Po zeszłotygodniowym potknięciu Barcelony oraz kapitalnym meczu Realu z Espanyolem twierdzenia, jakoby kwestia zwycięstwa w La Liga była już przesądzona, wydają się nieco mniej ostateczne. „Barca” ma co prawda wciąż pięć punktów przewagi nad „Los Blancos”, także do końca sezonu potykać się mogą równie dobrze jedni, jak i drudzy. Następna odsłona wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii już jutro.
Valencia CF – Real Sporting Gijon
Kolejkę otworzy mecz 3. drużyny tabeli z zespołem, który ostatnio napsuł tak wiele krwi wielkiej Barcelonie. Zważywszy na zmęczenie „Los Ches” spotkaniem w ramach Ligi Mistrzów, szanse drużyny z Gijon rosną.
Mesut Oezil i Sami Khedira, czyli dwaj z trzech hegemonów środka pola w Realu (fot. skysports.com)
Valencia pozostaje ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji. W sześciu ostatnich spotkaniach z możliwych 18 punktów pogubili zaledwie dwa, zrzucając z 3. pozycji rewelacyjny (acz w ostatnim czasie przeżywający sporą zadyszkę) Villarreal. Podopieczni Unaia Emery’ego bardzo dobrze zaprezentowali się również w Lidze Mistrzów, jednak niefrasobliwość pod bramką Neuera oraz indywidualny błąd Navarro spowodowały, że z Schalke Valencia wywalczyła zaledwie punkt. Na Mestalla pokazali jednakże momentami świetną, przyjemną dla oka grę. Nawet jeśli w spotkaniu z Gijon obejrzymy zaledwie część wtorkowej dyspozycji, „Los Ches” powinni wygrać to spotkanie.
Tym bardziej że, jak głosi porzekadło, nic dwa razy się nie zdarza. Mowa oczywiście o tak sensacyjnym rozstrzygnięciu, jakie miało miejsce w zeszłym tygodniu na El Molinon, gdzie dzięki trafieniu Barrala i świetnej dyspozycji Cuellara wielka Barcelona była zmuszona zostawić punkt. Osiągnięcie to, graczom Manolo Preciado, będzie szalenie trudno powtórzyć, tym bardziej że teraz czeka ich wyjazd. Nie ma zresztą już mowy o tym, by rywal ich zlekceważył, a chyba w pewnym stopniu miało to miejsce przed tygodniem. Szansą dla Sportingu jest z drugiej strony wspomniany wyżej mecz Valencii z Schalke, który kosztował podopiecznych Emery’ego sporo sił.
Real Madryt – Levante Walencja
W pogoni za kolejnymi punktami, które mogą przybliżyć do Barcelony, „Los Merengues” zmierzą się z potencjalnie słabszą z drużyn z Walencji – Levante. Po wydarzeniach z ostatniej kolejki, marzenia o mistrzostwie ponownie nabierają dla Realu REALnego kształtu.
Wobec wspominanego wyżej splotu wypadków, utraty punktów przez „Barcę” oraz pewnym zwycięstwie, po pięknym spotkaniu w wykonaniu Realu, dla „Los Blancos” otwiera się nowy rozdział. Zdobycie mistrzostwa przestaje być nierealnym marzeniem, a nabiera całkiem rzeczywistych kształtów, wystarczy bowiem, że Barcelona raz przegra lub dwukrotnie zremisuje, a Real będzie miał losy ostatecznego triumfu w swoich rękach. Sam jednak musi być już bezbłędny. Wobec czerwonej kartki Ikera Casillasa z Espanyolem, trwają spekulacje, kto stanie między słupkami. Podobno, mimo mniejszego od Jerzego Dudka doświadczenia, większe szanse daje się Antonio Adanowi.
