Skromne zwycięstwo RKC


RKC pokonało w Waalwijk Vitesse Arnhem w spotkaniu otwierającym 23. kolejkę Eredivisie. Piłkarze Ruuda Brooda wywalczyli bardzo ważne trzy punkty dzięki trafieniu Krisztiana Nemetha.


Udostępnij na Udostępnij na

Obydwie drużyny przystąpiły do spotkania z dużym szacunkiem do umiejętności rywala. Początek zdominowały piłkarskie szachy, jednak można było dostrzec minimalną przewagę „Nadreńczyków”. Goście częściej posiadali piłkę, narzucili własny styl gry. Pierwszą ciekawą akcję można było odnotować w 5. minucie, po szarży Ibarry niecelnie uderzał Bony. Sześć minut później Vitesse stworzyło kolejną ciekawą okazję. Van Ginkel posłał płaskie dośrodkowanie w pole karne, jednak żaden z napastników nie wykorzystał błędu w komunikacji między Zoetem a dwójką stoperów RKC. Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać. Schet dzięki dużej dawce szczęścia znalazł się w sytuacji sam na sam z Velthuizenem, jednak zbyt długo zwlekał ze strzałem i zastopował go kapitan gospodarzy, Guram Kaszia.

Drugi kwadrans gry niestety nie oczarował ani widzów znajdujących się na Mandemakers Stadion, ani tych, którzy mecz śledzili przed telewizorami. Zawodnicy zamiast skupić się na jak najczęstszym zatrudnianiu bramkarzy, zmusili do pracy arbitra, który pokazał Hofsowi pierwszą żółtą kartkę w tym spotkaniu. Główną atrakcją na murawie była ostra walka o każdy centymetr boiska.

Gospodarze postarali się jednak o poprawę humoru kibiców. Przejęli inicjatywę, co udowodnili, strzelając w 36. minucie gola otwierającego wynik spotkania. Najpierw okazji nie wykorzystał Braber, ale piłka jak bumerang wróciła w pole karne gości i po dośrodkowaniu aktywnego Scheta futbolówkę w bramce umieścił Węgier Nemeth. Już pięć minut później mogliśmy mieć remis. Po świetnym podaniu z głębi pola oko w oko z bramkarzem stanął Ibarra. Skrzydłowy gości chciał zaskoczyć golkipera płaskim strzałem, jednak bramkarz odbił piłkę na poprzeczkę i w ten sposób uchronił RKC Waalwijk od straty gola. Goście nabrali wiatru w żagle i w 44. minucie stworzyli kolejną okazję. Świetne podanie wprowadzające Büttnera w pole karne od van Ginkela, płaskie dośrodkowanie i niecelny strzał Bony’ego.

Vitesse nie zrezygnowało ze swojego ofensywnego nastawienia z końcówki pierwszej połowy, podopieczni Johna van der Broma nie mieli jednak innego wyjścia. Już w 48. minucie stworzyli groźną okazję, Hofs wkręcił w ziemie Martinę, dośrodkował na głowę van Ginkela, ale piłka po strzale młodego Holendra poszybowała nad poprzeczką. Goście atakowali, rozgrywali piłkę, mimo to można było odnieść wrażenie, że przed bramką Zoeta tracili większość argumentów. Brakowało w ataku bocznych obrońców. Na Büttnera nie można było narzekać, w pierwszej połowie stworzył groźną okazję i dobrze radził sobie ze skrzydłowymi RKC, jednak Yasuda wyraźnie nie wszedł dobrze w ten mecz. Ibarra był osamotniony na prawej flance, ale mimo wszystko rozgrywał przyzwoite zawody.

Celem gospodarzy było dowiezienie wyniku do końca. Nie zamurowali jednak bramki, tylko grali zgodnie z zasadą, że najlepszą obroną jest atak. Wysoki pressing, wysoko ustawiona linia obrony i pełna kontrola nad meczem. Lekarstwem dla gości z Arnhem na taki obrót wydarzeń miało być dokonanie przez van der Broma ofensywnej zmiany, w miejsce van der Heijdena wszedł młody snajper z Kraju Kwitnącej Wiśni, Havenaar.

Początek ostatniego kwadransa spotkania rozpoczął się od ciekawej akcji na skrzydle Ibarry, którą pomocnik gospodarzy musiał zatrzymać, łamiąc przepisy. Chwilę później skrzydłowy Vitesse opuścił murawę, a zastąpił go dobrze zapowiadający się Giorgi Czanturia. Trzeba przyznać, że Ekwadorczyk był jedną z jaśniejszych postaci tego spotkania. Akcja przeprowadzona w 83. minucie mogła definitywnie pogrążyć Vitesse, Castillion wprowadzony chwilę wcześniej za strzelca gola, Nemetha, otrzymał świetne podanie, minął Velthuizena, jednak holenderski golkiper nie dał się oszukać i wybronił strzał napastnika RKC. Goście się poddali, podopieczni Ruuda Brooda osiągnęli przewagę i w 90. minucie mogli podwyższyć prowadzenie, uderzenie z prawej strony Stansa było minimalnie niecelne. Sędzia doliczył trzy minuty, jednak gracze Vitesse zamiast atakować bramkę gospodarzy, dali koncert bezradności.

Najnowsze