Valencia pokonała Espanyol 2:1 w najciekawiej zapowiadającym się niedzielnym spotkaniu Primera Division. Gospodarze zwycięskiego gola zdobyli w 92. minucie spotkania, a spory wkład w zasłużone zwycięstwo mieli także sędziowie.
Spotkanie na Estadio Mestalla miało być meczem o sześć punktów, gdyż drużyny zajmowały przed tym spotkaniem odpowiednio czwartą i piątą pozycję w ligowej tabeli, z identycznym dorobkiem punktowym. Spotkanie to miało dać także odpowiedź, o co tak naprawdę będą walczyć obie ekipy w tym sezonie – utrata punktów na korzyść rywala w bezpośrednim starciu mogła być bardzo trudna do odrobienia. Ciężko było wskazać faworyta – w ekipie gospodarzy wystąpiła istna plaga kontuzji, która wyeliminowała z gry m.in. kapitana Navarro, Soldado, Tino Costę, Albedę czy Cesara, jednak „Nietoperze” dysponują świetną ławką. Takiego dobrobytu zmienników nie ma natomiast trener Pochettino, który do meczowej kadry musiał włączyć zawodników z drużyny rezerw, a dodatkowo przegrał w tym sezonie aż pięć spotkań na wyjeździe.
Mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęli gracze w biało-czarnych strojach, dominując przez pierwsze minuty spotkania – mało brakowało, a już w piątej minucie „Los Che” na prowadzenie wyprowadziłby Pablo, jednak jego uderzenie z ponad dwudziestu metrów bez problemów obronił Kameni. W dwunastej minucie na wygiętą nogę upadł jeden z czołowych zawodników Espanyolu, Osvaldo, i pomimo prób masażystów, kilka minut później musiał opuścić boisko. W międzyczasie kolejną groźną akcję przeprowadzili gospodarze – po podaniu Maty, przy braku swojego partnera w ataku, odpowiedzialny za strzelanie goli w tym spotkaniu, Aduriz, uderzył z kilkunastu metrów na bramkę strzeżoną przez Kameniego, ale Kameruńczyk fantastycznie odbił ten strzał.
Swoją pierwszą sytuację goście stworzyli sobie w 26. minucie, kiedy płaski strzał Javi Marqueza na rzut rożny zdołał sparować Guaita – bramkarz z Walencji pokazuje takimi interwencjami, że pomimo młodego wieku jest gotów zostać pierwszym golkiperem zespołu z Estadio Mestalla. W 28. minucie sędzia Gonzalez podjął bardzo kontrowersyjną decyzję, kiedy to nie podyktował rzutu karnego po ewidentnym faulu Kameniego na Adurizie – Kameruńczyk wszedł bezpardonowo w nogi Hiszpana, który zdążył już minąć bramkarza. Sędzia jednak, ku zaskoczeniu nawet samego winnego, wskazał tylko na rzut rożny. Sprawdziło się jednak stare powiedzenie, że co się odwlecze, to nie uciecze – sekundy później po dośrodkowaniu Joaquina wysoko wyskoczył właśnie Aduriz i strzałem głową posłał piłkę na długi słupek, nie dając szans na skuteczną interwencję. Może, gdyby jeden z obrońców krył dalszy słupek, to ten gol by nie padł, jednak fakt pozostał faktem i piłkarze ze stolicy Katalonii musieli wznawiać grę od środka boiska, a Valencia potwierdziła swoją przewagę w tym spotkaniu.
Ekipa gospodarzy po objęciu prowadzenia zdecydowanie obniżyła tempo meczu, czekając na kontry rywala, przez co mocno ucierpiała widowiskowość tego spotkania, gdyż goście wcale nie spieszyli się z wyrównaniem. Szczęście jednak nie sprzyjało gospodarzom w tym spotkaniu, gdyż tuż przed przerwą dość niespodziewanie padło wyrównanie. Po minięciu Mathieu, Callejon zdecydował się na dośrodkowanie, które niefortunnie przeciął Ricardo Costa i pięknym szczupakiem posłał piłkę do siatki zaskoczonego Guaity. Pechowemu strzelcowi gola ciężko byłoby oddać taki strzał pod bramką rywala, przed własnym polem karnym ta sztuka jednak niestety się powiodła i chwilę później sędzia zakończył pierwszą część spotkania.










