najwyższą ligą potrwa bardzo krótko. Niestety dla Gdynian miał rację i ziściło się to, co Dawid Szwarga mówił przed rokiem. „Żółto-niebiescy” spędzili pięć lat w 1. lidze i w tym czasie najwidoczniej ekstraklasa im trochę odjechała. Można więc mieć pewne zastrzeżenia do prezesa Pertkiewicza, który jest głową i frontmanem Arki.











