Mario Jardel. Czy ktoś jeszcze pamięta to nazwisko? Gdy je wypowiadano, nogi bramkarzy uginały się do samej murawy. 255 bramek w sześć lat. Jardel ustanawiał snajperskie rekordy nie do pobicia, zanim ktokolwiek słyszał o Messim i Cristiano Ronaldo. W swoim czasie należał do absolutnego topu napastników na świecie. Czy można takiego gracza nie doceniać? Oczywiście, jeśli ma się w składzie Ronaldo i Rivaldo. Historia o wielkiej piłce, depresji i upadku.Rok 2002, Brazylia wyjeżdża na mundial do Korei i Japonii. W kadrze nie brakuje gwiazd – Ronaldo, Rivaldo czy Roberto Carlos to piłkarze z absolutnego światowego topu. Problem tkwi jednak w tym, że Luiz Felipe Scolari nie powołał tylko asów – w talii selekcjonera znalazły się takie figury, jak: Denilson, Edilson i Luizao.
Nie umniejszając poziomu wyżej wymienionych, przy Jardelu byli co najwyżej dziewiątkami. On był dżokerem. Grał wtedy w Sportingu, właśnie rozegrał najlepszy sezon w karierze, dostał drugiego Złotego Buta za 42 gole na ligowym koncie (plebiscyt czekał na zwycięzcę z większą liczbą bramek aż 10 lat) i cierpliwie czekał na telefon od selekcjonera. Nie doczekał się.
21-letni król strzelców
Cofnijmy się do 1995 roku, a dokładnie do 30 sierpnia. Gremio Porto Alegre remisuje 1:1 drugie spotkanie finałowe z kolumbijskim Atletico Nacional i po raz drugi w historii, po 12-letniej przerwie, sięga po Copa Libertadores, a więc południowoamerykański odpowiednik naszej (choć to słowo jest bardzo nieodpowiednie) Ligi Mistrzów. Pierwszy mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla Brazylijczyków. Drugiego gola dla wygranej ekipy strzelił 21-letni Mario Jardel.
Młodzik w 10 spotkaniach strzelił 12 bramek i w cuglach został królem strzelców rozgrywek. Już wcześniej usłyszała o nim piłkarska Europa – przez pięć lat w Brazylii strzelił aż 93 gole. Najpierw cieszyli się z nich fani Vasco da Gama, a później właśnie Gremio. Tam od 1994 do 1996 roku strzelił 67 goli w 73 spotkaniach, obok takiego dorobku nie mogli przejść obojętnie rekruci ze Starego Kontynentu. Tymczasem Gremio na kolejny finał czekało 12 lat. Zostało rozgromione 5:0 przez Boca Juniors.
Siedem goli w 45 minut i cztery korony z rzędu
Sezon 1996/1997 rozegrał już w barwach Porto. Tam od razu stał się napastnikiem światowej klasy. Myśleliście, że tylko Ronaldo i Messi mają większą średnią niż bramka na mecz? Mario Jardel w czterech sezonach w Porto rozegrał 125 ligowych spotkań, w których strzelił… 130 goli. Łącznie z pucharami – 169, 166 bramek. Lewa czy prawa noga – żadna różnica. Głowa – prawdopodobnie najlepszy zawodnik drugiej połowy lat 90. Dla Jardela dośrodkowanie było jak rzut karny, tylko trochę łatwiejsze.
Cztery sezony, cztery kolejne tytuły króla strzelców. Tylko jeden piłkarz dokonał tego wcześniej, był to oczywiście Eusebio. Oprócz tych dwóch panów nikt takiego osiągnięcia w historii ligi portugalskiej nie powtórzył. W dużej mierze dzięki niemu Porto do dwóch tytułów przed jego przyjściem dołożyło trzy następne, co jest kolejnym ewenementem w ojczyźnie Cristiano Ronaldo.














