Real Sporting Gijon po raz drugi z rzędu wywalczył remis z drużyną zaliczaną do najsilniejszych w lidze. Podopieczni Manolo Preciado przed tygodniem urwali punkty Barcelonie, a teraz wywieźli cenny punkt z Estadio Mestalla.
W pierwszych minutach spotkania żadna drużyna nie zdołała w bezpośredni sposób zagrozić bramce rywala, aczkolwiek widoczna była powoli zarysowująca się przewaga gospodarzy, szczególnie często przy piłce widoczny był wracający po dłuższej przerwie Juan Mata. W 8. minucie właśnie ten zawodnik pognał prawą stroną boiska po dobrym podaniu Domingueza, po czym głęboko dośrodkował do wbiegającego w pole karne Aritza Aduriza, jednak intencje podającego dobrze wyczuł golkiper przyjezdnych – Cuellar. Chwilę później groźną kontrę wyprowadził Sporting, dobrze przy piłce utrzymał się Castro, po czym podał ją do wbiegającego na przedpole Sangoya, który oddał mocny strzał, ale minimalnie niecelny.

Po kwadransie gry Mata ponownie dobrze znalazł się na prawej stronie, utrzymał się przy piłce i mocno dośrodkował do zamykającego z lewej strony akcję Domingueza, jednak ten w trudnej sytuacji uderzył tuż obok dalszego słupka. Wobec przewagi w posiadaniu piłki gospodarzy, Sporting próbował grać długimi, górnymi podaniami, jednak zupełnie bezskutecznie. Jedyne zagrożenia sprawiał po stałych fragmentach gry, w które było zaangażowane wielu zawodników, ale i te próby nie przynosiły klarownych sytuacji.
Tymczasem tych też zaczynało brakować i w grze Valencii, gracze Emery’ego utrzymywali się długo przy piłce, często zmieniali boki boiska, którymi atakowali, ale w decydujących podaniach zawsze brakowało odrobiny precyzji lub pomysłu. Mimo dobrego tempa, meczu nie można było nazwać porywającym widowiskiem. Spostrzegłszy, że mozolnie budowane akcje zespołowe nie dają rezultatu, zawodnicy gospodarzy próbowali strzelać z dystansu, jednak zarówno próby Mathieu, jak i Tino Costy były nieudane.
Boiskowe wydarzenia bardzo podobnie prezentowały się również po przerwie. W dalszym ciągu przebiegały według schematu cios za cios, akcja za akcję oraz, tak jak w pierwszych 45 minutach, nie powodowały one zmiany rezultatu ani nawet realnej szansy, że takowa będzie miała miejsce. W 52. minucie wydawało się, że wynik otworzyć może Castro, który przedarł się pod pole karne i miał dużo czasu oraz miejsca, by oddać strzał, jednak jego uderzenie poszybowało nad bramką Cuellara. Taki sam los spotkał piłkę uderzoną przez Sangoya kilka chwil później, niemal z tego samego miejsca. Valencia miała swoją szansę w 58. minucie po rzucie rożnym, po którym bliscy zdobycia gola byli Mata i wprowadzony wcześniej Soldado.