Na kogokolwiek Jose Mourinho by nie postawił, będzie miał za zadanie wystrzegać się przede wszystkim Felipe Caicedo. Ekwadorski „Jaś Wędrowniczek” wreszcie bowiem znalazł zespół, w którym czuje się dobrze, jest skuteczny i to na nim (a także, w mniejszym stopniu Xavim Torresie i Xisco Munozie) opiera się gra ofensywna. Ciemnoskóry snajper ma już na koncie dziewięć goli, co stanowi sporo ponad 1/3 dorobku całego zespołu. Jego trafienie zapewniło zresztą trzy punkty w ostatnim spotkaniu Levante z Almerią. Graczy z Walencji stać na dobre wyniki (zwycięstwo z Villarrealem, Getafe, a także Realem, nie tak dawno w Copa del Rey), jednak w obecnej sytuacji nie polecam na nich stawiać.
Villarreal CF – Malaga CF
„Żółta Łódź Podwodna” będąca jeszcze niedawno rewelacją rozgrywek, spróbuje odzyskać utraconą niedawno formę w meczu z Malagą, w którą wpompowano ostatnio masę petrodolarów. Jej wyniki jednak absolutnie na kolana nie powalają.
Do odniesienia zwycięstwa z Athletikiem Bilbao konieczna jest dobra postawa Victora Valdesa. Ostatnio bywało z nią różnie (fot. as.com)
Podopieczni Carlosa Garrido w dwóch ostatnich spotkaniach zaprezentowali się w sposób po prostu kompromitujący. Nie chodzi tu nawet o styl gry, zniknęły gdzieś dobre wyniki. Dwie porażki z drużynami z ogona tabeli, jedna na Madrigal, druga na wyjeździe, świadczą, że z ekipą Garrido zdecydowanie jest coś nie tak. Kiepska dyspozycja w lidze spowodowała, że „Żółta Łódź Podwodna” spadła z podium tabeli, a gdyby nie wyjątkowa niefrasobliwość Athletiku Bilbao, realna byłaby również groźba wypadnięcia poza czołową czwórkę. W czwartek Villarreal ugrał bezbramkowy remis w ramach Ligi Europejskiej, na niezwykle trudnym terenie w Neapolu. Czy oznacza to początek odrodzenia?
Jeśli nie, trudno wyobrazić sobie lepszego rywala, na którym można odbić się od dna. Na nim ugrzęzła bowiem Malaga. Mimo strumienia gotówki (płynącego od niedawna do andaluzyjskiego miasta), zatrudnienia renomowanego (bo za takiego musi uchodzić Manuel Pellegrini) trenera, wyniki są równie słabe jak przed tymi zmianami. A nawet słabsze. Kibiców zgromadzonych na kameralnym stadionie La Roselada szczególnie musiała boleć odniesiona trzy tygodnie temu porażka z Realem Saragossa, który jest głównym rywalem w walce o utrzymanie. Od tej pory gracze Pellegriniego zanotowali dwa remisy z wyżej notowanymi Getafe i Sevillą. Może zatem wreszcie w drużynie Malagi coś drgnęło?
Osasuna Pampeluna – Espanyol Barcelona
Zespół z Nawarry pod wodzą nowego trenera spróbuje odebrać punkty drużynie z czołówki tabeli.
Niejeden zapewne się zastanawiał, jakie zwyczaje panują w Pampelunie, skoro zwalnia się tam trenera raptem dwa tygodnie po zwycięstwie nad Realem. W dodatku Jose Camacho to nie byle jaki szkoleniowiec, a stary ligowy wyjadacz, który na futbolu zjadł zęby. Przymykając oko na rezultat meczu z 21. kolejki, łatwo zdać sobie sprawę, jak nieciekawa jest sytuacja klubu z Nawarry. Trzy remisy w ośmiu meczach, a ostatnia wygrana odniesiona w… 13. serii. Ktoś zatem uznał, że formuła się wyczerpała i Osasuna, mimo jednorazowego wybryku, jakim było zwycięstwo z Realem, potrzebuje zmian. Nowym trenerem został Jose Mendilibar, a jego pierwszym zadaniem będzie ugranie punktów z mocnym Espanyolem.
