Mimo że mecz Sevilli z Juventusem nie był spotkaniem o najwyższą stawkę, to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jest to pojedynek, który warto obserwować. Głównie za sprawą dobrej formy piłkarzy „Juve”, a także ze względu na to, że to ostatni w tym sezonie występ naszego Grzegorza Krychowiaka w tych elitarnych rozgrywkach. Wszyscy ci, którzy zapowiadali świetne widowisko na Ramon Sanchez Pizjuan, nie pomylili się, bo było to rzeczywiście wyborne 90 minut.
Wszystkie oczy w tym spotkaniu zwrócone były na Unaia Emery’ego i Paulo Dybalę. Trener Sevilli jeszcze kilka tygodni temu był przymierzany do tego, by zastąpić na stanowisku szkoleniowca „Starej Damy” Masimilliano Allegriego. Jednak Włoch utrzymał posadę dzięki dobrym występom Juventusu w ostatnich kilku spotkaniach (pięć zwycięstw z rzędu w lidze). Przede wszystkim za sprawą wspaniałej dyspozycji drugiej najczęściej pojawiającej się w zapowiedziach tego spotkania postaci, Paulo Dybali.
Argentyńczyk o polskich korzeniach w ostatnim czasie prezentuje się świetnie i praktycznie sam ciągnie „Bianconerich” ku górze tabeli. Allegri nazywa 21-latka futbolowym killerem, a dziennikarze w Argentynie przyrównują go do Messiego. Dziś na Ramon Sanchez Pizjuan mieli się zjawić skauci Barcelony i Realu, by obserwować poczynania Dybali. I nie zawiedli się, bo młody napastnik pokazał się dzisiaj z bardzo dobrej strony. Brał grę na siebie, bezbłędnie wykonywał stałe fragmenty, strzelał, podawał. Jednym słowem był wszędzie.
Początek meczu należał do drużyny gości, którzy bardzo szybko przejęli kontrolę nad spotkaniem. Piłkę dobrze rozgrywali obrońcy Juventusu, w szczególności Leonardo Bonucci, świetnie współpracował ze sobą duet Dybala-Morata, który wykreował kilka bardzo groźnych sytuacji.
W takim momencie Morata strzelił obok bramki Sergio Rico
W 24. minucie rosły Hiszpan potwierdził ostatnie słowa Masimilliano Allegriego krytykujące go za brak nosa boiskowego killera, nie strzelając do pustej bramki z pięciu metrów. Od tego momentu obraz gry zmienił się o 180 stopni.
Nastawiona na grę z kontrataku i głęboko schowana Sevilla zaczęła dochodzić do głosu, jednak nie przyniosło do żadnych efektów w postaci bramek. W pierwszej połowie najlepiej w drużynie gospodarzy wyglądali Jewhen Konoplianka, co nie jest wielkim zaskoczeniem, i Hiszpan Coke, który mógł dwukrotnie pokonać Buffona.










