Promyk nadziei w pojedynku z Piastem, w którym jedynym mankamentem była nieskuteczność. Potem odpadnięcie z Pucharu Polski już w I rundzie, z pierwszoligowym Górnikiem Zabrze. Dalej, najgorszy mecz od… od bardzo dawna i porażka z Górnikiem Łęczna. Nawet pokonanie nie w pełni profesjonalnego Dundalku nie zamazuje pewnego wrażenia. Taka Legia w Europie będzie rywalem marzeń.Pierwsze 45 minut meczu z mistrzem Irlandii było żywym dowodem na to, że „Wojskowi” naprawdę dostali od losu piękny prezent za wszystkie poprzednie lata pecha i różnych innych niepowodzeń. Jakakolwiek klasowa drużyna z tak działającym środkiem pola Legii zrobiłaby mielonkę. Trener Hasi decydujący się posłać na najważniejszy mecz XXI wieku dla warszawian trójkę pomocników, którzy nie grali nigdy w takim zestawieniu… No odważnie, na efekty niestety nie trzeba było czekać długo. Nawet ostateczna wygrana nie zmienia faktu, że zespół nie czyni żadnych postępów. Co musi się zmienić, żeby Polacy uniknęli kompromitacji podobnej do koszmarnego bilansu Dynama Zagrzeb z 2010 roku (Chorwaci zakończyli fazę grupową LM bez punktu, strzelając trzy i tracąc 22 gole)? Oto najbardziej palące problemy:
1) Bałagan w rozegraniu
Do strzelenia pierwszej bramki cała trójka środkowych pomocników miała wiele na sumieniu. Thibault Moulin był dokładnie pilnowany, Irlandczycy nie zostawiali mu miejsca, a Francuz wyraźnie czuł się stłamszony. Na duże uznanie zasługuje kapitan Dundalk, Stephen O’Donnell, który bardzo rzetelnie przyłożył się do roli skutecznego plastra. Tomasz Jodłowiec był powolny, niedokładny i niezdecydowany, a Vadis Odidja-Ofoe w destrukcji grał wręcz kompromitująco, w rozegraniu zaś głównie irytował zbyt późnymi decyzjami. W dodatku często wchodził w buty Moulina, przez co gubili się obaj pomocnicy. Paradoksalnie pochwały, jakie zebrał Belg za akcje, po której mistrzowie Polski mieli rzut karny, to też zdecydowanie zbyt późne podanie. To, co do tej pory dobrze funkcjonowało w Legii, czyli natychmiastowy pressing po stracie piłki, zostało zniweczone posadzeniem na ławce Michała Kopczyńskiego. Jakkolwiek to zabrzmi, brak wychowanka w wyjściowej jedenastce był aż nadto widoczny.
Co na plus? Postawa Jodłowca po golu. Reprezentant naszego kraju znacznie się rozluźnił, co podziałało na niego bardzo pozytywnie. Wcześniej wydawało się, że „Jodła” jeszcze nie jest gotowy fizycznie na grę z takim rywalem, ostatnie pół godziny to jednak prawdziwy popis pomocnika, który zaczął dominować w pojedynkach defensywnych i straszyć ofensywnymi rajdami. Właśnie po jednym z nich Legia przypieczętowała zwycięstwo.