Nie o „jakąś” zdobycz punktową, a z pewnością o pełną pulę zawalczą za to podopieczni Mauricio Pochettino. Ostatnia porażka z Realem nie spowodowała na szczęście powiększenia różnicy punktowej między „Los Pericos” a Athletikiem, dzięki temu, że Baskowie polegli na Majorce. Espanyol może zatem spokojnie wrócić na 5. miejsce w tabeli, jeśli tylko z „Lwami Baskonii” wygra… odwieczny rywal Biało-niebieskich, czyli Barcelona. Zwycięstwo z Osasuną trzeba będzie wywalczyć bez wytransferowanych do Włoch Didaca Villi i Victoria Ruiza. Mecz ten będzie ciekawy dla Fernando Corominasa, który jeszcze w poprzedniej rundzie przywdziewał koszulkę Espanyolu, a obecnie jest piłkarzem klubu z Nawarry.
FC Barcelona – Athletic Bilbao
Drużyna-ideał, na której ostatnio pojawiają się niepokojące rysy, podejmie na własnym stadionie nieobliczalnych, twardych zazwyczaj Basków, z których jednak niedawno uszło powietrze.
Gdyby ktoś był odcięty od świata i od piłkarskich wyników przez tydzień, zapewne nawet by nie przypuszczał, że Barcelona w dwóch ważnych meczach może zdobyć zaledwie punkt, stracić trzy bramki, strzelając dwie. Tak się jednak stało, najpierw „Blaugrana” z trudem wywalczyła remis ze Sportingiem Gijon, by w środę polec na Emirates z Arsenalem. W obydwu spotkaniach słabo zaprezentowała się defensywa „Barcy”, dla której zbawienny byłby powrót kontuzjowanego Carlesa Puyola. Tymczasem zawodnik zamiast trenować, wziął udział w kręceniu spotu reklamowego i o jego powrocie na boisko niewiele wiadomo. Zatem parę stoperów w meczu z Athletikiem będą zapewne stanowili Pique oraz Abidal.
Wiedząc już o zadyszce Barcelony, ale w dalszym ciągu nie znając pozostałych wyników ostatniego tygodnia, kibice „Blaugrany” zapewne lekko niepokoiliby się przed meczem z Athletikiem. Niepotrzebnie. Baskowie w spotkaniu z Mallorką zaprezentowali się tak bezbarwnie, że pozytywne wrażenie, które budowali przez cały poprzedni miesiąc, prysło jak bańka mydlana. Katastrofalnie w tym meczu wyglądała (szczególnie w pierwszej połowie) defensywa Athletiku, maltretowana przez trio Nsue – de Guzman – Webo, a wcale nie lepiej zaprezentowali się zawodnicy z przednich formacji. Może jednak oszczędzali siły przed prestiżowym spotkaniem na Camp Nou?
Jak co tydzień, zapraszamy do zapoznania się z audycją Pawła Zapały będącej podsumowaniem poprzedniej kolejki Primera Division.
Po zeszłotygodniowym potknięciu Barcelony oraz kapitalnym meczu Realu z Espanyolem twierdzenia, jakoby kwestia zwycięstwa w La Liga była już przesądzona, wydają się nieco mniej ostateczne. „Barca” ma co prawda wciąż pięć punktów przewagi nad „Los Blancos”, także do końca sezonu potykać się mogą równie dobrze jedni, jak i drudzy. Następna odsłona wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii już jutro.
Valencia CF – Real Sporting Gijon
Kolejkę otworzy mecz 3. drużyny tabeli z zespołem, który ostatnio napsuł tak wiele krwi wielkiej Barcelonie. Zważywszy na zmęczenie „Los Ches” spotkaniem w ramach Ligi Mistrzów, szanse drużyny z Gijon rosną.
