To nie jest najlepszy weekend dla kibiców ze stolicy Katalonii. Po wczorajszej sensacyjnej przegranej Barcelony dziś porażkę poniósł także Espanyol, który poległ na własnym boisku 0:2 z ostatnim w tabeli Realem Saragossa. Bohaterem spotkania bez wątpienia był bramkarz gości, Roberto Jimenez, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą gola. Dla Saragossy była to pierwsza wygrana od października.
Spotkanie na Cornella-El Prat miało być jednostronnym widowiskiem, w którym gospodarze zainkasują komplet punktów i pozostaną w walce o miejsce premiowane grą w Lidze Mistrzów. Do Barcelony przyjechała czerwona latarnia ligi, Real Saragossa, która nie zaznała smaku zwycięstwa od 14 kolejek. Jakby tego było mało, podopieczni Manolo Jimeneza nie wygrali jeszcze w tym sezonie meczu na boisku rywala. W przypadku ewentualnej wygranej Espanyol mógłby awansować nawet na czwarte miejsce w tabeli, pod warunkiem, że Levante nie wygrałoby wieczorem z Realem Madryt.
O pierwszej połowie obie drużyny chciałyby zapewne jak najszybciej zapomnieć, ponieważ widowisko stało na żenująco niskim poziomie. Real Saragossa miał dobrą szansę na gola w 28. minucie, ale po rzucie rożnym udaną interwencją po strzale z bliskiej odległości popisał się Casilla. Ożywienie przyniosła dopiero końcówka pierwszej części spotkania, kiedy to Espanyol postanowił podkręcić tempo i objąć w końcu prowadzenie. Najpierw w 38. minucie prawdopodobnie interwencją kolejki popisał się Roberto Jimenez. Weiss piętą zgrał piłkę do Coutinho, a ten uderzył zza pola karnego, jednak trafił tylko w słupek. Piłka spadła jednak wprost pod nogi znanego z występów w Wiśle Kraków Kalu Uche, który jednak poślizgnął się, i jego strzał nogami odbił bramkarz, ale piłka wciąż toczyła się w kierunku bramki, zatem ofiarnym rzutem Roberto w ostatniej chwili uratował swój zespół przed stratą gola. Uche z pewnością nie mógł zaliczyć tego starcia do udanych, gdyż raz po raz nie potrafił wykorzystać doskonałych sytuacji, jak na przykład w 42. minucie, kiedy to mając przed sobą tylko bramkarza, przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką.
Emocje były także już w doliczonym czasie gry, ale Moreno ani Verdu po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Uche nie byli w stanie skierować piłki do siatki i do przerwy po mizernym widowisku utrzymywał się bezbramkowy remis. Na szczęście dla kibiców, druga połowa przyniosła dużo więcej emocji. Najpierw w 52. minucie ponownie koszmarnie pomylił się Coutinho, który znalazł się niepilnowany na piątym metrze, ale uderzył z pierwszej piłki… prawie na aut. Jak mówi stare piłkarskie porzekadło, niewykorzystane sytuacje się mszczą, i tak też było tym razem, ponieważ w 55. minucie Real Saragossa sensacyjnie wyszedł na prowadzenie. Z rzutu rożnego dośrodkował Luis Garcia, a najlepiej w polu karnym znalazł się Da Silva i strzałem głową pokonał Casillę.
Od tego momentu mecz nabrał rumieńców. Espanyol chciał za wszelką cenę wyrównać, jednak Roberto Jimenez zaczynał wyrastać na bohatera tego spotkania, raz po raz bronił bowiem strzały Katalończyków. Bliski pokonania go był w 56. minucie Coutinho, ale jego potężny strzał trafił tylko w poprzeczkę. Dość niespodziewanie w 68. minucie goście mieli szansę na całkowite rozstrzygnięcie meczu, ale niepilnowany w polu karnym Postiga strzelił prosto w wychodzącego Casillę. Espanyol zupełnie pogubił się w kolejnych minutach i sensacyjnie Real Saragossa powinien zdobyć drugiego gola. Spotkanie stało się jednak pojedynkiem wysokiej klasy bramkarzy, ponieważ interwencja Casilli w 76. minucie po strzale głową Lanzaro była najwyższych lotów. Z każdą upływającą minutą gospodarze grali coraz bardziej nerwowo i posiłkowali się długimi piłkami w pole karne, które jednak rzadko kiedy znajdowały adresatów.
Roberto Jimenez bez wątpienia został bohaterem tego starcia, kiedy w 89. minucie obronił kapitalne uderzenie Coutinho z lewej strony pola karnego. Co więcej, pogubiony i zdenerwowany przegrywaniem Espanyol w doliczonym czasie gry stracił kolejnego gola. Rzut wolny błyskawicznie wykonał Micael, do piłki pierwszy dobiegł Juan Carlos i po minięciu Casilli trafił do siatki obok interweniujących defensorów, dobijając tym samym gospodarzy.
Chwilę później sędzia zakończył spotkanie, po którym Espanyol może mieć pretensje tylko do siebie oraz Roberto Jimeneza, który był bez wątpienia najlepszym graczem na boisku. Katalończycy po tej nieoczekiwanej stracie punktów nie przybliżyli się do gry w Lidze Mistrzów, natomiast goście odnieśli pierwsze zwycięstwo od… 16 października, kiedy to pokonali Real Sociedad. Pomimo zgarnięcia kompletu punktów Real Saragossa wciąż pozostaje ostatnią drużyną Primera Division i będzie potrzebować jeszcze wielu punktów, aby uratować się przed spadkiem.