Sevilla zdobyła Mestalla


Sevilla dzięki bramkom Gary'ego Medela i Jesusa Navasa pokonała na Estadio Mestalla Valencię 2:1. Gola dla gospodarzy zdobył Tino Costa.


Udostępnij na Udostępnij na

Hit na Mestalla nie rozpoczął się zgodnie z przedmeczowymi oczekiwaniami. Przez pierwszy kwadrans żadna drużyna nie oddała ani jednego celnego strzału. Valencia starała się organizować swoje ataki tak, jak wychodziło jej to ostatnimi czasy najlepiej – oskrzydlającymi akcjami. Niestety, wrzutki z bocznych sektorów boiska nie przynosiły absolutnie żadnego zagrożenia w polu karnym Palopa. Andaluzyjczycy zaś próbowali nękać rywala po stałych fragmentach gry, ale i strzały, i dośrodkowania z rzutów wolnych były bardzo niedokładne.

Ciekawsze rzeczy zaczęły w Walencji dziać się po pierwszych piętnastu minutach spotkania. Najpierw groźnie zaatakowali goście, którzy mogli wyjść na prowadzenie za sprawą uderzenia Negredo, ale poradził sobie z nim Guaita. Od razu w odpowiedzi ruszyły „Nietoperze”, ale na listę strzelców nie udało się wpisać ani Roberto Soldado, ani Feghouliemu, których strzały wyłapywał Palop. Najlepszą sytuację miał ten drugi, w 22. minucie starcia, ale uderzył minimalnie niecelnie.

W końcu nadeszła 25. minuta i pierwszy gol Tino Costy. Valencia ruszyła z własnej połowy z szybką kontrą, kiedy już znalazła się w pobliżu „szesnastki” Sevilli, Feghouli sklepał piłkę z Soldado, która w końcu spadła pod nogi Costy, a ten mocnym strzałem z ponad 25 metrów wyprowadził „Los Ches” na prowadzenie. Cztery minuty później mogło być 1:1, jednak Rakitić nie wykorzystał dośrodkowania „Coke”. W kolejnych akcjach przyjezdni nie pozwalali Valencii na swobodne rozgrywanie piłki, jednak sami również z olbrzymim trudem przedostawali się w okolice pola karnego Guaity. Gospodarze spokojnie czyhali na własnej połowie i co jakiś czas, głównie za sprawą Feghouliego, próbowali otwierających podań z głębi pola, ale Soldado i Jonas mieli sporo problemów z nieźle współpracującymi ze sobą defensorami Sevilli.

Z każdą chwilą Andaluzyjczycy grali jednak coraz lepiej i w końcu udało im się doprowadzić do wyrównania. Po bardzo ładnej, składnej akcji z prawej strony w dogodnej sytuacji na szóstym metrze znalazł się Medel, który bez problemu wpakował głową piłkę do siatki. Valencia od momentu zdobycia bramki całkowicie spuściła z tonu i tuż przed zakończeniem pierwszej połowy mogła stracić kolejnego gola. W jej polu karnym bardzo dobrze znalazł się Negredo, który dograł piłkę wzdłuż bramki do Kanoute, ale jego strzał zablokował jeden z defensorów. Chwilę później arbiter zaprosił zawodników na przerwę.

Po zmianie stron od razu zaatakować próbowała Valencia. W 51. minucie w niezłej okazji znalazł się Jonas, ale przegrał pojedynek z Andresem Palopem. Po pierwszych dziesięciu minutach do głosu zaczęli dochodzić Andaluzyjczycy. Najpierw szarżował Kanoute, potem bardzo groźnie z ostrego kąta strzelał Negredo, ale nie zdołał zaskoczyć bramkarza „Los Ches”. Kolejne minuty nadal upływały pod dyktando gości. W 60. minucie Jesus Navas otrzymał prostopadłe podanie na prawej stronie boiska, jednak po przebiegnięciu z piłką kilkudziesięciu metrów bardzo niecelnie dośrodkował do wbiegającego w „szesnastkę” Negredo.

Co jakiś czas odgryzać próbowały się „Nietoperze”, ale największą ich bolączką była niedokładność. Co jakiś czas gracze Emery’ego uruchamiali Soldado i Jonasa czy wprowadzonego później za tego drugiego Aduriza, ale za każdym razem napastnikom gospodarzy brakowało metra lub dwóch i byli uprzedzani przez defensorów Sevilli czy samego Palopa. W 70. minucie tą bronią Valencia została ustrzelona. Frederic Kanoute pognał do prostopadłej piłki i w ostatniej chwili ubiegł wychodzącego do niego Guaitę, podając do Jesusa Navasa, któremu nie pozostało nic innego niż skierowanie futbolówki do pustej bramki.

Stracona bramka dała w końcu Valencii impuls do ataku, jednak wszystko to przypominało walenie głową w mur. Dopiero w 78. minucie gospodarze oddali celny strzał. Palopa znowu z dystansu próbował zaskoczyć Tino Costa, ale tym razem hiszpański golkiper pewnie wyłapał lecącą piłkę. Pięć minut później sprawy w swoje ręce wziął Feghouli, zakręcając w polu karnym Spahiciem, ale nie zdołał oddać celnego uderzenia. Do samego końca „Nietoperze” uporczywie szukały wyrównania, ale bardzo dobrze w bramce Sevilli spisywał się Palop. Ostatecznie goście pokonali Valencię 2:1 i trzeba przyznać, że jest to wynik mimo wszystko zasłużony.

Najnowsze