Mesut Oezil i Sami Khedira, czyli dwaj z trzech hegemonów środka pola w Realu (fot. skysports.com)
Valencia pozostaje ostatnio w bardzo dobrej dyspozycji. W sześciu ostatnich spotkaniach z możliwych 18 punktów pogubili zaledwie dwa, zrzucając z 3. pozycji rewelacyjny (acz w ostatnim czasie przeżywający sporą zadyszkę) Villarreal. Podopieczni Unaia Emery’ego bardzo dobrze zaprezentowali się również w Lidze Mistrzów, jednak niefrasobliwość pod bramką Neuera oraz indywidualny błąd Navarro spowodowały, że z Schalke Valencia wywalczyła zaledwie punkt. Na Mestalla pokazali jednakże momentami świetną, przyjemną dla oka grę. Nawet jeśli w spotkaniu z Gijon obejrzymy zaledwie część wtorkowej dyspozycji, „Los Ches” powinni wygrać to spotkanie.
Tym bardziej że, jak głosi porzekadło, nic dwa razy się nie zdarza. Mowa oczywiście o tak sensacyjnym rozstrzygnięciu, jakie miało miejsce w zeszłym tygodniu na El Molinon, gdzie dzięki trafieniu Barrala i świetnej dyspozycji Cuellara wielka Barcelona była zmuszona zostawić punkt. Osiągnięcie to, graczom Manolo Preciado, będzie szalenie trudno powtórzyć, tym bardziej że teraz czeka ich wyjazd. Nie ma zresztą już mowy o tym, by rywal ich zlekceważył, a chyba w pewnym stopniu miało to miejsce przed tygodniem. Szansą dla Sportingu jest z drugiej strony wspomniany wyżej mecz Valencii z Schalke, który kosztował podopiecznych Emery’ego sporo sił.
Real Madryt – Levante Walencja
W pogoni za kolejnymi punktami, które mogą przybliżyć do Barcelony, „Los Merengues” zmierzą się z potencjalnie słabszą z drużyn z Walencji – Levante. Po wydarzeniach z ostatniej kolejki, marzenia o mistrzostwie ponownie nabierają dla Realu REALnego kształtu.
Wobec wspominanego wyżej splotu wypadków, utraty punktów przez „Barcę” oraz pewnym zwycięstwie, po pięknym spotkaniu w wykonaniu Realu, dla „Los Blancos” otwiera się nowy rozdział. Zdobycie mistrzostwa przestaje być nierealnym marzeniem, a nabiera całkiem rzeczywistych kształtów, wystarczy bowiem, że Barcelona raz przegra lub dwukrotnie zremisuje, a Real będzie miał losy ostatecznego triumfu w swoich rękach. Sam jednak musi być już bezbłędny. Wobec czerwonej kartki Ikera Casillasa z Espanyolem, trwają spekulacje, kto stanie między słupkami. Podobno, mimo mniejszego od Jerzego Dudka doświadczenia, większe szanse daje się Antonio Adanowi.
Na kogokolwiek Jose Mourinho by nie postawił, będzie miał za zadanie wystrzegać się przede wszystkim Felipe Caicedo. Ekwadorski „Jaś Wędrowniczek” wreszcie bowiem znalazł zespół, w którym czuje się dobrze, jest skuteczny i to na nim (a także, w mniejszym stopniu Xavim Torresie i Xisco Munozie) opiera się gra ofensywna. Ciemnoskóry snajper ma już na koncie dziewięć goli, co stanowi sporo ponad 1/3 dorobku całego zespołu. Jego trafienie zapewniło zresztą trzy punkty w ostatnim spotkaniu Levante z Almerią. Graczy z Walencji stać na dobre wyniki (zwycięstwo z Villarrealem, Getafe, a także Realem, nie tak dawno w Copa del Rey), jednak w obecnej sytuacji nie polecam na nich stawiać.
