Kolejnym miesiącem na rozkładzie jest sierpień. Miesiąc, w którym rozpoczynają się najważniejsze krajowe rozgrywki świata – Premier League i La Liga, a kibice z wypiekami na twarzy oczekują wielkich transferów między innymi w trakcie „Deadline Day”, ale po kolei.
Jednym z pierwszych wydarzeń i to naprawdę tych najwyższego kalibru była przegrana Bayernu Monachium w spotkaniu o Superpuchar Niemiec. Bohaterem tego meczu – i to tym razem prawdziwym, nie ironicznym – został Nicklas Bendtner. Duńczyk wszedł na boisko w drugiej połowie, swoim golem zapewnił Wolfsburgowi dogrywkę, a później skutecznie egzekwował decydującą „jedenastkę” w serii rzutów karnych. To było kolejne trofeum Guardoli, które zostało mu sprzątnięte sprzed nosa, coraz częściej zaczęło się mówić o tym, że poprzeczka pozostawiona przez Heynckesa okazała się zbyt wysoko zawieszona, nawet dla tak wielkiego eksperta, jakim niewątpliwie jest Pep.
W sierpniu ponownie musieliśmy znieść gorycz tego, że rok 2015 będzie kolejnym, w którym polska drużyna nie zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów. Szwajcarskie Basel na tle „Kolejorza” było przeciwnikiem z kompletnie innej bajki.
Jacek Zieliński zakończył swoją świetną passę od momentu przyjścia do Cracovii. Udało mu się nie przegrać w pierwszych dwunastu spotkaniach, aż dziewięć razy zdobywając trzy punkty. Złośliwi mówili, że to w głównej mierze zasługa siedmiu meczów zagranych w grupie spadkowej, co jest oczywiście całkowitą prawdą, ale i tak czapki z głów przed trenerem „Pasów”, który wyciągnął z dołka drużynę do niedawna przegrywającą w Pucharze Polski z Błękitnymi.
Jednym z hitów sierpnia był konflikt Jose Mourinho z Evą Carneiro. Portugalczyk zwolnił lekarkę za to, że ona bez jego zgody wbiegła na murawę i udzieliła pomocy zwijającemu się z bólu Edenowi Hazardowi, a przez to jego drużyna musiała grać przez chwilę w dziesiątkę.
https://twitter.com/Copa90/status/631113445195292674
W Tbilisi oglądaliśmy jedno z najlepszych spotkań ostatnich lat. Duże słowa, ale jak inaczej określić finał Superpucharu Europy, w którym Barcelona zmierzyła się z Sevillą? Dziewięć bramek, w tym trzy pierwsze z bezpośrednich rzutów wolnych. Scenariusz, po którym miliony ludzi przed telewizorami nie potrafiło zrobić nic innego, niż tylko złapać się za głowy. Wielki comeback drużyny Krychowiaka od stanu 1:4, doprowadzenie do dogrywki i ostateczne zwycięstwo „Blaugrany”. To trzeba obejrzeć jeszcze raz.
Po takim meczu wydawało się, że już nic nie powstrzyma zespołu Enrique od zdobycia . Parę dni później zostało to jednak zweryfikowane. W dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii lepsze było Athletic Bilbao, które pierwsze spotkanie wygrało aż 4:0 po hat-tricku Aduriza.











