Środowe spotkania może nie przyniosły tylu bramek co wtorkowe, ale z pewnością można mówić o niespodziankach. Większość meczów była jednoznaczna. Nie obyło się również bez niespodzianek, a prawdziwy horror stworzył Arsenal.
Arsenal przez prawie cały mecz męczył się niemiłosiernie w Brukseli. Aż w końcu w ostatnim kwadransie worek się otworzył. A pierwszy dopadł się niespodziewanie Anderlecht. Andy Najar wykorzystał dośrodkowanie Praeta i wyprowadził mistrza Belgii na prowadzenie. Gdy praktycznie już nawet Arsene Wenger pogodził się ze stratą punktów, nadzieję wlał Kieran Gibbs, doprowadzając do remisu minutę przed końcem regulaminowego czasu gry. I wtedy „Kanonierzy” przejęli pałeczkę, a szalę goryczy przelał Lukas Podolski, dając trzy punkty swojej ekipie.
Atletico zwyczajnie zabawiło się ze szwedzkim Malmoe. Skończyło się 5:0, a mogło być więcej, jednak podopieczni Diego Simeone odblokowali się dopiero w drugiej połowie. Fantastycznie spisał się Koke, który otworzył wynik, a dołożył do tego jeszcze trzy asysty. Poczynania kolegów z ławki oglądał Paweł Cibicki.
Borussia Dortmund. Jaki to dziwny klub. W lidze gra prawdziwy piach, ale Champions League to całkiem inna sprawa. Nagle obudzili się gwiazdorzy i zmietli turecką „potęgę” w postaci Galatasaray. Dwie bramki Aubameyanga oraz trafienia Reusa i Adriana Ramosa, który zadomowił się doskonale po wejściu na boisko, dały pewne trzy punkty. Asystę przy bramce Gabończyka zanotował Łukasz Piszczek.
https://twitter.com/m_andryszczyk/status/525020889629605888
Bayer Leverkusen, w odróżnieniu od ligowych rywali, przenosi swoją dyspozycję z Niemiec do Europy. Zenit nie jest przecież drużyną słabą, a wynik 2:0 może przekonywać. Szczególnie że ostatni kwadrans Niemcy grali w dziesiątkę po dwóch żółciach Wendella. I jak tu się dziwić, że to Boenisch jest etatowym lewym defensorem.