Villarreal CF – Malaga CF
„Żółta Łódź Podwodna” będąca jeszcze niedawno rewelacją rozgrywek, spróbuje odzyskać utraconą niedawno formę w meczu z Malagą, w którą wpompowano ostatnio masę petrodolarów. Jej wyniki jednak absolutnie na kolana nie powalają.
Do odniesienia zwycięstwa z Athletikiem Bilbao konieczna jest dobra postawa Victora Valdesa. Ostatnio bywało z nią różnie (fot. as.com)
Podopieczni Carlosa Garrido w dwóch ostatnich spotkaniach zaprezentowali się w sposób po prostu kompromitujący. Nie chodzi tu nawet o styl gry, zniknęły gdzieś dobre wyniki. Dwie porażki z drużynami z ogona tabeli, jedna na Madrigal, druga na wyjeździe, świadczą, że z ekipą Garrido zdecydowanie jest coś nie tak. Kiepska dyspozycja w lidze spowodowała, że „Żółta Łódź Podwodna” spadła z podium tabeli, a gdyby nie wyjątkowa niefrasobliwość Athletiku Bilbao, realna byłaby również groźba wypadnięcia poza czołową czwórkę. W czwartek Villarreal ugrał bezbramkowy remis w ramach Ligi Europejskiej, na niezwykle trudnym terenie w Neapolu. Czy oznacza to początek odrodzenia?
Jeśli nie, trudno wyobrazić sobie lepszego rywala, na którym można odbić się od dna. Na nim ugrzęzła bowiem Malaga. Mimo strumienia gotówki (płynącego od niedawna do andaluzyjskiego miasta), zatrudnienia renomowanego (bo za takiego musi uchodzić Manuel Pellegrini) trenera, wyniki są równie słabe jak przed tymi zmianami. A nawet słabsze. Kibiców zgromadzonych na kameralnym stadionie La Roselada szczególnie musiała boleć odniesiona trzy tygodnie temu porażka z Realem Saragossa, który jest głównym rywalem w walce o utrzymanie. Od tej pory gracze Pellegriniego zanotowali dwa remisy z wyżej notowanymi Getafe i Sevillą. Może zatem wreszcie w drużynie Malagi coś drgnęło?
Osasuna Pampeluna – Espanyol Barcelona
Zespół z Nawarry pod wodzą nowego trenera spróbuje odebrać punkty drużynie z czołówki tabeli.
Niejeden zapewne się zastanawiał, jakie zwyczaje panują w Pampelunie, skoro zwalnia się tam trenera raptem dwa tygodnie po zwycięstwie nad Realem. W dodatku Jose Camacho to nie byle jaki szkoleniowiec, a stary ligowy wyjadacz, który na futbolu zjadł zęby. Przymykając oko na rezultat meczu z 21. kolejki, łatwo zdać sobie sprawę, jak nieciekawa jest sytuacja klubu z Nawarry. Trzy remisy w ośmiu meczach, a ostatnia wygrana odniesiona w… 13. serii. Ktoś zatem uznał, że formuła się wyczerpała i Osasuna, mimo jednorazowego wybryku, jakim było zwycięstwo z Realem, potrzebuje zmian. Nowym trenerem został Jose Mendilibar, a jego pierwszym zadaniem będzie ugranie punktów z mocnym Espanyolem.
Nie o „jakąś” zdobycz punktową, a z pewnością o pełną pulę zawalczą za to podopieczni Mauricio Pochettino. Ostatnia porażka z Realem nie spowodowała na szczęście powiększenia różnicy punktowej między „Los Pericos” a Athletikiem, dzięki temu, że Baskowie polegli na Majorce. Espanyol może zatem spokojnie wrócić na 5. miejsce w tabeli, jeśli tylko z „Lwami Baskonii” wygra… odwieczny rywal Biało-niebieskich, czyli Barcelona. Zwycięstwo z Osasuną trzeba będzie wywalczyć bez wytransferowanych do Włoch Didaca Villi i Victoria Ruiza. Mecz ten będzie ciekawy dla Fernando Corominasa, który jeszcze w poprzedniej rundzie przywdziewał koszulkę Espanyolu, a obecnie jest piłkarzem klubu z Nawarry.
FC Barcelona – Athletic Bilbao
Drużyna-ideał, na której ostatnio pojawiają się niepokojące rysy, podejmie na własnym stadionie nieobliczalnych, twardych zazwyczaj Basków, z których jednak niedawno uszło powietrze.
Gdyby ktoś był odcięty od świata i od piłkarskich wyników przez tydzień, zapewne nawet by nie przypuszczał, że Barcelona w dwóch ważnych meczach może zdobyć zaledwie punkt, stracić trzy bramki, strzelając dwie. Tak się jednak stało, najpierw „Blaugrana” z trudem wywalczyła remis ze Sportingiem Gijon, by w środę polec na Emirates z Arsenalem. W obydwu spotkaniach słabo zaprezentowała się defensywa „Barcy”, dla której zbawienny byłby powrót kontuzjowanego Carlesa Puyola. Tymczasem zawodnik zamiast trenować, wziął udział w kręceniu spotu reklamowego i o jego powrocie na boisko niewiele wiadomo. Zatem parę stoperów w meczu z Athletikiem będą zapewne stanowili Pique oraz Abidal.
Wiedząc już o zadyszce Barcelony, ale w dalszym ciągu nie znając pozostałych wyników ostatniego tygodnia, kibice „Blaugrany” zapewne lekko niepokoiliby się przed meczem z Athletikiem. Niepotrzebnie. Baskowie w spotkaniu z Mallorką zaprezentowali się tak bezbarwnie, że pozytywne wrażenie, które budowali przez cały poprzedni miesiąc, prysło jak bańka mydlana. Katastrofalnie w tym meczu wyglądała (szczególnie w pierwszej połowie) defensywa Athletiku, maltretowana przez trio Nsue – de Guzman – Webo, a wcale nie lepiej zaprezentowali się zawodnicy z przednich formacji. Może jednak oszczędzali siły przed prestiżowym spotkaniem na Camp Nou?
Jak co tydzień, zapraszamy do zapoznania się z audycją Pawła Zapały będącej podsumowaniem poprzedniej kolejki Primera Division.
Komentarze9
~
~...
A kto powiedział, że zakończona? Jak można
mówić, że Barca ma tytuł w kieszeni ok. 22
kolejki? Żenada.
~
~Lampard
Real powinien wygrać,
Pozdro dla
Roksany f
A
adamek1990
A według kogo ma go w kieszeni? Wg ludzi którzy
albo nie mają pojęcia w piłce, albo są tzw
kibicami wynikowymi…
~
~sewerYN28
Valencia 3-0 Gijon
Real M. 5-0 Levante
Atletico 2-1 Real Saragossa
Villareal 3-0 Malaga
Getafe 1-1 Racing
Osasuna 0-2 Espanyol
Almeria 0-2 Deportivo
Sevilla 1-0 Hercules
Barcelona 1-0 Athletic
Sociedad 1-1 Majorka
~
~Marcin77
Powiem tak…Marzę,aby po tej kolejce przewaga
FcB.zmalała do dwóch punktów…;P HALA MADRID!!!
~
~....
posluchajcie barca ma 5 pkt przewagi i tego sie
trzymajmy maja gorszy okres pracy ale nie jest zle
jestem kibicem barcy i nie zalezy mi na tym aby
ublizac realowi bo to hańba szanuje Blancos bo to
dobry zespol VEB;)
~
~...
Ja się znam na piłce i jestem pewien że tytuł
mistrzowski będzie dla Realu zobaczycie choć jestem
kibicem Bayernu.
~
~KACU
POWIEM TAK REAL WYGRA
~
~SERVER
Może zmaleć Naet do dwóch punktów, a i tak El
Clasicco Wygra Barca i po sezonie.