Dzięki bardzo dobrej grze w pierwszej połowie meczu i wykorzystaniu błędów rywala Real Valladolid wygrywa z Sevillą na Ramon Sanchez Pizjuan 2:1. Gospodarze kończyli mecz w dziesiątkę, ponieważ czerwoną kartkę otrzymał Gary Medel.
Strasznie dziwna drużyna z tej Sevilli. Kibice andaluzyjskiego klubu powoli mają już chyba dość nieregularnej dyspozycji zawodników Michela Gonzaleza. W pierwszej połowie dzisiejszego starcia z Realem Valladolid na każdym kroku ośmieszała się przede wszystkim defensywa gospodarzy. To niepojęte, aby tak mocno kadrowa ekipa jednego dnia potrafiła pokonać Real Madryt, a drugiego dała się stłamsić beniaminkowi Primera Division.

Goście z Valladolidu już na samym początku spotkania zaskoczyli rywala i niesamowicie ułatwili sobie życie na trudnym terenie. W 2. minucie kompletnie zdezorganizowana linia obronna Sevilli dała się ograć po raz pierwszy. Szybka kontra gości zakończyła się podaniem Oscara do Eberta, który zawinął Fernando Navarro jak juniora, po czym wpakował piłkę do siatki. Gospodarze długo nie potrafili się otrząsnąć po stracie gola. Ciągle nie byli w stanie stworzyć akcji ofensywnej, a w 12. minucie… przegrywali już 0:2. Gracze Valladolidu znowu wykorzystali błędy obrony swojego przeciwnika. Ebert zdecydował się na strzał sprzed pola karnego, wyszło jednak z niego podanie do Oscara, który wykorzystał sytuację sam na sam z bramkarzem. Zawodnicy Sevilli domagali się odgwizdania spalonego i tym będą pewnie usprawiedliwiać swoją bierną postawę, ale powtórki telewizyjne pokazały, że gol został zdobyty prawidłowo.
Po kwadransie Sevilla oddała pierwsze uderzenie na bramkę Valladolidu, ale nie miało ono prawa zakończyć się golem. Chwilę później mogło być z kolei 0:3. Oscar i Manucho znowu zabawili się pod polem karnym Andaluzyjczyków, jednak strzał tego drugiego wybronił Diego Lopez. W końcu w 22. minucie głos podnieść mogli fani gospodarzy, bo po stałym fragmencie groźnie głową uderzał Baba – piłka minimalnie minęła bramkę. Cztery minuty później przed dobrą szansą po podaniu Navasa mógł stanąć Gary Medel, jednak wbiegł w pole bramkowe nieco spóźniony i futbolówka opuściła plac gry. Ostatnia bardzo dobra sytuacja w pierwszej połowie została wypracowana na 12 minut przed końcem. Wprowadzony chwilę wcześniej za Cicinho Bryan Rabello dopadł do bezpańskiej piłki na 18. metrze od bramki, jednak debiutujący w drużynie napastnik trafił nią w słupek. Ostatnie minuty pierwszej połowy to chaotyczne ataki gospodarzy i groźne kontry gości, którzy przed przerwą mogli się pokusić o kolejnego gola, gdyby zachowali większą cierpliwość pod „szesnastką” Sevilli.
Rozmowa motywacyjna Michela Gonzaleza w przerwie musiała być bardzo skuteczna. Jego podopieczni po zmianie stron grali zdecydowanie lepiej niż w pierwszej odsłonie, a i goście nieco spuścili z tonu. Beniaminek osiągnął wynik, z którego był zadowolony, i nie miał zamiaru szukać kolejnych goli. Zemściło się to bardzo szybko, bo już w 50. minucie. Po rzucie rożnym z prawej strony i nieporozumieniu bramkarza Valladolidu z Manucho ten drugi wpakował piłkę do własnej siatki.











