Słodko-gorzki sezon Legii dobiega końca


Legia Warszawa kończy sezon po wielu traumatycznych momentach. Zobaczmy, jak wyglądały te rozgrywki w pełni

29 maja 2026 Słodko-gorzki sezon Legii dobiega końca
Dariusz Skorupiński

23 maja zakończył się sezon 2025/2026 najlepszej ligi świata. Na tapet bierzemy Legię Warszawa, która rozgrywki może odbierać na różne sposoby. Kibice stołecznej drużyny w zimowej przerwie przeżywali trudne chwile, mierząc się z wizją spadku do Betclic 1. Ligi. W kryzysowym momencie do drużyny przyszedł Marek Papszun i całkowicie odmienił drużynę. Legia zdobyła 30 punktów w 16 spotkaniach, co – biorąc pod uwagę, jak płaska była tabela – okazało się wynikiem prawie dającym europejskie puchary. Podsumujmy sobie ten pełen emocji sezon.


Udostępnij na Udostępnij na

Okropny początek

Edward Iordanescu był trenerem, który rozpoczął ten sezon z Legią. Początki były wyśmienite, wygrany Superpuchar Polski, awans do Ligi Konferencji oraz dobre wyniki w PKO Ekstraklasie. Z czasem jednak sytuacja zaczęła się zmieniać i pojawiało się wiele porażek, kontrowersyjne wypowiedzi piłkarzy, którzy wyglądali na kompletnie zagubionych oraz brak jakiejkolwiek wizji na grę. To wszystko spowodowało zwolnienie Rumuna po 26 spotkaniach, po których odniósł 11 zwycięstw, sześć remisów i siedem porażek. Jako strażak drużynę ratować przyszedł ówczesny asystent trenera, Inaki Astiz. Jak się okazało, był to wybór nietrafiony, gdyż Hiszpan podczas swojej przygody z drużyną, która trwała zaledwie 10 spotkań, zdołał sześć z nich przegrać, trzy zremisować, a zwyciężyć zaledwie jedno. W taki sposób Legia Warszawa przerwę zimową spędziła w strefie spadkowej oraz poza europejskimi pucharami, z których zdążyła odpaść.

Artur Kraszewski / PressFocus

Czas na zmiany

19 marca Marek Papszun podpisał kontrakt z Legią Warszawą, dając tym samym ogromne nadzieje kibicom. Porzucił Raków Częstochowa grający w Europie oraz bijący się o mistrzostwo Polski na rzecz rozklekotanej warszawskiej Legii. Od pierwszego dnia doszło do wielu zmian, z klubem pożegnali się Noah Weisshaupt, Marco Burch oraz Steve Kapuadi. Natomiast Rafał Adamski trafił na Łazienkowską, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Z kolejki na kolejkę styl gry „Wojskowych” wyglądał lepiej, a punktów w tabeli ciągle przybywało. Ostatecznie do końca sezonu Legia za kadencji Marka Papszuna zdobyła 30 punktów w 16 meczach, co jest świetnym wynikiem, co dało szansę walki o europejskie puchary.

Jak się ostatecznie okazało, radość kibiców byłą pochopna, gdyż GKS Katowice zdołał strzelić gola wyrównującego, tym samym wypychając Legię z pucharów. Taki zwrot akcji pozostawia słodko-gorzki smak po tym sezonie – ponieważ gdy polski trener przejmował klub z Łazienkowskiej, głównym celem było utrzymanie, co udało się zapewnić w wielkim stylu, zajmując 6. miejsce w lidze. Lecz apetyt rośnie w miarę jedzenia i z biegiem czasu w Warszawie zaczęto marzyć o Europie, co okazało się przesadą.

Nieudane wzmocnienia

Legia w lecie dokonała 10 transferów i każdy z nich wyglądał na papierze na świetny. Ostatecznie trudno mówić w superlatywach o którymkolwiek z nich.

Kacper Urbański

Sensacja Euro 2024 dołączyła do Legii z Bolognii za zaledwie 700 tysięcy euro, co wydawało się być promocją za zawodnika tej klasy. Jak się okazało w dalszej części sezonu, Kacper całkowicie przepadł w PKO Ekstraklasie. Polak nie wnosił do drużyny liczb, nie kreował gry i wyglądał jak cień zawodnika, jakiego pamiętaliśmy z kadry. Ostatecznie sezon skończył z 28 spotkaniami, w których zdobył jedną bramkę i dwie asysty. Przyszłość 21-latka jest nieznana, gdyż mimo kontraktu ze stołeczną drużyną to trudno wyobrazić sobie w niej jego miejsce.

