Valencia nie pozostawia złudzeń


Valencia pewnie pokonała Sporting Gijon 4:0. Strzelanie rozpoczął Feghouli w 33. minucie. Następnie w drugiej połowie samobójcze trafienie zaliczył Botia, a potem dubletem popisał się Jonas. Mimo że początek meczu był niezły w wykonaniu gości, potem musieli oni uznać wyższość trzeciej siły La Liga.


Udostępnij na Udostępnij na

Unai Emery, zdając sobie sprawę, że Sporting Gijon jest drużyną, która w teorii nie powinna sprawić jego zespołowi większych problemów, dał odpocząć kilku ważnym zawodnikom. Na ławce usiadł bramkarz Diego Alves, a także dwaj piłkarze odpowiedzialni za rozgrywanie piłki – Ever Banega i Jonas Goncalves. W obronie znalazło się miejsce dla Angela Dealberta, a w ataku dla Aritza Aduriza, który miał stworzyć duet snajperów z Roberto Soldado. Jeśli chodzi o wyjściową jedenastkę Sportingu, to na uwagę zasługuje przede wszystkim brak Nacho Novo. Trenerowi Tejadzie nie spodobały się deklaracje Hiszpana, który otwarcie przyznał, że nie ma zamiaru dłużej zostawać na El Molinon. Dziś nie było go nawet na ławce rezerwowych.

Od początku meczu na Estadio Mestalla bardzo aktywne było prawe skrzydło ekipy z Walencji. Jako pierwszy golkipera rywali próbował pokonać Aduriz, ale uderzył wysoko nad poprzeczką. Ten sam zawodnik stanął przed dobrą szansą, by dać swojemu zespołowi prowadzenie w 13. minucie po podaniu Mathieu – tym razem szybszy był Juan Pablo, który wyłapał piłkę. Pierwszy kwadrans nie przyniósł wielu ciekawych sytuacji podbramkowych, a obaj bramkarze nie mieli zbyt wiele do roboty. Trzy minuty później świetny, nieco zaskakujący strzał oddał de las Cuevas, lecz nie wystarczyło to, aby pokonać Vicente Guaitę, który sparował futbolówkę poza plac gry. Odpowiedzią Valencii było mocne, ale niecelne uderzenie Aritza Aduriza po akcji Albeldy i Feghouliego. W 22. minucie po kontrze zainicjowanej przez de las Cuevasa między Ramim a Miguelem bezskutecznie przepychał się Barral. Sporting spisywał się do tej pory lepiej niż przyzwoicie.

Kolejne minuty minęły na walce w środku pola. W 31. minucie dośrodkowanie Soldado przeciął Gregory. Na nic się jednak zdała dobra postawa obrony gości z Gijonu, bo kilkadziesiąt sekund później gracze Unaia Emery’ego świętowali zdobycie pierwszego w tym meczu gola. Tino Costa wypuścił lewym skrzydłem Mathieu. Francuz odegrał piłkę do wbiegającego w pole karnego Feghouliego, a ten równo z linii szesnastego metra huknął pod poprzeczkę bramki Juana Pablo, po raz czwarty w tym sezonie ligowym zapisując się na liście strzelców. Kiedy już raz udało się przedrzeć przez defensywę „Los Rojiblancos”, zaczęła ona popełniać kolejne błędy. Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu nieźle centrował Roberto Soldado, ale jego podanie na wolne pole nie znalazło adresata. W samej końcówce wyborną sytuację miał Aduriz, który próbował przelobować Juana Pablo, jednak minimalnie chybił i piłka minęła słupek. Bezpośrednio po tej akcji Perez Montero zakończył pierwszą połowę starcia.

Druga odsłona rozpoczęła się od ostrożnych ataków obu stron. Dobre kilka minut zajęło Valencii odzyskanie panowania nad meczem. Gdy już się to udało, dobrą okazję miał Soldado. Kilka minut później swoją popisową akcję – atomowy strzał z dwudziestego metra – przeprowadził Tino Costa. Juan Pablo z trudem sparował futbolówkę. Dosłownie kilka sekund po strzale Argentyńczyka przed następną szansą stanął Aritz Aduriz. Tym razem przestrzelił z kilku metrów. W 59. minucie świetną sytuację zmarnował Roberto Soldado. Urodzony w Walencji napastnik przegrał w polu karnym pojedynek z Juanem Pablo, wywrócił się i potoczył za linię końcową. W tym czasie bramkarz Sportingu złapał podaną przez Botię piłkę. Sędzia podyktował rzut wolny pośredni. Futbolówkę na siódmym metrze ustawił Aritz Aduriz, by chwilę później ładnym uderzeniem posłać ją wprost w obrońcę. To nie był dzień Baska. Po godzinie gry Soldado przewracany przez „Lorę” zdołał jeszcze oddać strzał, po którym piłka przeleciała wzdłuż bramki i wyszła poza linię. Zawodnicy „Nietoperzy” domagali się rzutu karnego, ale sędzia nie zdecydował się użyć gwizdka. Zaraz potem na bramkę Sportingu pomknął Feghouli, jednak towarzystwo obrońcy uniemożliwiło mu dobre opanowanie piłki.

W 74. minucie padła bramka na 2:0. Nie zdobył jej jednak żaden z graczy Valencii. Piłkę do własnej siatki w dość śmieszny sposób skierował Alberto Botia. Wychowanek Barcelony znalazł się na linii bardzo niecelnego strzału Feghouliego. Warto zaznaczyć, że duży udział w zdobyciu bramki miał Jonas, który zameldował się na murawie kilka chwil przed akcją. Brazylijczyk ładnym podaniem piętą rozmontował defensywę Sportingu. Dwie minuty później mogło być 3:0, gdyby Soldado znowu nie okazał się gorszy od Juana Pablo. Kolejne dziesięć minut upłynęło na spokojnej grze w środku pola. Wydawało się, że skrzydła Sportingu Gijon są całkiem podcięte, ale w 89. minucie podopieczni Tejady zdecydowali się na atak – w boczną siatkę trafił Colunga. Zdecydowanie skuteczniejsi tego wieczora byli gracze gospodarzy. Dwie minuty później Juana Pablo pokonał uderzeniem głową Jonas Goncalves, któremu dośrodkowywał Adil Rami. Rozochocony Brazylijczyk trafił do siatki także w kolejnej, ostatniej w meczu akcji, którą zapoczątkował świetnym podaniem Roberto Soldado.

Komentarze
~Kubs (gość) - 14 lat temu

Gdyby nie katastrofa w styczniu, to Valencia dalej
miałaby ten punkt czy nawet dwa straty do Barcelony,
jak w grudniu, ale tak mamy zgoła zmienną
sytuację. 8 straty, ale wszystko do końca możliwe,
w 2008 roku słabszy sezon Barcy wykorzystał
Villarreal, zdobywając vice mistrza Hiszpanii. Viva
la Liga

~Vcf (gość) - 14 lat temu

Barce tez rozjadą z 3-2

~E123 (gość) - 14 lat temu

Brawa dla Valencii za gre ;)

Najnowsze