Piotr Matusewicz / PressFocus

Mileta Rajović

Tego nazwiska nie trzeba przedstawiać żadnemu kibicowi PKO Ekstraklasy. Duńczyk trafił do klubu za rekordowe 3 miliony euro i okazał się kompletnym flopem. 41 spotkań i dziewięć strzelonych bramek to wynik śmieszny, biorąc pod uwagę liczbę sytuacji. W internecie krążą klipy, w których widać wszystkie stuprocentowe sytuacje zmarnowane przez 26-latka. W jego grze oprócz liczb brakowało także ustawiania się, gry z obrońcą na plecach oraz wszystkich innych cech, jakie powinien posiadać napastnik jego gabarytów. Tak jak w przypadku Urbańskiego, trudno wyobrazić sobie jego przyszłość w drużynie, o czym świadczyć może ściągniecie Rafała Adamskiego w zimę oraz prowadzone rozmowy z Łukaszem Zjawińskim.

Legia Warszawa/ Mateusz Kostrzewa

Antionio Colak

Kolejny napastnik na tej liście, który zawiódł w sezonie. W przypadku Chorwata mamy jednak sytuację lepszą, gdyż Colak do drużyny przychodził za darmo i miewał kilka momentów, kiedy zdobywał kluczowe gole. Dzięki niemu udało się zwyciężyć z Lechią w Gdańsku oraz zdobyć punkt w Gdyni z Arką, co okazało się kluczowe. 32-latek zmagał się także z urazami, które pozwoliły mu na zagranie jedynie w 20 spotkań, gdzie zdobył cztery bramki w walce o najwyższe cele.

Ernal Krasniqi

Kosowianin trafił do Legii na wypożyczenie ze Sparty Praga i nie pokazywał umiejętności, które pasowałyby do skrzydłowego. Brak dryblingu, szybkości i lepszego wykończenia nie pomagały mu dostawać szansy. Jego liczby pozostawiają wiele do życzenia, gdyż ostatecznie zakończył sezon z 31 spotkaniami, dwoma golami i dwiema asystami, co jak  na zawodnika tej klasy jest niskim wynikiem. 27-latek wraca już do Czech i kończy polską przygodę, której nie będzie raczej zbyt ciepło wspominał.

Inni

Do klubu trafili także Kamil Piątkowski, Damian Szymański, Petar Stojanović, Arkadiusz Reca oraz Henrique Arreiol i w zasadzie oprócz pierwszego z nich, trudno wymienić kilka pozytywnych cech. Każdego z nich albo nie było z powodu urazów, albo ich forma na boisku pozostawiała wiele do życzenia. Takie sytuacje doprowadziły właśnie Legię do miejsca, w którym była przez sporą część sezonu.

Co dalej?

Kibice Legii w sezon 2026/2027 wchodzić mogą pełni optymizmu. W klubie okres przygotowawczy przeprowadzi Marek Papszun i on sam będzie mógł budować kadrę. Cały sezon z takim menadżerem może zapowiadać sukcesy i szansę na pierwsze od sezonu 2020/2021 mistrzostwo Polski. „Wojskowi” nie grają w Europie, więc pełnia ich sił może być przeznaczona na polskie boiska. W składzie doszło już do kilku roszad. Z drużyną pożegnał się Juergen Elitim, Radovan Pankov, Patryk Kun oraz mała legenda klubu, czyli Kacper Tobiasz.

Do klubu natomiast zawitał Zoran Arsenić, doświadczony stoper pracował pięć lat z polskim trenerem w Rakowie. Przyjście Chorwata powinno ustabilizować defensywę i wprowadzić większy spokój w drużynie.

Zbigniew Harazim / zbyszkofoto.pl

Podsumowując, można stwierdzić, że Legia ma ogromny potencjał zaistnieć w przyszłym sezonie, lecz tak samo mówiliśmy i w tym roku. Wszystko zależy od zawodników oraz trenera, jak to wszystko zostanie poukładane.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze